W nocy z 2 na 3 października 1944 r. upadło Powstanie Warszawskie. Niemcy jeszcze podczas trwania walk rozpoczęli planową grabież stolicy. Z Warszawy wyjechało co najmniej 45 tys. wagonów z łupami. Rabowano wszystko, co mogło się przydać III Rzeszy, od zabytków kultury po… kable telefoniczne. Do rabunku doszło systematyczne niszczenie miasta – 30 proc. zabudowań Niemcy zburzyli już po wygaśnięciu walk.

Ulica Marszałkowska (fot. Wikipedia)

W nocy z 2 na 3 października 1944 r. w Ożarowie przedstawiciele Komendy Głównej AK i Wehrmachtu podpisali „Układ o zaprzestaniu działań wojennych w Warszawie”. Była to de facto kapitulacja Warszawy po 63 dniach bohaterskich walk, w czasie których zginęło ok. 18 tys. powstańców, a 25 tys. zostało rannych. Ze wszystkich stołecznych dzielnic do niemieckiej niewoli wzięto ponad 15 tys. powstańców, w tym 2 tys. kobiet. Liczbę ludności cywilnej Warszawy, która zginęła podczas walk szacuje się na ok. 200 tys.
Warto przypomnieć, że we wrześniu 1944 r. na Czerniakowie poległo też ok. 3,5 tys. żołnierzy z Dywizji Kościuszkowskiej, których Armia Czerwona wysłała z „pomocą” walczącej Warszawie, a de facto – na pewną śmierć.

Zgodnie z warunkami kapitulacji Niemcy żołnierzy Armii Krajowej traktowali jak jeńców wojennych i większość z nich wysłano do regularnych obozów jenieckich. Z miasta wypędzono ok. 500 tys. cywili, z których ok. 100 tys. trafiło na przymusowe roboty do III Rzeszy, a dalszych kilkadziesiąt tysięcy wywieziono wprost do obozów śmierci, takich jak Ravensbruck, Mathausen czy Auschwitz. Tym samym Niemcy złamali podpisany z Komendą Główną AK układ, w którym była mowa o losie ludności cywilnej, która miała uniknąć represji. Akt kapitulacji Powstania przewidywał, że ewakuacja „zostanie przeprowadzona w czasie i w sposób oszczędzający ludności zbędnych cierpień”.

Warto w tym momencie wspomnieć, iż gdyby nie celowe gierki Stalina Powstanie zapewne zakończyłoby się niemal miesiąc wcześniej, bo kapitulacja rozważana była przez Komendę Główną AK już 5 września 1944 r. Jak wspominał Tadeusz Bór-Komorowski w rozmowie z Janem Nowakiem Jeziorańskim w 1954 r.: „5 września Niemcy po raz drugi przysłali nam warunki kapitulacji. Nie mogłem się nad nimi nie pochylić, bo sytuacja miasta była już tragicznie ciężka. Na jednego żołnierza przypadało po kilkanaście sztuk amunicji” – mówił gen. Tadeusz Bór-Komorowski. „Czekaliśmy na wejście Rosjan od strony Pragi i gdyby nie ta nadzieja, to być może 11 września podpisalibyśmy porozumienie z Niemcami. Rosjanie stale utrzymywali nas w przekonaniu, że wkroczą do miasta lada dzień, lada godzina. Ostatnią depeszę do Rokossowskiego wysłałem 28 września. Zawiadomiłem w niej, że możemy utrzymać się jeszcze przez 72 godziny. Jeśli w tym czasie nie nadejdzie pomoc, będziemy musieli się poddać (…)”.

Taktyka Stalina była oczywista – chciał, aby Powstanie Warszawskie trwało jak najdłużej po to, by wykrwawili się jego wrogowie: Niemcy i… Armia Krajowa oraz wszyscy ci, którzy pragnęli prawdziwie niepodległej Polski.

Nazajutrz po kapitulacji w odezwie Do Narodu Polskiego Krajowa Rada Ministrów i Rada Jedności Narodowej z goryczą stwierdzały: „Skutecznej pomocy nie otrzymaliśmy. (…) Potraktowano nas gorzej niż sprzymierzeńców Hitlera: Italię, Rumunię, Finlandię. (…) Sierpniowe powstanie warszawskie z powodu braku skutecznej pomocy upada w tej samej chwili, gdy armia nasza pomaga wyzwolić się Francji, Belgii i Holandii. Powstrzymujemy się dziś od sądzenia tej tragicznej sprawy. Niech Bóg sprawiedliwy oceni straszliwą krzywdę, jaka Naród Polski spotyka i niech wymierzy słuszną karę na jej sprawców”.

Już na początku Powstania Warszawskiego Himmler ustnie wydał rozkaz: „Każdego mieszkańca należy zabić, nie wolno brać żadnych jeńców. Warszawa ma być zrównana z ziemią i w ten sposób ma być stworzony zastraszający przykład dla całej Europy.”

Podpalanie kamienicy warszawskiej, 1944 r. (fot. Wikipedia)

Wprawdzie Niemcom nie udało się zabić każdego mieszkańca Warszawy, ale drugą część rozkazu karni hitlerowcy zamierzali wykonać, mimo iż gołym okiem było już widać, że III Rzesza upada. Szacuje się, że straty w zabudowie Warszawy, poniesione na różnych etapach wojny, wyniosły: 10-15 proc. w kampanii wrześniowej, 15 proc. w powstaniu w getcie warszawskim (a także bezpośrednio po nim), 25 proc. w trakcie Powstania Warszawskiego i aż 30 proc. w okresie październik-grudzień 1944 r., a więc już po zakończeniu walk powstańczych.

Wyburzanie zabudowań Warszawy wiązało się z planowym rabunkiem, który rozpoczął się jeszcze w trakcie trwania Powstania. Wehrmacht demontował i wywoził wszystko – maszyny, surowce, żywność… Po 11 sierpnia 1944 r. zakres zadań ewakuacyjnych Wehrmachtu został oficjalnie rozszerzony, a nadzór nad ich wykonaniem objęło Wyższe Dowództwo Polowe. Już 29 sierpnia, a więc jeszcze w trakcie Powstania, dowództwo niemieckiej 9 Armii meldowało, że w Warszawie „codziennie załadowuje się 200-300 wagonów celem uratowania tekstyliów, tłuszczów, uszkodzonego sprzętu i silników”. Ale tak na prawdę rabowano wszystko, co się dało. Himmler ściśle określił, gdzie mają być wysyłane łupy wojenne z Warszawy. I tak: tekstylia, futra i dywany należało więc wysyłać do obozu koncentracyjnego Ravensbruck. Pieniądze, złote monety i złoto w sztabach do Banku Rzeszy w Berlinie, a wszelkie kosztowności – np. zegarki, bransoletki czy pierścionki – do Urzędu Lombardowego w Berlinie.

Skala grabieży była masowa. Oblicza się, że od połowy sierpnia do połowy grudnia 1944 wywieziono z Warszawy 26 319 wagonów wypełnionych wyrobami, surowcami i urządzeniami przemysłowymi, 3240 wagonów z produktami rolnymi, jak również 850 ciężarówek ze zrabowanym mieniem. Inne obliczenia mówią nawet o 1 tys. pociągów z 45 tys. wagonami. Bezpowrotnie zostało utraconych ok. 90 proc. zbiorów archiwalnych, tysiące dzieł sztuki, zbiory Biblioteki Ordynacji Zamoyskich oraz Biblioteki Krasińskich (zniszczenia wojenne i celowy rabunek). Na sam koniec Niemcy wyrywali z ziemi nawet latarnie uliczne i kable telefoniczne.

Rabunku dokonywały specjalne oddziały niemieckie (Vernichtungskommando i Verbrenungskommando), które dokonywały też systematycznych wyburzeń Warszawy paląc dom po domu, uprzednio grabiąc co tylko się dało – od dzieł sztuki po odzież czy kuchenną zastawę. I tu jest odpowiedź na wielkie zdziwienie żołnierzy oddziałów alianckich, jak i Armii Czerwonej, kiedy weszli już na teren III Rzeszy. Zaskoczeni byli mianowicie zasobnością zwykłych Niemców – dobrze odżywionych i dobrze ubranych, po których nie widać było wojennej biedy. Nic dziwnego, skoro Niemcy ograbili do cna nie tylko całą Warszawą i Polskę, ale i wszystkie podbite kraje.

Warto podkreślić, że rabując Warszawę Niemcy złamali podpisany przez siebie układ z AK, według którego – zgodnie z żądaniami niemieckiego dowództwa – miasto mieli opuścić wszyscy jego mieszkańcy a „dowództwo niemieckie dołoży starań, by zabezpieczyć pozostałe w mieście mienie publiczne i prywatne”. Niemcy rzeczywiście „zabezpieczyli” mienie publiczne i prywatne najzwyczajniej kradnąc, co się dało.
Idąc tym tropem, skoro Niemcy „zabezpieczyli mienie publiczne i prywatne”, to mienie to powinno wrócić do Warszawy. Nie wróciło. A jeżeli nawet, to był to ułamek wywiezionego dobra. Zrabowane w Polsce dzieła sztuki nadal zdobią niemieckie muzea i domy prywatne.

I na zakończenie szacunki ekspertów: materialne straty wojenne Warszawy wyniosły ok. 22 mld zł – według wartości z 1939 r. Według wartości z roku 2022 jet to 380 mld zł.

Niemieckie Brandkommando w akcji, Warszawa 1944 (fot. Wikipedia)

 

Poprzedni artykułWzrost cen odczuła prawie każda firma. W najgorszym położeniu są mikroprzedsiębiorstwa
Następny artykułPolski drób karmiony jest tłuszczami… technicznymi!