„W rzeczy samej Polacy byli jedynymi, którzy dostarczyli jakiejś pomocy powstańcom w warszawskim getcie.”

Żydowscy cywile schwytani w czasie tłumienia powstania (fot. Wikipedia)

79 lat temu w warszawskim getcie wybuchło powstanie. 19 kwietnia 1943 roku warszawscy Żydzi zamknięci za murami getta przez niemal miesiąc stawiali opór Niemcom. Według szacunków historyków z bronią w ręku walczyło tam około 1500 bojowników. Wiedzieli, że zginą jednak postanowili drogo sprzedać swoje życie. Nad jednym z bunkrów obrońcy wywiesili dwie flagi: polską i żydowską. Dzisiaj symbolem tamtej straceńczej walki o honor są żółte żonkile.

Do powstania w getcie warszawskim przygotowywały się przez wiele miesięcy dwie konspiracyjne organizacje żydowskie: syjonistyczno-lewicowa Żydowska Organizacja Bojowa oraz prawicowy Żydowski Związek Wojskowy. Działały one w porozumieniu z polskim podziemiem (zwłaszcza ŻOB), które dostarczało żydowskim bojownikom broń i żywność oraz „know-how” odnośnie budowy bunkrów. Sztab ŻOB-u mieścił się przy ul. Miłej 29 i był to najsilniej ufortyfikowany bunkier, a zarazem ostatni punktu oporu powstańców tej organizacji. Żydowski Związek Wojskowy związany był głównie z Betarem – prawicową organizacją. Co ciekawe Betar jeszcze przed wojną była nastawiony na walkę zbrojną o państwo żydowskie w Palestynie. Do organizacji, której w getcie przewodził Paweł Frenkel należeli najczęściej dobrze zasymilowani młodzi ludzie pochodzący z zamożnych domów, dobrze wykształceni i w większości przeszkoleni w polskim wojsku.

Powstanie wybuchło w odpowiedzi na niemiecką akcję mającą na celu ostateczną likwidację getta. W jego obrębie jeszcze w marcu 1941 roku „stłoczono” ok. 460 tys. osób, wśród których znaleźli się także Żydzi z innych gett (które Niemcy systematycznie likwidowali). Tym samym warszawskie getto osiągnęło gęstość zaludnienia sięgającą 146 tys. osób na 1 km² – na jedną izbę mieszkalną przypadały 3 osoby. Tragiczne warunki sanitarne, głód i choroby zakaźne doprowadziły do śmierci około 100 tysięcy mieszkańców getta. W kwietniu 1943 roku w getcie warszawskim mieszkało już tylko około 60 tysięcy Żydów.

19 kwietnia o 6.00 rano wkraczających do getta Niemców, wspomaganych przez łotewskich i ukraińskich kolaborantów, przywitał ogień powstańców. 20 kwietnia – po przegrupowaniu sił niemieckich – doszło do wznowienia walk. Wkrótce, podczas jednej z głównych bitew (na Placu Muranowskim) powstańcy z ŻZW wywiesili dwie flagi: biało-niebieską syjonistyczną oraz biało-czerwony sztandar Rzeczypospolitej. Flagi te widoczne były także po „aryjskiej” stronie Warszawy, a wydarzenie to zostało odnotowane w podziemnych gazetach.

W obu organizacjach walczyło łącznie 1000-1500 powstańców, z czego większość (między 200 a 800 bojowników) należało do Żydowskiej Organizacji Bojowej, a następnie (między 150 a 400) do Żydowskiego Związku Wojskowego. Co ciekawe ŻZW – mimo małej liczby bojowników – boleśnie dał się we znaki Niemcom, gdyż składał się z młodych Żydów, którzy byli stosunkowo dobrze uzbrojeni i wiedzieli jak skutecznie walczyć. Oprócz tych organizacji w getcie działały także „dzikie” grupy, które na własną rękę przygotowywały się do walki: organizowały broń (w tym butelki z benzyną) i budowały bunkry, by w kwietniu 1943 roku stawić opór.

Powstanie w getcie warszawskim było dla Niemców szokiem, gdyż było ono przecież de facto pierwszym zbrojnym powstaniem w Europie, na terenach okupowanych przez Niemców. Ponadto Niemcy zdążyli się już przyzwyczaić, że Żydzi zamykani w likwidowanych w Polsce gettach raczej nie stawiają dużego oporu. Tym razem jednak warszawscy Żydzi nie dali się poprowadzić na rzeź jak baranki. Według polskiego podziemia w walce z Żydami zginęło 86 żołnierzy niemieckich, a 420 zostało rannych. Niemcy podali zupełne inne statystyki (16 zabitych i 90 rannych), które według historyków zostały zaniżone. Powstanie w getcie przeżyło co najmniej kilkudziesięciu bojowników ŻOB i ŻZW, którzy następnie walczyli w oddziałach partyzanckich i w powstaniu warszawskim. Wojnę cudem przeżyło także dwóch komendantów powstania: Marek Edelman (ŻOB) i Dawid Wdowiński (ŻZW).

Armia Krajowa starała się przyjść z pomocą żydowskim powstańcom kilkukrotnie podejmując nieudane próby wysadzenia muru getta, ponosząc przy tym duże straty.

Mosze Arens, zmarły w 2019 r. były minister spraw zagranicznych i obrony Izraela, w jednej ze swoich wypowiedzi tak podsumował pomoc polskiego podziemia dla powstania w gettcie warszawskim: „W rzeczy samej Polacy byli jedynymi, którzy dostarczyli jakiejś pomocy powstańcom w warszawskim getcie. Alianci, USA, Wielka Brytania i Związek Radziecki po prostu zignorowali powstanie w getcie warszawskim”. W wywiadzie, którego udzielił w 2011 r. Arens mówił o tym, iż członkowie ŻZW brali przykład z Józefa Piłsudskiego, POW i ze straceńczej walki Polaków o honor, która pozornie bardzo często beznadziejna w ogólnym rozrachunku, okazuje się być zwycięstwem moralnym i powodem do dumy. Natomiast podczas sporu z Izraelem o ustawę IPN w kontekście stosunków polsko-izraelskich Arens podsumował: „Obwinianie Polski o holokaust jest niesprawiedliwe. Istnieje różnica między Polską a innymi krajami, które znalazły się pod niemiecką okupacją”.

Warto pamiętać, że na terenach dawnej II Rzeczypospolitej znajdowało się aż 90 procent wszystkich gett żydowskich jakie Niemcy „zorganizowali” w Europie.

Poprzedni artykułDeweloperzy wobec uchodźców: należy zmienić prawo
Następny artykułSri Lanka ogłosiła bankructwo i zwraca się o pomoc