Wciąż bardziej wierzymy w emerytury publiczne niż prywatne

Anna Goral
2019-11-27

Polska należy do czołówki państw, które najwięcej wydają na emerytury w stosunku do swojego PKB. Przy okazji mamy jeden z najniższych wskaźników stopy zastąpienia, czyli stosunku pierwszej emerytury do wysokości ostatniej pensji.

Wciąż bardziej wierzymy w emerytury publiczne niż prywatne

Europejski system emerytalny oparty jest na metodzie repartycyjnej, to znaczy, że składki na ubezpieczenie społeczne opłacane przez osoby aktywne zawodowo, są przeznaczane na wypłatę bieżących świadczeń. O słabościach tego systemu napisano już wiele, jednak jak dotąd nie udało się wypracować lepszego sposobu zabezpieczenia na starość. W debacie publicznej bardzo często padają postulaty o konieczności zmniejszenia, a nawet zlikwidowania składek na ubezpieczenie społeczne, których wysokość (zdaniem niektórych) skutecznie hamuje rozwój polskiej przedsiębiorczości. Z drugiej strony, trudno wyobrazić sobie sytuację zlikwidowania emerytur publicznych, biorąc pod uwagę fakt, że Polacy nie oszczędzają na starość. Zgodnie z danymi Komisji Nadzoru Finansowego na koniec 2018 r. Indywidualne Konta Emerytalne posiadało zaledwie 995,7 tys. Polaków (o 44,1 tys. kont więcej niż na koniec 2017 r.), podczas gdy Indywidualne Konta Zabezpieczenia Emerytalnego 730,4 tys. (czyli o 12,2 tys. kont więcej niż w 2017 r.).

Niedawno firma doradcza Mercer we współpracy z Australijskim Centrum Studiów Finansowych opublikowała raport na temat systemów emerytalnych wybranych państw. W przeprowadzonym badaniu analizie poddano: integralność, stabilność oraz adekwatność zabezpieczenia na starość w 37 wybranych państwach. I chociaż Polska uplasowała się w tym rankingu na 21 pozycji, nie brakuje danych pokazujących słabość polskiego systemu emerytalnego.

Podstawowym problemem jest wysokość stopy zastąpienia, czyli stosunku pierwszej emerytury do wysokości ostatniej pensji. Innymi słowy, jeśli pracownik zarabiał 1000 zł, a po przejściu na emeryturę swoje pierwsze świadczenie dostanie w wysokości 800 zł,  to jego stopa zastąpienia wyniesie 80 proc. Zgodnie z danymi zaprezentowanymi przez OECD, Polska ma jeden z najniższych wskaźników stopy zastąpienia (będącej na poziomie 39 proc.). Gorzej na tym tle plasują się tylko dwa kraje: Meksyk i Wielka Brytania. Należy jednak zaznaczyć, iż w państwach tych stopa zastąpienia jest niska, ale też i obciążenie płac pracowników obligatoryjnymi składkami jest o wiele mniejsze niż w Polsce. W Meksyku składka na ubezpieczenie emerytalne jest na poziomie 6,25 proc., podczas gdy w Wielkiej Brytanii jej wysokość uzależniona jest od pensji, jaką pobiera pracownik. Dlaczego zatem w Polsce stopa zastąpienia jest tak niska?

Zdaniem niektórych ekspertów przyczyną ciągle spadającej stopy zastąpienia są niekorzystne zmiany demograficzne występujące w naszym społeczeństwie. Trudno jednak uznać słuszność tej tezy, obserwując chociażby wysokość stopy zastąpienia w innych krajach. W Hiszpanii, która od lat odnotowuje ujemny przyrost naturalny, wysokość stopy zastąpienia jest na poziomie około 80 proc. I nie odnosimy sytuacji Polski tylko do „bogatych państwach” Europy Zachodniej. Zdecydowanie lepiej niż Polska wypadają pod tym względem także Węgry oraz państwa nadbałtyckie (Litwa, Łotwa i Estonia). Niekorzystne zmiany demograficzne faktycznie mogą doprowadzić do niewydolności europejskich systemów zabezpieczenia społecznego. Mówimy jednak o perspektywie 20–30 lat. Biorąc pod uwagę, że w Polsce wciąż aktywnymi zawodowo pozostają osoby urodzone w tak zwanym „powojennym wyżu” przypadającym na połowę lat 60. ubiegłego wieku, należy zastanowić się nad realną przyczyną tak złego wyniku.

Wydaje się, że za tak niską stopę zastąpienia odpowiada reforma polskiego systemu emerytalnego z 1999 roku. Wtedy zmienił się sposób wyliczania przyszłej emerytury z systemu zdefiniowanego świadczenia na system zdefiniowanej składki. Nowa formuła wyliczania emerytury znacząco obniżyła wysokość wypłacanych świadczeń w relacji do średniego wynagrodzenia. Używany przed reformą wzór przyczyniał się do lepszej redystrybucji środków, bowiem przy wyliczaniu świadczenia brano pod uwagę nie tylko staż pracy i zarobki ubezpieczonego, ale także kwotę bazową (która była jednakowa dla wszystkich). Obecnie przyszła emerytura to stosunek zwaloryzowanej sumy składek uzbieranych przez ubezpieczonego do średniej przewidywanej długości jego życia. Innymi słowy, nowy system opiera się na zasadzie „ile sobie uzbierałeś, tyle będziesz miał”, nie uwzględniając różnych sytuacji życiowych, w których może znaleźć się ubezpieczony, takich jak np. urlop wychowawczy.

Jak pokazuje raport OECD, Polska należy do czołówki państw, które najwięcej wydają na emerytury w stosunku do swojego PKB. Mniej od Polski wydaje nawet Japonia, która od lat uchodzi za społeczeństwo starzejące się. Polska przeznacza ponad 11 proc. swojego PKB na emerytury, podczas gdy średnia dla państw OECD to 7,5 proc.  Pomimo nieustającej krytyki wobec ZUS, wydaje się, że wciąż bardziej wierzymy w publiczne niż prywatne emerytury. Zgodnie z danymi OECD, w emerytury prywatne inwestujemy mniej niż będący na skraju bankructwa Grecy, czy też pogrążeni od 2008 roku w kryzysie pozostali Południowcy. Nic więc dziwnego, że plasujemy się na samym końcu listy społeczeństw, które najwięcej odkładają w ramach emerytur prywatnych.

Zgodnie z  przytoczonym na początku artykułu raportem Mercer, aby poprawić stan polskiego systemu emerytalnego, należy podjąć szereg działań. Przede wszystkim trzeba zwiększyć wsparcie dla najbiedniejszych emerytów. Wydaje się zatem, że polski rząd słusznie podjął starania, aby zrealizować plan wypłaty 13. i 14. emerytur. Dodatkowo warto zwiększyć poziom oszczędności gospodarstw domowych, innymi słowy Polacy powinni zacząć oszczędzać na starość. Z jednej strony biorąc pod uwagę wysokość polskich emerytur, a co za tym idzie poziom życia polskich seniorów, można byłoby zgodzić się z powyższym postulatem. Z drugiej strony, po co utrzymywać system, do którego non stop musimy dokładać, a który i tak nie zagwarantuje nam spokoju na stare lata ? Może gdybyśmy zlikwidowali obowiązkowe składki na ubezpieczenie społeczne, to Polaków w końcu byłoby stać na oszczędzanie?

Ostatni wniosek płynący z raportu ma bezpośredni związek ze wzrostem średniej długości życia. Zdaniem ekspertów Mercer, Polska powinna zwiększyć poziom wskaźnika aktywności zawodowej osób w starszym wieku. Podobnego zdania jest Komisja Europejska. Czyli co? Podnieść wiek emerytalny, jak za czasów rządów PO-PSL? Tyle tylko – jak pokazują badania – zdecydowana większość Polaków nie wyobraża sobie pracować do 67. roku życia. Miejmy nadzieję, że polski rząd nie pójdzie na skróty i uda mu się znaleźć rozwiązanie satysfakcjonujące zarówno obecnych, jak i przyszłych emerytów.

Uwaga, ta strona używa COOKIES.

Stosujemy je, aby ułatwić Tobie korzystanie z naszego serwisu. Pamiętaj, że w każdej chwili możesz zmienić ustawienia dotyczące COOKIES w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.

Zamknij