Co powinno się zdarzyć w polskiej spółdzielczości rolnej?

Jacek Podgórski
2020-02-04

Sukcesy holenderskich tulipanów, francuskich win, czy duńskiej wieprzowiny to efekty skrupulatnie wypracowywanego przez lata systemu sprawnie działających spółdzielni rolnych. Wiele jego elementów z powodzeniem wdrożyć można także do rodzimego modelu kształtowania gospodarki rolnej.

Co powinno się zdarzyć w polskiej spółdzielczości rolnej?

Fot. Pixabay

Holandia, Niemcy, Dania czy Francja to kraje o najwyższym poziomie organizacji gospodarstw rolnych, czyli odsetka rolników, którzy zdecydowali się na prowadzenie działalności gospodarczej w ramach szeroko pojętej spółdzielczości rolnej bądź z wykorzystaniem modelu grup producenckich. Proces tworzenia takich struktur w wymienionych państwach trwa nieprzerwanie od przeszło 70 lat. Towarzyszy mu szereg akcji edukacyjnych prezentujących korzyści płynące ze wspólnego gospodarowania i – co pokazują twarde dane – nie są to obietnice zysków wyssane z palca. Przychody generowane z samej tylko działalności spółdzielczej we Francji, Niemczech czy Holandii znacznie przekraczają roczną wartość polskiej produkcji rolnej, nie wspominając o wskaźnikach eksportu artykułów rolno-spożywczych znad Wisły.

Działania promocyjne

Wobec rozdrobnienia gospodarstw rolnych w Polsce pojawia się problem, z którym zmierzyć muszą się w zasadzie wszystkie grupy towarowe europejskiego rolnictwa – marketing. Niewielkie gospodarstwa, a takie stanowią według statystyk około 70 proc. ogółu rodzimych gospodarstw rolnych, od lat korzystają z unijnych i krajowych programów promocyjnych. To sprawne narzędzia ukierunkowane na promowanie artykułów rolno-spożywczych najwyższej jakości – dysponują one jednak ograniczonymi środkami. Gdy porównamy rozpoznawalność marek polskiego sektora upraw zbóż, producentów owoców miękkich czy bydła mięsnego z firmami funkcjonującymi choćby na polskim rynku mleczarskim, bez trudu zauważymy znaczną dysproporcję na korzyść ostatniej z wymienionych branż. Polskie firmy sektora mleczarskiego i ich konkretne produkty są rozpoznawalne nie tylko w kraju, ale także poza jego granicami. Odpowiedź na pytanie, dlaczego świętują one sukcesy na rynkach zagranicznych od lat pozostaje niezmienna – spółdzielczość.

Sektor mleczarski skupia bowiem pokaźne grono mniejszych producentów, którzy już przeszło dwadzieścia lat temu zrozumieli, jak wielką szansą dla nich jest gospodarowanie w formule zorganizowanej. Zapewniony zbyt, wymiana technologiczna, wspólna logistyka, zadowalające ceny, odczuwalne w relatywnie niewielkim stopniu wahania na europejskim i światowym rynku mleka – to tylko niektóre z korzyści płynących z funkcjonowania w ramach spółdzielni. Co ciekawe, wszystkie największe przedsiębiorstwa rodzimego rynku produktów mlecznych funkcjonują właśnie jako spółdzielnie. Wartość tej formy gospodarowania niejednokrotnie podkreślał w ostatnich latach minister rolnictwa i rozwoju wsi Jan Krzysztof Ardanowski, stawiając sektor mleczarski za wzór dla innych działów rodzimej produkcji rolnej.

Problem marketingowy urósł do obecnej rangi w czasie przemian ustrojowych i rozwiązania struktur spółdzielczych w Polsce. Rozbicie dużych ośrodków rolnych zbiegło się w czasie z wyprzedażą polskiego majątku ziemskiego i przekazania go w zasadzie za bezcen przedsiębiorstwom o przeważającym kapitale obcym. Spółki zajmujące się skupem, przetwórstwem i produkcją, które nagle pojawiły się na polskim rynku, nie miały za sobą lat funkcjonowania w uwsteczniającym systemie polityczno-gospodarczym, z którym musiało mierzyć się polskie rolnictwo. Na krajowy rynek falowo weszły zatem przedsiębiorstwa reprezentujące nowoczesny model biznesowy, który już w latach 90. rozumiał wagę komunikacji marketingowej. Polacy do dziś muszą niwelować powstałe wówczas różnice.

Z tego właśnie powodu o francuskie wina z Langwedocji, czy Burgundii zabiegają dziś konsumenci z całego globu. Z tego samego powodu holenderskie tulipany są marką rozpoznawalną w najdalszych zakątkach kuli ziemskiej. Z tego właśnie powodu polskie artykuły rolno-spożywcze w ostatnich kilku latach zaczęły być postrzegane jako marka prestiżowa. Ale nie tylko dlatego.

Istota spółdzielczych giełd rolnych

Poza koniecznością wspólnego gospodarowania kapitałem, prowadzenia jednolitej ustandaryzowanej produkcji, czy skonsolidowanego planowania produkcji w odpowiedzi na istniejące zapotrzebowanie rynku, zachodnie spółdzielnie rolne zauważyły konieczność uzależnienia od siebie także punktów skupu i dystrybucji towarów.

W tym celu w Europie Zachodniej powołano do życia spółdzielcze giełdy rolne. Są to struktury „ponadspółdzielcze”, które wychodzą zdecydowanie poza zawiadywanie jedną tylko konkretną produkcyjną grupą towarową, choć nie jest to ścisłą regułą. Giełdy rolne zajmują się dokładnie tym fragmentem rynku, który może przynieść zyski członkom spółdzielni i w żaden sposób nie są związane z aparatem państwowym, pozostając wyłączną własnością rolników.

W taki sposób funkcjonuje choćby duński dom aukcyjny Kopenhagen Fur, który jest największym centrum dystrybucji surowca do produkcji naturalnych futer na świecie. Podstawowym celem działalności Kopenhagen Fur jest zapewnienie zbytu duńskim hodowcom zwierząt futerkowych. Dzięki znacznemu kapitałowi, którym dysponuje giełda jest ona w stanie skupować surowiec także od zagranicznych dostawców – w tym Polaków. Daje to możliwość kontrolowania nie tylko krajowego, ale – przez swój zasięg i liczbę klientów – także zagranicznego rynku. Podobne rozwiązania zaimplementowane zostały także na francuskim rynku owoców miękkich. Tamtejsi producenci nie muszą martwić się o zbyt swoich towarów, ponieważ ze spółdzielnią wiążą ich umowy kontraktacyjne zapewniające także godziwe ramy cenowe.

Ze względu na znaczne rozdrobnienie polskich gospodarstw i obecność na naszym rynku głównie zagranicznych skupów i przetwórni, polscy rolnicy nie funkcjonują w tak komfortowym otoczeniu biznesowym jak ich zachodni koledzy. Obecnie to działania UOKiK oraz wejście w życie ustaw sankcjonujących wykorzystywanie nieuczciwej przewagi kontraktowej zabezpieczają interesy rolników – wciąż jednak nie w takim stopniu, w jakim można by tego oczekiwać. Stąd potrzeba powstawania nowych spółdzielczych giełd rolnych, które – owszem – istnieją w Polsce, ale wciąż na zbyt niewielką skalę. Sukcesy tych przedsiębiorstw w województwie wielkopolskim każą jednak myśleć pozytywnie o tej formie prowadzenia własnościowego, rolniczego skupu i dystrybucji towarów. Zwiększenie skali zorganizowania polskich gospodarstw w struktury spółdzielcze umocniłoby same organizacje rolników i przełożyło się na wyklarowanie rynku zbytu, z którym musieliby liczyć się nawet najwięksi odbiorcy.

Zachodnioeuropejskie spółdzielcze giełdy rolnicze oferują nie tylko możliwość zbycia towarów, ale także zindywidualizowane systemy ubezpieczeń rolnych, dopasowane rozwiązania logistyczne czy wsparcie kapitałowe. Funkcjonowanie giełd pozwala jednak przede wszystkim na projektowanie produkcji w związku z potrzebami rynku kreowanymi w znacznej mierze przez same giełdy. Jest to możliwe dzięki skali przedsięwzięcia, które doprowadziło do sytuacji, w której w Holandii, Francji i Niemczech w rękach spółdzielni znajduje się ponad 90 proc. obrotu artykułami rolno spożywczymi

Francuski wzorzec

Modelowym przykładem rozwoju europejskiej spółdzielczości jest formuła funkcjonująca we Francji określana mianem SICaS. Są to zrzeszenia rolników proponujące swoim członkom alternatywny i rozszerzony model gospodarowania na wsi, który zdecydowanie przekracza typową dla innych krajów formułę. SICaS prowadzą działalność gospodarczą opartą na kooperacji z partnerami z sektorów pokrewnych rolnictwu, a mających wpływ na rozwój i modernizację obszarów wiejskich – nie tylko w kontekście rolnictwa, ale także energetyki, edukacji, czy szeroko pojętych kwestii socjalnych. Tak na przykład SICaS prowadzą przedszkola, domy pomocy społecznej, zapewniają dostęp do energii elektrycznej cieplnej, sieci internetowej, mediów, zajmują się doradztwem prawnym, finansowym, czy prowadzeniem lokalnych sklepów wielobranżowych skupujących towary od lokalnych dostawców.

Funkcjonują one w oparciu o prawo spółdzielcze, choć ich osobowość prawna bliższa jest spółkom z ograniczoną odpowiedzialnością. Najczęstszą praktyką jest posiadanie większości udziałów przez rolników i wchodzenie w kooperację z kupcami, dostawcami energii czy nawet samorządami lokalnymi.

Możliwości wykorzystania sprawnie funkcjonującego w praktyce prawa spółdzielczego można mnożyć. Rozwiązania, które da się zaimplementować w krajowym rolnictwie są na wyciągnięcie ręki. Ministerstwo Rolnictwa przyznaje, że w kształtowaniu nowych ram rodzimej spółdzielczości korzysta i będzie korzystać z gotowych rozwiązań Europy Zachodniej. Kłody pod nogi krajowemu prawodawstwu rzucają jednak demony przeszłości, choć i te – mając na uwadze zastępowalność pokoleń – w przyszłości przestaną mieć tak istotne jak dziś znaczenie.

Autor jest Dyrektorem Instytutu Gospodarki Rolnej

Komentarze

Uwaga, ta strona używa COOKIES.

Stosujemy je, aby ułatwić Tobie korzystanie z naszego serwisu. Pamiętaj, że w każdej chwili możesz zmienić ustawienia dotyczące COOKIES w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.

Zamknij