Kto ma kłopot z euro?

Kamil Goral
2019-05-31

Stanowisko PiS to nie sprzeciw wobec wspólnej waluty, ale stwierdzenie, że o jej wprowadzeniu w naszym kraju powinna decydować ekonomia a nie polityka. Mówi o tym jednoznacznie premier Morawiecki, wskazując na przykład państw, które euro przyjęły, nie będąc na to gotowymi. I teraz żałują.

Kto ma kłopot z euro?

Dla Platformy Obywatelskiej dołączenie Polski do strefy euro jest ważnym celem. Po tym, jak odsuniemy od władzy populistów, zaoferujemy polskim obywatelom plan dołączenia do obszaru wspólnej waluty. Uruchomimy narodową debatę, której celem będzie uzyskanie szerokiej społecznej akceptacji tej decyzji – to słowa Grzegorza Schetyny z kongresu Europejskiej Partii Ludowej, wypowiedziane w Helsinkach pod koniec zeszłego roku. Co mówi lider Platformy o wejściu do euro? Tekst jego wypowiedzi nie pozostawia wątpliwości, dla PO integracja monetarna to priorytet. Nie ma miejsca na niuanse, zaraz po zwycięskich wyborach uruchomiony zostanie plan przyjęcia europejskiego pieniądza. Debata nie będzie służyła ważeniu racji i szukaniu najlepszego rozwiązania tylko przekonaniu ludzi do tego, że ze złotego trzeba zrezygnować.

Ta wypowiedź sprzed kilku miesięcy wydaje się obecnie mocno kłopotliwa dla największej partii opozycyjnej. Szczególnie w kontekście ostatniego listu prezesa Kaczyńskiego, w którym postuluje on, aby euro przyjąć, kiedy polska gospodarka będzie na to gotowa. Stanowisko PiS to nie sprzeciw wobec wspólnej waluty, ale stwierdzenie, że o jej wprowadzeniu w naszym kraju powinna decydować ekonomia a nie polityka. Mówi o tym jednoznacznie premier Morawiecki, wskazując na przykład państw, które euro przyjęły nie będąc na to gotowymi. Warto z porażki tych krajów wyciągnąć wnioski dla Polski, bo jesteśmy dzisiaj konfrontowani z tym tematem – ostrzega szef rządu. Euro to kwestia do poważnej dyskusji, wymaga ona rzetelnego podejścia i oparcia się na doświadczeniach innych. Lepiej uczyć się na cudzych błędach, niż je powielać. Jednak wśród głosów poparcia dla szybkiej integracji monetarnej coraz częściej górę biorą nie merytoryczne analizy tylko polityczne fobie. To sposób na ucieczkę od niewygodnych faktów, zamiast pokazywać dane można bowiem opowiadać opinii publicznej banialuki o rzekomym Polexicie jako skutku braku akceptacji dla rychłej rezygnacji ze złotego.

Powód takiej postawy jest prosty, strefa euro przeżywa permanentne problemy będące zaszłościami popełnionych przed laty błędów. Pośpiech w dołączaniu kolejnych krajów spowodował, że ten obszar nie spełnia wymogów, jakie stawia przed tego typu strukturami teoria ekonomii. Postuluje ona szereg warunków uzasadniających odejście od własnego pieniądza. Strefa euro spełnia tylko cześć z nich i to jest źródło jej ciągłych problemów. Świadczą o tym ciągłe kłopoty z odzyskaniem konkurencyjności przez takie kraje Grecja czy Włochy. Brak też dowodów na spektakularne sukcesy związane z integracją monetarną wśród państw naszego regionu (m.in. Litwa i Łotwa), które weszły do strefy.

O tym trzeba dyskutować, tymczasem narracja części ekonomistów idzie w zupełnie inną stronę. Sytuacja przypomina tę sprzed kilku lat, kiedy część „fachowców” po przejęciu władzy przez PiS w 2015 r. straszyła ludzi kolosalnym deficytem i załamaniem kursu złotego. Pieniędzy na programy społeczne wystarczy na rok, potem wszystko utonie w rosnącej dziurze budżetowa – przestrzegali. Warto poczytać teksty i analizy tych „specjalistów” z przełomu 2015 i 2016 roku. Teraz brzmią śmiesznie, ale wtedy odbierano je ze śmiertelną powagą. Podobnie jest z ostrzeżeniami dotyczącymi nieprzyjmowania euro – dużo bicia piany, ale sensu niewiele.

Uwaga, ta strona używa COOKIES.

Stosujemy je, aby ułatwić Tobie korzystanie z naszego serwisu. Pamiętaj, że w każdej chwili możesz zmienić ustawienia dotyczące COOKIES w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.

Zamknij