Czy Rosjanie potwierdzili nadprzyrodzoną interwencję Matki Bożej podczas Bitwy Warszawskiej?

Piechota polska w marszu na front przed Bitwą Warszawską

Zanim spróbujemy odpowiedzieć na to pytanie, spójrzmy na fragment listu polskiego żołnierza ze szpitala, który rzuca światło na krążące zaraz po bitwie wieści.

„Kochana Stasieńko!
Tyle roboty z tymi bolszewikami mieliśmy. Pędziliśmy ich dzień i noc. Trochę poturbowany zostałem i dowódca rozkazał odwieźć mnie do szpitala, bo pod samą Warszawą jesteśmy. Napiszę Ci o cudzie, który się tu zdarzył. (…) Kiedy doktór mnie zawezwał, zapytałem i jego, czy słyszał o cudzie. Powiedział, że słyszał i że w szpitalu mają jednego takiego bolszewika, co to przed znakiem na niebie uciekał i w czasie ucieczki, mur przeskakując, obie nogi połamał. Doktór powiedział, że tenże bolszewik do Rosji nie wróci już, bo wracać nie ma po co. Po śmierć chyba. Nic nie rozumiem z tej bolszewickiej polityki. Jak to zabijać można za to, że człowiek prawdę mówi?
Cud ten w odpust licheński się zdarzył! Przed bitwą kościoły tu pełniutkie były ludzi. Całemi godzinami różańce mówili, Msze odprawiali. Przy kapliczkach zdrowaśki w kółko odmawiali.  Po wsiach ludzie po chałupach przed obrazami Matki Boskiej Częstochowskiej klęczeli. Krzyżem leżeli. I gadają, że w całej Polsce tak było. I cud wyprosili. (…) Józek”.

Można by skomentować powyższy list słowami „Jaka wiara, taki cud” lub też – cytując wersy z Pisma Świętego – „Proście, a będzie wam dane”. Faktem jest, iż podczas wojny polsko-bolszewickiej, a zwłaszcza na początku sierpnia 1920 r., ogromne rzesze Polaków modliły się o cud ratunku przed bolszewikami, który mógł się dokonać tylko w postaci zwycięstwa oręża polskiego nad pewną swego Armią Czerwoną.

W zagrożonej zdobyciem przez bolszewików Warszawie w niedzielę 8 sierpnia 1920 r. we wszystkich kościołach odbyła się całodzienna adoracja Najświętszego Sakramentu zakończona stutysięczną procesją z relikwiami bł. Andrzeja Boboli i bł. Władysława z Gielniowa. Polska została też oficjalnie zawierzona Sercu Jezusowemu.
Z kolei na Jasnej Górze ponowiony został akt oddania narodu pod opiekę Maryi Królowej Korony Polskiej. Hierarchowie polskiego Kościoła zaapelowali do rodaków o podjęcie modlitwy i postu – i Polacy podjęli to wyzwanie. We wszystkich polskich kościołach, które były w tym czasie otwarte dla wiernych, ludzie modlili się i leżeli krzyżem. W całym kraju modlono się też w domach i przy przydrożnych kapliczkach.

Jeszcze 30 lipca 1920 r. ukazała się zagrzewająca do walki odezwa Wincentego Witosa. Apel chłopskiego premiera kończył się proroczymi słowami: „od Was, bracia włościanie zależy, czy Polska będzie wolnym państwem ludowym, w którym lud będzie rządził i żył szczęśliwie, czy też stanie się niewolnikiem Moskwy”.
Polscy włościanie odpowiedzieli na apel premiera powszechną modlitwą i niezwykle licznym zaciągiem ochotniczym. Ludzie kładli na szali życie, wiedząc, że walcząc z bolszewikami, bronią swoje domy.
Oczywiście pisząc, że „cały kraj się modlił”, nie mam na myśli, że modlili się wszyscy Polscy, gdyż i wtedy zdrajców nie brakowało – na objęcie władzy w Polsce czekali już przecież polscy komuniści z Polrewkomu z Dzierżyńskim i Marchlewskim na czele. Na szczęście do tego nie doszło…

Dwukrotna interwencja Matki Bożej podczas Bitwy Warszawskiej

Bitwa Warszawska rozpoczęła się już 13 sierpnia od natarcia bolszewików. W krytycznym jej momencie byli oni zaledwie kilkanaście kilometrów od Warszawy. Zażarte walki rozgorzały wtedy m.in. pod Radzyminem, który przechodził z rąk do rąk. Nieopodal, pod Ossowem, 14 sierpnia Polacy stawiali zażarty opór, który podsycał wśród młodych żołnierzy ks. Ignacy Skorupka – duchowy przewodnik obrońców Warszawy. Sytuacja była krytyczna, gdyż bolszewicy zaczęli przełamywać polską obronę. Wtedy kapelan zdołał poderwać polskich żołnierzy do ataku, sam jednak padł od bolszewickiej kuli. Jego śmierć tylko wzmogła zaciętość i poświęcenie polskich obrońców. Niebawem szala zwycięstwa zaczęła przechylać się na ich stronę.

Bitwa Warszawska, piechota w tyralierze

Bolszewicy zaczęli pierzchać. A kilka dni później bolszewiccy jeńcy mieli opowiadać Polakom, że zobaczyli na niebie (nad miejscem śmierci ks. Skorupki) Matkę Bożą – stąd ich panika i ucieczka. Polskie dowództwo wydało rozkaz kontrataku na następny dzień –15 sierpnia, jednak z niewiadomych do dzisiaj przyczyn rozkaz ten złamał porucznik Stefan Pogonowski samowolnie uderzając (pod Mostami Wólczańskimi) na wrogów już w nocy z 14 na 15 sierpnia. Pogonowski zaatakował o wiele liczniejszego wroga na czele swojego I batalionu 28 Pułku Strzelców Kaniowskich. Po udanym wypadzie żołnierze Pogonowskiego zaatakowali główne siły bolszewików pod Wólką Radzymińską i tym zapewne uratowali polskie wojsko przed zaskoczeniem ze strony bolszewików.

To wtedy po raz drugi bolszewicy mieli zobaczyć nad atakującymi Polakami Matkę Bożą Łaskawą, której towarzyszyły skrzydlate hufce, czyli polska husaria. Taką relację przekazał 20 sierpnia 1920 r. prymasowi Kakowskiemu ks. Wiesław Wiśniewski: „Około 20 sierpnia wycofujący się w rozsypce bolszewicy mówili, że do Warszawy szło im się dobrze, jednak miasta nie zdobyli, ponieważ zobaczyli [uwidieli] nad stolicą Matkę Bożą i nie mogli z nią walczyć”.

O całej nadprzyrodzonej historii interwencji Matki Bożej na przedpolach Warszawy można przeczytać w fascynującej książce „Matka Boża Łaskawa a Cud nad Wisłą”, którą, gdyby nie fakty, można byłoby uznać za sensacyjną. Opisuje ona nie tylko – bardzo dokładnie – jak przebiegała Bitwa Warszawska (wnikliwe śledztwo autorów: ks. Józefa Bartnika SJ i Ewy Storożyńskiej), ale i jak losy Polski nierozerwalnie złączone są z Wszechpośredniczką Łask – Matką Bożą. Oczywiście w latach późniejszych propaganda komunistyczna zrobiła dużo, by przekonać świat, iż o żadnej nadprzyrodzonej interwencji nie mogło być mowy. Wiadomo, – wszystko da się wytłumaczyć.

Matka Boża nad Warszawą to sztuczka Polaków

Jednak wszystko wskazuje na to, że raz jeden bolszewicy zapędzili się w kozi róg. Jak się okazuje, Rosjanie niechcący przyznali, że podczas bitwy na przedpolach Warszawy Polacy byli wspierani przez „obraz” Matki Bożej na niebie. Na ślad takiej relacji, opublikowanej w rosyjskiej (radzieckiej) prasie, wpadł Szymon Kazimierski, późniejszy redaktor „Kuriera Galicyjskiego”. Otóż w czasach PRL przeczytał on w popularnym radzieckim magazynie „Tiechnika Mołodioży” (odpowiednik ukazującego się w Polsce „Młodego Technika”) artykuł o „oszustwie” Polaków, którzy przy pomocy przeciwlotniczych reflektorów mieli wyświetlać na niebie ogromne obrazy Matki Bożej. Miała to być ni mniej, ni więcej tylko „techniczna sztuczka” Polaków, którzy w ten właśnie sposób skutecznie zasiali panikę w szeregach „bojców” Armii Czerwonej. Panikę, której dowódcy nie byli w stanie opanować. Radziecki dziennikarz „Tiechniki Mołodioży” nie kwestionował samego pojawienia się Matki Bożej nad Warszawą, próbował jedynie wytłumaczyć je „naukowo”. Tym samym Rosjanie, publikując ten artykuł przyznali, że objawienie było faktem. Komunistyczny redaktor próbował za wszelką cenę udowodnić, iż nadprzyrodzone zjawisko było oszustwem, gdyż – jak wiadomo – u komunistów „Boga niet”.

Rozkaz gen. Tadeusza Rozwadowskiego z 14.08.1920 r., odczytany przed frontem wszystkich polskich oddziałów
Wszystkie zdjęcia: domena publiczna (Wikipedia)

 

Poprzedni artykułDlaczego powinniśmy wspierać holenderskich rolników?
Następny artykułNiemcom nie podoba się polska inwestycja