Jak wynika z danych, jakie podaje PAP, aż 89 proc. rodziców jest niezadowolonych z nauki zdalnej. Dziw bierze, że są jacyś zadowoleni… Według szacunków ekspertów Banku Światowego zaległości w trybie lekcji online sięgają nawet 70 proc. materiału.

Rodzice rodzicami, ale nie wiem, czy zwróciliście uwagę na to, że dziś najbardziej na alarm z powodu gigantycznych zaległości w nauce naszych uczniów na skutek przejścia na tzw. edukację zdalną biją ci wszyscy, którzy przez ostatni rok straszyli nas apokalipsą i masowymi grobami na skutek koronawirusa i domagali się natychmiastowej narodowej kwarantanny i zamykania szkół. To ci sami, którzy dziś „płaczą” nad bankructwem wielu polskich firm i groźbą likwidacji całych sektorów naszej gospodarki, a jeszcze wczoraj domagali się twardego lockdownu i zamknięcia w domach wszystkiego i wszystkich. Być może poszli po rozum do głowy, patrząc na to, do czego przez kilkanaście miesięcy z premedytacją przykładali ręce. Nie zmienia to jednak faktu, że ta ich obecna troska o stan wiedzy polskich uczniów i dobrobyt tysięcy polskich firm, którym widmo upadłości zajrzało w oczy, z daleka trąci hipokryzją.

A sprawa jest rzeczywiście bardzo poważna. Tym bardziej że zaległości edykacyjne to tylko część nieprawdopodobnie negatywnego efektu zamykania szkół na skutek strachu przed pandemią. Dochodzi do tego przecież likwidacja bardzo ważnych podczas rozwoju młodych ludzi więzi społecznych. Izolacja naszych uczniów i studentów najlepsze lata życia zamienia im w więzienie i pustkę, którą nic nie będzie w stanie im ani zapełnić, ani zrekompensować.

Nie ma w Europie kraju, w którym szkoły podczas pandemii COVID-19 byłyby dłużej zamknięte niż w Polsce. A i na świecie trudno byłoby pewnie znaleźć inne państwo, które aż tak bardzo zaorało edukację swoich obywateli. Przez ostatnie miesiące obowiązywało hasło „Za wszelką cenę chrońmy seniorów”, jednak realizując to hasło, nie można bezmyślnie pogrążać w edukacyjnym i społecznym niebycie tych wszystkich, od których za kilka, czy kilkanaście lata będziemy oczekiwać, że wezmą na siebie ciężar rozwijania tego kraju. To oni mają przejąć po swoich rodzicach firmy, tworzyć nowoczesne startupy i stanąć do rywalizacji z najlepszymi na świecie. A przecież tego od naszych młodych Polaków będziemy oczekiwać, prawda? To dlaczego dziś pozwalamy na to, by już na starcie podcięto im skrzydła? Trzeba jak najszybciej otworzyć szkoły, zresztą tak samo jak całą gospodarkę. Straty wynikające z tzw. systemu nauki zdalnej z tygodnia na tydzień pogrążają przyszłość Polski i za chwilę mogą być nie do odrobienia.

W medialnych przekazach głównego nurtu wciąż widać tylko wierzchołek góry lodowej. Podawane są wskaźniki makroekonomiczne, które sytuują polską gospodarkę na czele unijnych państw radzących sobie w czasach pandemii COVID-19. I to jest oczywiście powód do umiarkowanej satysfakcji. Natomiast pod tymi wszystkimi medialnymi przekazami toczy się też życie tysięcy przedsiębiorców, którym z dnia na dzień życie to zamienia się w coraz większą tragedię. Ludzi, którzy są już na wyczerpaniu zarówno finansowym, jak i psychicznym, bo na skutek lockdownu znaleźli się na skraju bankructwa. Nie ze swojej winy! Przedsiębiorcy ci latami budowali swoje firmy, dokładając niemałą cegłę do rozwoju polskiej gospodarki. Wielu z nich stanie za chwilę przed dylematem: walczyć do upadłego?, zamykać firmę?, czy może oddać dorobek życia często nie tylko swojego, ale i przodków, za bezcen? (co wilki akwizycji dyplomatycznie nazwą przejęciem bądź fuzją).

Część z tych przedsiębiorców została całkowicie wykluczona z rządowej pomocy, jaką zapewnia ostatnia tarcza finansowa. Aż 1750 firm podpisało się pod petycją, by objąć pomocą te przedsiębiorstwa, które zanotowały od 70 do 100 proc. spadku przychodów bez względu na PKD, pod jakim jest kwalifikowana ich działalność. Rząd, ustami wicepremiera Jarosława Gowina, obiecał, że pochyli się nad argumentami. Trzymamy za słowo, choć ostatnio minister Gowin wygląda na takiego, dla którego ważniejsze jest rozwiązywanie problemów związanych z projektem podatku od reklam niż problemów tysięcy bankrutujących na skutek lockdownu firm.

I jeszcze jedno, o co nieustannie apelujemy na łamach „Forum Polskiej Gospodarki” – rządowa pomoc to rozwiązanie tymczasowe. Dużo istotniejsze jest otwarcie wreszcie całej gospodarki (nawet jeśli większość branż musiałaby działać w reżimie sanitarnym) i pozwolenie wszystkim przedsiębiorcom na normalny, uczciwy zarobek. Nie zważając na histerię wspomnianych na początku mediów, najwyższy już czas zakończyć ten cały chocholi taniec zwany dla niepoznaki narodową kwarantanną.