Dziś przypada 100-lecie urodzin Karola Wojtyły. Jak napisał jeden z katolickich tygodników, 100 lecie cudu nad Skawą, nawiązując do położenia Wadowic nad rzeką Skawą, w których urodził się przyszły papież Jan Paweł II.

Rzeczywiście, ogrom dokonań papieża Polaka i jego wkład w upadek komunizmu w Europie Środkowo-Wschodniej jest nie do przecenienia. Warto pamiętać, że lawinę, która w 1989 roku pozbawiła władzy komunistów w Polsce (a następnie w Europie Środkowo-Wschodniej), rozpoczęła I pielgrzymka Jana Pawła II do Polski w roku 1979 roku. Podczas nieplanowanego spotkania z Radą Główną Episkopatu na Jasnej Górze (5 czerwca 1979 roku) papież powiedział do polskich hierarchów: „Sprawy, które toczą się w Polsce, mają znaczenie światowe”.

Dekadę później, gdy upadał mur berliński, okazało się, jak bardzo prorocze były to słowa. Można śmiało powiedzieć, że pierwszą cegłę z tego muru wyjął papież Polak, uświadamiając ludziom, że działając razem, mają moc sprawczą. Mało mówi się jednak o tym, jak bliskie sercu Karola Wojtyły były problemy ludzi pracy i że to właśnie sytuacja gospodarcza krajów Bloku Wschodniego była jednym z głównych powodów upadku „Imperium zła”.

Jan Paweł II swoimi przemówieniami wpędzał w strach PRL-owski establishment, a dawał nadzieję zwykłym ludziom, robotnikom, rolnikom, czy pracownikom służby zdrowia. Papież rodak nie pierwszy zresztą raz w swoich przemówieniach a następnie w encyklikach, tak wiele miejsca poświęcał ludzkiej pracy. Można powiedzieć, że w tej dziedzinie Karol Wojtyła jako student miał doświadczenie. Sam w swojej młodości w okupowanej Polsce zarabiał na chleb jako robotnik w kamieniołomach. Także i potem, będąc już duchownym, nie stracił kontaktu ze zwykłymi ludźmi. Znał ich codzienne problemy i bolączki i starał się na nie odpowiadać…

Kluczowym czynnikiem w kształtowaniu się postawy człowieka jest dom rodzinny. To bez wątpienia Karol Wojtyła senior (matka Emilia zmarła, gdy młody Lolek miał 9 lat) miał duży wpływ na ukształtowanie charakteru młodego człowieka. Po rozpoczęciu studiów polonistycznych na Uniwersytecie Jagiellońskim w 1938 roku Karol Wojtyła razem z ojcem przenieśli się do Krakowa. Wybuch II wojny światowej w 1939 roku spowodował, że warunki egzystencjalne ojca i syna diametralnie się pogorszyły. Młody Karol musiał podjąć ciężką pracę fizyczną w kamieniołomach i zakładach chemicznych. Jego ojciec natomiast starał się prowadzić dom, choć nie była to sprawa prosta – prał, sprzątał, robił zakupy, szył, cerował i przerabiał na ubrania stare mundury. Karol Wojtyła senior miał żołnierskie podejście do życia – był człowiekiem niezwykle skromnym i głęboko wierzącym o surowych prostych obyczajach. Jednak najważniejszą rzeczą jaką Karol Wojtyła dał synowi, to ojcowska miłość i przykład wiary. Młody Karol, budząc się w nocy, niejednokrotnie widział swojego ojca modlącego się na kolanach.

Początek kapłańskiej drogi Karola Wojtyły miał miejsce właśnie podczas II wojny światowej. Mało znanym faktem jest to, iż bardzo duży wpływ na rozwój Karola Wojtyły miał „zwykły” krawiec i zarazem mistyk chrześcijański Jan Tyranowski. W 1940 roku zorganizował on w swoim mieszkaniu rekolekcje dla młodzieży męskiej, na które trafił też młody Karol Wojtyła. Tyranowski był człowiekiem, który rozwój duchowy potraktował dosłownie jak rzemiosło, które trzeba jak najlepiej opanować. Ten niezwykły krawiec wychował się w rzemieślniczej rodzinie, w której nauczył się tak dużego szacunku do pracy. Choć z zawodu był księgowym, wybrał pracę krawca, która jego zdaniem bardziej pozwalała mu się bardziej rozwijać wewnętrznie. Swoich podopiecznych traktował jak czeladników, a tym szczególnym czeladnikiem, z którym przeprowadzał wiele dodatkowych rozmów, był młody Karol Wojtyła. Jedno ze spotkań z młodzieżą męską w mieszkaniu Tyranowskiego zostało wykryte przez gestapo, które na szczęście uznało mistyka krawca za niegroźnego fanatyka religijnego. Diagnoza ta uchroniła Tyranowskiego przed aresztowaniem i pozwoliła na uformowanie czeladników, z Karolem Wojtyłą na czele, i przyczyniła się do tego, iż Karol Wojtyła wybrał drogę duchową.

O ciężarze codziennej pracy robotnika Karol Wojtyła przekonał się wkrótce po nagłej śmierci ojca w 1941 roku. Wtedy jego warunki bytowe znacznie się pogorszyły. Po pracy w kamieniołomach wracał do pustego mieszkania, wypełniając czas modlitwą i lekturą. Wkrótce też po głębokim namyśle postanowił podjąć studia na tajnym Metropolitalnym Seminarium Duchownym w Krakowie. Historia zmieniała się na oczach przyszłego papieża. W miejsce narodowego socjalizmu Polakom przyszło wkrótce zaznać, czym jest inny totalitarny system – komunizm. Oba te totalitarne systemy odrzucały Boga, co oczywiście nie uszło uwagi Kościoła.

Jeszcze w 1937 roku papież Pius XI wydał dwie encykliki: „Mit brennender sorge” (Z palącą troską) potępiającą nazizm oraz „Divini Redemptoris” (O bezbożnym komunizmie), która w całości została poświęcona kwestii zagrożenia komunistycznego na świecie.

Oczywiście ani Hitler, ani Stalin niewiele sobie z tych encyklik robili. Wprawdzie „Mit brennender sorge” została odczytana w katolickich kościołach w Niemczech w 1937 roku, ale jak wiadomo, Niemcy to w głównej mierze protestanci, a Hitler w 1937 roku mocno trzymał władze w ręce. Stalin natomiast zwykł pytać “Ile papież ma dywizji?”…

Młody Karol Wojtyła nauki Piusa XI wziął sobie do serca i wielokrotnie za najbiedniejszymi ujmował się w swoich homiliach i encyklikach. Jest rzeczą znamienną, że zawsze starał się być jak najbliżej ludzi, poznając ich problemy i bolączki – także od strony ekonomicznej. Posługując od 1949 r. w parafii św. Floriana w Krakowie, założył studencki chór mieszany. Przyjaźń ze studentami, którzy swojego mentora nazywali wujkiem, trwała jednak i w latach późniejszych. Karol Wojtyła był świadkiem wchodzenia swoich podopiecznych w dorosłość, zakładania rodzin i starania się o własny kąt.

Będąc już papieżem, doskonale pamiętał o tym, co napisał Pius XI w encyklice „O bezbożnym komunizmie”, iż środkiem zaradczym przeciwko komunizmowi może być jedynie chrześcijańskie podejście do najbiedniejszych, do robotników. Krótko mówiąc, godna zapłata za pracę. Podczas homilii wygłoszonej do świata pracy w Gdańsku w 1987 roku mówił:

Praca nie może być traktowana – nigdy i nigdzie – jako towar, bo człowiek nie może dla człowieka być towarem, ale musi być podmiotem. W pracę wchodzi on poprzez całe swoje człowieczeństwo i całą swą podmiotowość. Praca otwiera w życiu społecznym cały wymiar podmiotowości człowieka, a także podmiotowości społeczeństwa, złożonego z ludzi pracujących. Trzeba zatem widzieć wszystkie prawa człowieka w związku z jego pracą i wszystkim czynić zadość.
Za pracę ludzką trzeba zapłacić i równocześnie: na pracę człowieka nie sposób odpowiedzieć samą zapłatą. Przecież – jako osoba – jest on nie tylko wykonawcą, lecz jest współtwórcą dzieła, które powstaje na warsztacie pracy. Ma zatem prawo do stanowienia również o tym warsztacie. Ma prawo do pracowniczej samorządności – czego wyrazem są między innymi związki zawodowe: niezależne i samorządne, jak podkreślono właśnie tu, w Gdańsku
.

Dwa lata po tym przemówieniu, w 1989 roku, upadł Mur berliński i rozpoczął się rozpad ZSRR. Niemożliwe stało się możliwe.

Warto w tym momencie wspomnieć o szczególnej przyjaźni pomiędzy Karolem Wojtyłą, a prezydentem Ronaldem Reaganem. Wiadomo, że podczas prywatnej wizyty prezydenta USA w Watykanie w czerwcu 1982 roku obaj, Jan Paweł II i Ronald Reagan, wymienili swoje głębokie przekonanie, iż od śmierci w zamachach uchronił ich Bóg po to, by mogli spełnić swoją misję walki z „Imperium zła”, którego sercem była Moskwa.

Ronald Reagan realizował tą misję w dużej mierze w sposób specyficzny poprzez sankcje gospodarcze wobec krajów komunistycznych i drastyczny wyścig zbrojeń, których gospodarka ZSRR i krajów Bloku Wschodniego nie była w stanie unieść. Polityka Ronalda Reagana szybko przyniosła odpowiedni skutek. To właśnie wzburzone masy obywateli-robotników obaliły totalitarny system państw, w których teoretycznie władza miała należeć do proletariatu robotniczo-chłopskiego.

Jan Paweł II wielokrotnie przestrzegał przed zagrożeniami, które mogą dotknąć Europę i świat w XXI wieku. Przestrzegał przed pułapkami konsumpcjonizmu dodając, iż „praca stanowi podstawę kształtowania życia rodzinnego, które jest naturalnym prawem życia człowieka”. Wielokrotnie powtarzał także, iż Europa bez wartości chrześcijańskich, w których aborcja i eutanazja stają się powszechnie dostępne, sama podcina sobie własne korzenie.

Doskonale rozróżniał też patriotyzm od nacjonalizmu. Polskim politykom przypominał zaś w 1999 roku podczas przemówienia w Sejmie RP słowa ks. Piotra Skargi (którego proces beatyfikacyjny na szczeblu diecezji został zakończony w 2016 roku), autora „Kazań sejmowych”: „Miejcie wspaniałe i szerokie serce (…) Kto ojczyźnie swej służy, sam sobie służy; bo w niej jego wszystko się dobre (…) zamyka”.

Warto te słowa, zwłaszcza teraz, w przedwyborczym czasie, powtórzyć…