Nie ma w rządzie drugiej takiej osoby, która swoimi przemyśleniami tak szybko podpalałaby Internet i wkurzała przedsiębiorców. Wiceminister finansów Piotr Patkowski jest na tym polu bezkonkurencyjny. Znów odpalił bombę (a raczej niewypał).

piotr patkowski klasa średnia - grafika wpisu

Zachodzę w głowę, czy Piotr Patkowski robi to wszystko celowo, polując na popularność, czy jednak mimowolnie tak mu to jakoś wychodzi. Co wypowiedź, to większa lub mniejsza bomba wywołująca pożar w sieci, wściekłość przedsiębiorców i konsternację swojego pryncypała, czyli Tadeusza Kościńskiego.

Latem ubiegłego roku ni z tego, ni z owego Patkowski zapowiedział kolejną falę pandemii i zamykanie gospodarki. – Nie możemy w stu procentach wykluczyć drugiego lockdownu na takim samym poziomie jak wiosną – stwierdził w rozmowie na antenie RMF FM. Sytuacja natychmiast zrobiła się gorąca, a na drugi dzień po tej wypowiedzi w roli strażaka próbującego gasić pożar i uspokajać przy okazji nastroje wśród przedsiębiorców wystąpił w Polsacie News szef resortu finansów, przekonując, że ogólnopolski lockdown nie jest przez rząd w ogóle brany pod uwagę. Inna sprawa, że ostatecznie to Patkowski, a nie Kościński, miał rację i drugi lockdown został przezeń “wykrakany”. Tyle tylko że za szybko wyrwał się przed szereg. Tak czy inaczej, sympatii mu od tego na pewno nie przybyło.

Z jeszcze większym zażenowaniem przyjęliśmy wypowiedź Patkowskiego, który już w listopadzie, kiedy “słowo stało się ciałem” i drugi lockdown zaczął pustoszyć małe biznesy, wypalił, żeby bankrutujący z powodu zamknięcia gospodarki przedsiębiorcy nie narzekali i nie marudzili, tylko zabrali się do… roboty. – Co powinien zrobić przedsiębiorca, który z powodu koronawirusa znalazł się na krawędzi bankructwa? Może się na przykład przebranżowić – złotą radą podzielił się wiceminister. Nieprawdopodobnie rozsierdził tą wypowiedzią szczególnie polskich drobnych przedsiębiorców. Komentarz do tego zresztą zbędny…

Teraz Patkowski znów jest na ustach wielu. – Polacy zaczynają samych siebie zaliczać do klasy średniej, kiedy tylko ich zarobki przekroczą 4 tys. zł brutto – za sprawą tego śmiałego zdania wypowiedzianego w Radiu Wnet, wiceminister dokonał nad wyraz śmiałej redefinicji struktury polskiego społeczeństwa. Zresztą dodał, że do zakwalifikowania się do klasy wyższej potrzeba w Polsce zarobków przekraczających 10 tys. zł brutto miesięcznie, ponad połowę reszty społeczeństwa zaliczając do klasy średniej. Chodzi oczywiście o taki przekaz, by jak największą część społeczeństwa, która ma ucierpieć na podatkowych rozwiązaniach przygotowanych w ramach Polskiego Ładu, wrzucić do worka z napisem: “To bogacze – nie żałujcie ich, bo mają z czego podzielić się z państwem”.

I teraz puenta. Według robiącego zawrotną ministerialną karierę Patkowskiego, do bycia przedstawicielem klasy średniej potrzeba w naszym kraju miesięcznych zarobków niewiele przekraczających… dniówkę, jaką sam otrzyma na świeżo pozyskanym stanowisku dyrektora w Europejskim Banku Inwestycyjnym. Tak, tak – już niedługo złotousty Patkowski będzie bankowcem z bardzo przyzwoitą pensją wielokrotnie przekraczającą pensje “krezusów” zarabiających nad Wisłą.

Gratulujemy!