Koronawirus, ale nie tylko. Czy będzie komu pracować?

Jacek Podgórski
2020-03-25

Pracodawcy sektora rolnego alarmują, że w kontekście pandemii koronawirusa w naszym kraju może zabraknąć rąk do pracy. Jest to szczególnie istotne właśnie teraz, kiedy jesteśmy w przededniu nowalijek i na starcie bogatego w zbiory sezonu.

Koronawirus, ale nie tylko. Czy będzie komu pracować?

Fot. Pixabay

Problemy sektora sadowniczego

Największe zapotrzebowanie względem rąk do pracy z zagranicy, jak co roku, zgłaszają przedstawiciele sektora sadowniczego. Trudno się dziwić. Nasz kraj jest światowym czempionem na rynku jabłek, silnym producentem wiśni, porzeczek czy borówek. To te sektory w największym stopniu uzależnione są od pracowników najemnych spoza granic naszego kraju ze względu na ograniczone możliwości mechanizacji samych zbiorów.

Rząd podjął już w tym kontekście właściwe kroki, rozpoczynając prace związane z przedłużaniem pozwoleń na pobyt i na pracę w naszym kraju. Nowe regulacje mogą pomóc zatrzymać pracowników z Ukrainy, którzy dla sadowników – ze względu na brak problemów z asymilacją – są szczególnie cenni.

Zezwoleń na pracę jednak przybywa

Rola pracowników najemnych z Ukrainy jest szczególnie istotna, gdy pod uwagę weźmiemy statystyki zaprezentowane przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Według danych resortu, w samym tylko 2019 roku wydano aż 330 tysięcy pozwoleń na pracę dla Ukraińców. Jest to liczba wyższa o 38 proc. niż w roku 2018, a przed pandemią koronawirusa nic nie wskazywało na to, aby dynamika tych zmian miała osłabnąć.

Ukraina to jednak nie jedyna nacja starająca się o pracę w naszym kraju. Rok 2019 był także rekordowy pod względem zezwoleń na pracę wydawanych Azjatom, którzy otrzymali aż 69 tysięcy pozytywnych decyzji. Wśród tej licznej grupy przodują Nepalczycy (9,2 tys. pozwoleń), Hindusi (8 tys.) i Gruzini (7,4 tys.). Łącznie pozwolenie na pracę w Polsce w 2019 roku otrzymali przedstawiciele aż czterdziestu państw azjatyckich. Liczba pozytywnych decyzji dla Azjatów zwiększyła się względem roku 2018 o 18 proc.

Analitycy wskazują, że to właśnie Azjaci mogą stanowić w najbliższych latach największy zaciąg do pracy w polskiej gospodarce. Tyczy się to także branż rolnych ze szczególnym uwzględnieniem sektora sadowniczego, ale nie tylko. Azjaci są cenionymi pracownikami w sektorach drobiarskich, gospodarstwach nastawionych na uprawę, ale także wysokotowarowych gospodarstwach rolnych o wysokim stopniu specjalizacji technologicznej.

Ukraińcy wybiorą Zachód?

Pracodawcy sektora sadowniczego podkreślają, że rekrutacja Ukraińców staje się coraz trudniejsza ze względu na możliwości płacowe polskich rolników. Wciąż pozostają one bowiem znacznie niższe niż choćby w Niemczech. To właśnie ten kraj od kilku lat kontynuuje politykę otwierania się na pracowników z Europy Wschodniej. 1 marca tego roku Niemcy zmienili prawo migracyjne, które liberalizuje wymogi, które Ukraińcy muszą spełnić względem podjęcia pracy za naszą zachodnią granicą. Standardem w naszym kraju było przyznawanie oświadczeń o powierzeniu wykonywania pracy na okres sześciu miesięcy. Celem zapewnienia stabilności sektora, sadownicy apelowali już ponad dwa lata temu, aby czas ten został wydłużony do co najmniej 18 miesięcy. Do tej pory, mimo czasowych zmian w tej materii spowodowanych pandemią konornawirusa, w przepisach w zasadzie nic nie drgnęło. Efekty są zatrważające.

Kierunek: Niemcy. Co zrobić?

Badania wskazują, że aż co trzeci pracownik z Ukrainy, który zatrudniony jest na terytorium naszego kraju, planuje przeprowadzkę do Niemiec. Aż 13 proc. tej grupy zastanawia się nad przeprowadzką do Czech, a 7 proc. do Szwecji. To właśnie rolnictwo może być sektorem najbardziej dotkniętym potencjalnym exodusem pracowników z Ukrainy. Jeśli przepisy dotyczące ich zatrudniania nie zostaną trwale zliberalizowane i jeśli przedsiębiorcy rolni nie sięgną głębiej do kieszeni, nawet względna tożsamość kulturowa i sąsiedztwo międzynarodowe mogą nie wystarczyć do zatrzymania Ukraińców na naszym rynku pracy.

Sektor rolny od lat zwiększa poziom zatrudnienia obcokrajowców, co dorowadziło do uzależnienia krajowej produkcji rolnej od pracowników najemnych. Szczęście w nieszczęściu, bo zwiększone zatrudnienie może zapewnić stabilność licznym sektorom rolnym w dobie pandemii koronawirusa. Wciąż nie wiadomo jeszcze, jak na możliwość wykonywania prac rolnych wpłyną nowe obostrzenia względem zgromadzeń. Przed rolnikami wiele trudnych miesięcy, w których konkurowanie o pracownika nabierze szczególnego znaczenia.

*autor jest Dyrektorem Instytutu Gospodarki Rolnej

Komentarze

Uwaga, ta strona używa COOKIES.

Stosujemy je, aby ułatwić Tobie korzystanie z naszego serwisu. Pamiętaj, że w każdej chwili możesz zmienić ustawienia dotyczące COOKIES w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.

Zamknij