Klimatyczna hipokryzja Brukseli

Anna Goral
2019-12-15

W zeszłym tygodniu oczy większości Europejczyków skierowane były ku Brukseli gdzie odbywało się posiedzenie Rady UE. To właśnie w stolicy Belgii Europejscy Przywódcy debatowali nad ekologiczną przyszłością Wspólnoty, a dokładniej nad przyjęciem nowej strategii, która do 2050 r. ma doprowadzić Europę do klimatycznej neutralności.

Klimatyczna hipokryzja Brukseli

Zielony Ład (bo tak nazywa się nowa strategia) w głównej mierze opiera się na zredukowaniu emisji CO2 do atmosfery. Dzięki determinacji polskiego rządu, nasz kraj będzie mógł dostosowywać się do przyjętych zmian we własnym tempie. Innymi słowy, Polski nie obowiązuje data 2050 r. dzięki czemu interesy naszej gospodarki - opartej w głównej mierze na węglu - zostały zabezpieczone.

Zielonym zmianom Brukseli postanowił przyjrzeć się z bliska hiszpański dziennik ekonomiczny “El Confidencial”. Już na początku grudnia gazeta poinformowała o powiązaniach szwedzkiej aktywistki Grety Thunberg z międzynarodowymi lobby finansowymi w tym m.in. Funduszem Rockefellerów, który w 2014 r. postanowił wyzbyć się wszystkich instrumentów finansowych związanych z paliwami kopalnymi, czy też z Michaelem Bloombergiem amerykańskim magnatem medialnym oraz kandydatem w prawyborach prezydenckich Partii Demokratycznej. Dziennik zauważył, że Greta Thunberg uważana za twarz walki o klimat jest tak naprawdę marionetką wykorzystywaną przez międzynarodowych potentatów w walce o swoje interesy. Podobnego zdania są też niektóre nadreńskie media. Niemiecki dziennik “Tagesspiegel” podważył racjonalność twierdzeń młodej aktywistki oraz metodologię używaną do badań przez wspierające ją organizacje. Zdaniem dziennikarzy Greta i stojący za nią ludzie za wszelką cenę chcą przekonać społeczeństwo, że dążymy do samozagłady podczas gdy troska o środowisko (przynajmniej w Niemczech) w przeciągu 30 lat uległa znacznej poprawie. Autorzy krytycznego wobec 15 - letniej szwedki artykułu podali, iż w ostatnich latach poprawił się stan wody w Renie i Ruhrze, zaś emisja CO2 jest o 23 % niższa w porównaniu z 1990 r.

Zielona rewolucja -  w czyim interesie ?

Analizując jak do Zielonej Strategii podchodzą mainstreamowe media, można odnieść wrażenie że nowa proekologiczna polityka UE to najlepsze co mogło się nam przytrafić. Tymczasem europejski “zielony pakt” to prawdziwa rewolucja, która obejmie wszystkie sektory gospodarki, w szczególności: transport, energetykę, rolnictwo, budownictwo jak również niektóre gałęzie przemysłu.

Jak zauważył Manfred Weber (niemiecki polityk i były przewodniczący Europejskiej Partii Ludowej) Unia Europejska powinna brać pod uwagę tylko takie metody ochrony środowiska, które w sposób realny uwzględniałyby interesy europejskiego przemysłu i jego potrzeby konkurowania z podmiotami gospodarczymi z innych regionów świata.

Słowa Manfreda Webera brzmią niezwykle, biorąc pod uwagę fakt że wypowiada je polityk pochodzący z kraju w którym już w 2018 r. odnawialne źródła energii wyprzedziły węgiel. Podobnie sprawa ma się we Francji, która to w 2015 r. ( nazywanym “zielonym rokiem Francji”) rozpoczęła działania na rzecz zmniejszenie udziału energii jądrowej w miksie energetycznym. W uchwalonej w 2015 r. ustawie transformacyjnej przyjęto, że do 2030 roku, aż 40 % energii wyprodukowanej we Francji pochodzić będzie z odnawialnych źródeł energii.

Podwójne standardy

Jak podaje cytowany na początku hiszpański dziennik “El Confidencial” eurodeputowanymi rządzi zakrojona na szeroką skalę “zielona hipokryzja”. Na pięknych i dobrze brzmiących hasłach o ochronie środowiska bowiem się kończy. Zgodnie z wyliczeniami gazety podróże euro - polityków między Strasburgiem a Brukselą to 19 000 ton CO2 wypuszczonych do atmosfery w skali roku, czyli tyle ile wyemitowałoby 11 300 samochodów rodzinnych rocznie przejeżdżając 12 000 kilometrów lub 4,900 lotów między Berlinem a Nowym Jorkiem. Europejskie przeprowadzki dotyczą nie tylko polityków, ale także sztabu urzędników, dziennikarzy a także… dokumentów, które przewożone są z Brukseli do Strasburga ( i z powrotem !) w specjalnie wynajętych do tego ciężarówkach. Nikomu z eko - polityków nie przeszkadza marnotrawienie pieniędzy wynikające z utrzymania siedziby w Strasburgu, która przez 317 dni w roku jest pusta! A przecież pieniądze wydane na utrzymanie budynku, w którym mieści się siedziba Parlamentu Europejskiego- 114 milionów euro- można by było eko - zainwestować! Dlaczego organizacje typu Greenpeace nie protestują przeciwko bezsensownym podróżom europosłów?! Zlikwidowanie jednej z siedzib Parlamentu Europejskiego pozwoliłoby na ograniczenie zanieczyszczenia produkowanego w związku z funkcjonowaniem tej instytucji o jakieś 40 % ! Niby przykład powinien iść z góry, chociaż w tym przypadku lepiej jest powiedzieć (pozostając w eko - klimatach), że ryba psuje się od głowy.

Komentarze

Uwaga, ta strona używa COOKIES.

Stosujemy je, aby ułatwić Tobie korzystanie z naszego serwisu. Pamiętaj, że w każdej chwili możesz zmienić ustawienia dotyczące COOKIES w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.

Zamknij