Mówi o sobie, że jest introwertyczką i perfekcjonistką. Sport jest dla niej jak zakon. Wszystko to w połączeniu z tytaniczną pracą, jaką wykonują, stanowi receptę na sukces. Jako młociarka Anita Włodarczyk wyprzedziła czas i wyniosła rywalizację na niespotykany wcześniej poziom.

Fot. PKN ORLEN

Doskonale jej pozycję w sporcie opisuje  zdanie: „Nie będzie przesadą napisać, że Anita Włodarczyk jest dla swojej konkurencji tym, kim dla pływania był Michael Phelps, a dla sprintu Usain Bolt”. Multimedalistka. Sportowiec, który niemal wszystko, czego dotknie, zamienia w złoto. Dwukrotna mistrzyni olimpijska (Londyn 2012 i Rio de Janeiro 2016), czterokrotna mistrzyni świata (Berlin 2009, Moskwa 2013, Pekin 2015, Londyn 2017), czterokrotna mistrzyni Europy (Helsinki 2012, Zurich 2014, Amsterdam 2016, Berlin 2018) oraz najlepszy sportowiec Polski 2016 w Plebiscycie „Przeglądu Sportowego”. I na szczęście wciąż nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa.

Nie bez przyczyny podajemy w nawiasach lata, w których triumfowała. Musimy być świadomi, że od ponad dekady w tej dyscyplinie sportu Polka nie ma sobie na świecie równych. To jest absolutna dominacja. Zresztą świadczą o tym nie tylko medale, ale i fakt, że Anita Włodarczyk aż sześć razy biła rekord świata! Ten obecny, z 2016 roku, wynosi 82,98 m!

Wszystko zaczęło się 11 lat temu w Berlinie. To tam Włodarczyk zdobyła swój pierwszy tytuł mistrzowski i po raz pierwszy pobiła rekord świata. Rzut Anity, był fenomenalny. W drugiej kolejce młot poszybował na odległość 77,96 metrów., Rezultat Tatiany Łysenko poprawiony o 16 centymetrów – nowy rekord świata. Fantastyczna sprawa, choć nie był to jeszcze koniec konkursu. Przed Polką wciąż cztery kolejki. Tyle tylko że trzy z nich Włodarczyk odpuściła. Dlaczego? – Bo skacząc z radości na wieść o rekordzie świata, skręciłam kostkę. Trudno zapanować nad radością w takim momencie. Zawsze uważam na siebie w kole, bo tam jest niebezpiecznie, ale trudno spodziewać się, że skręcę kostkę, podskakując. Czułam jakieś niesamowite emocje. Wybuchłam, chciałam podbiec do trybun, do znajomych – mówiła później. Na szczęście nikt tamtego dnia nie rzucił dalej.

Po swoim pierwszym triumfie w mistrzostwach świata Włodarczyk zawarła umowę sponsorską z PKN ORLEN. „Lekkoatletyka cieszy się niesłabnącym zainteresowaniem, a sponsoring tak utalentowanej zawodniczki przyniesie marce wymierne korzyści długookresowe” – napisano w uzasadnieniu. Włodarczyk dołączyła tym samym do dwóch starszych kolegów z lekkoatletycznej reprezentacji, z którymi ORLEN wcześniej podpisał podobne kontrakty: kulomiotem Tomaszem Majewskim (mistrz olimpijski z Pekinu 2008 i Londynu 2012) i dyskobolem Piotrem Małachowskim (wicemistrz olimpijski z Pekinu 2008 i Rio de Janeiro 2016).

Czas pokazał, że był to strzał w dziesiątkę. Włodarczyk związana jest z koncernem do dziś, jako najjaśniejsza gwiazda Grupy Sportowej ORLEN. A tamten berliński występ okazał się preludium do bogatej kariery, jednej z najbogatszych w historii polskiej lekkiej atletyki. Od 2012 roku Polka wygrywała każdą mistrzowską imprezę, w której wystartowała. Niektóre co prawda z poślizgiem, bo medal za zwycięstwo w Londynie otrzymała dopiero po sześciu latach i dyskwalifikacji Łysenko. Podobnie było zresztą ze złotem mistrzostw świata w 2013 roku. W niczym nie umniejsza to jednak sukcesów i dominacji naszej młociarki.

Teraz celem nadrzędnym jest odpowiednie przygotowanie do kolejnych igrzysk olimpijskich, na skutek pandemii przełożonych z ubiegłego na ten rok,  oraz zdobycie trzeciego złota olimpijskiego z rzędu. Takiej sztuki w historii polskiego sportu dokonał do tej pory jedynie Robert Korzeniowski

Łatwo nie będzie, bo ostatni rok był dla niej wyjątkowo trudny. Przeszła zabieg artroskopii kolana, nie pojechała na Mistrzostwa Świata, treningi rzutowe wznowiła dopiero na początku obecnego roku. Są tacy, którzy wprost mówią, że czas Włodarczyk dobiega końca. Cóż, dla sportowca nie ma chyba lepszej okazji do motywacji i pokazania, jak bardzo takie opinią nie mają nic wspólnego z rzeczywistością.

Prywatnie nasza mistrzyni uchodzi za osobę powściągliwą,  Tym, którzy zarzucają Włodarczyk, że „czuje się ważna i nie rozmawia z nikim”, odpowiada: – Zawsze byłam sobą. Nie uważam, żeby mi odbiło. To, że jestem mistrzynią i rekordzistką świata, nie sprawi nagle, że będę ze wszystkimi rozmawiać. Nie wiem, czy jestem lubiana, pewnie większość powie, że nie. Ale już się do tego przyzwyczaiłam.

Takie jest prawo mistrza.

MATERIAŁ PRZYGOTOWANY WE WSPÓŁPRACY Z PKN ORLEN