Fot. Pixabay

Zmasowana akcja medialna na rzecz obrotu bezgotówkowego, a potem koronawirusowa panika doprowadziły do absurdu absurdów. Kasjerzy i kasjerski nie chcą przychodzić do pracy, bo boją się wziąć banknot, czy bilon do ręki, nawet przez rękawiczkę. Na drzwiach właściciele sklepów wywieszają kartki: „Zapłata najchętniej kartą płatniczą” albo piszą wręcz: „Gotówki nie przyjmujemy, tylko zapłata kartą lub telefonem”.

– Zwracamy uwagę, że jeśli ten trend będzie się nasilał, spowoduje coraz większe problemy dla niemałej części społeczeństwa, która nie dysponuje kartami, a nawet kontami bankowymi, znacząco pogłębiając ich wykluczenie cyfrowe – powiedział nam Krzysztof Kołodziejczyk, wiceprezes Polskiej Organizacji Firm Obrotu Gotówki (POFOG) oraz prezes firmy Telemax. – Przede wszystkim jednak nie rozumiemy, dlaczego opinia publiczna nie jest informowana o znikomym ryzyku posługiwania się gotówką w podobny sposób, w jaki robi to np. Bundesbank. Nieprzyjmowanie gotówki przez detalistów bierze się właśnie z niedoinformowania i nieprawdziwych informacji, które są obecne w mediach – dodał Kołodziejczyk.

W Polsce nadal obowiązuje polski złoty

Jak dotąd nic tu się nie zmieniło. Nawet w świetle ostatnich zaostrzeń związanych ze stanem klęski epidemiologicznej obowiązuje waluta nie wirtualna i nie żadna kryptowaluta, ale polski złoty! Artykuł 32 ustawy o Narodowym Banku Polskim mówi wyraźnie: „znaki pieniężne (czyli, jak wynika z art. 31 tejże ustawy, „banknoty i monety opiewające na złote i grosze”), emitowane przez NBP są prawnymi środkami płatniczymi na obszarze Rzeczypospolitej Polskiej.”

Sklepy muszą je przyjmować. Ich właściciele oczywiście powinni uczulać swoich pracowników i klientów na wymogi bezpieczeństwa, ale odmowa przyjęcia zapłaty gotówką to zwykła samowolka. Tym bardziej że najprawdopodobniej przez banknoty nie da się zarazić koronawirusem. Szereg ważnych organizacji na świecie, takich jak: WHO, Europejski Bank Centralny (EBC), banki centralne w wielu zachodnich krajach dementują fakt zwiększonego ryzyka rozprzestrzeniania się nowego wirusa z powodu użycia gotówki. Niemiecki Bank Federalny oficjalnie stwierdza, że ryzyko zarażenia się koronawirusem przez tzw. cash jest ekstremalnie małe. Centralny Bank Kanady zdecydowanie zaleca, aby firmy detaliczne nadal przyjmowały gotówkę.

Umowa pomiędzy sklepem, a konsumentem?

Nasze Ministerstwo Finansów przekonuje jednak, że art. 32 ustawy o NBP „jednoznacznie nie przesądza o zobligowaniu przedsiębiorców do przyjmowania płatności w gotówce". Przywołuje zasadę swobody umów z art. 353 indeks 1 Kodeksu cywilnego. Strony zawierające umowę mogą ułożyć stosunek prawny według swojego uznania, byleby jego treść lub cel nie sprzeciwiały się właściwości (naturze) stosunku, ustawie ani zasadom współżycia społecznego – mówi przepis, na który powołuje się resort.

– Jeśli informacja o akceptowanych przez przedsiębiorcę sposobach płatności umieszczona została w jego lokalu, w miejscu widocznym dla osób chcących skorzystać z oferowanych przez niego towarów lub usług, to takie zastrzeżenie można uznać za wiążące dla stron umowy – tłumaczy resort. W takiej sytuacji ofertę sklepu czy punktu usługowego należy po prostu uznać za „skierowaną wyłącznie do określonego grona odbiorców, akceptujących określone przez przedsiębiorcę warunki dotyczące zapłaty za oferowane przez niego produkty”.

Monety i banknoty. Jakie ryzyko?

Wirus może być wszędzie. W sklepie na PIN PAD-zie, na źle przetartych rączkach wózków, uchwytach lodówek, opakowaniach produktów, na paragonach fiskalnych i potwierdzeniach płatności kartą. „Idąc tym samym tropem myślenia. jak w przypadku gotówki, należałoby szeroko apelować, aby klienci nie odbierali paragonów, ponieważ mogą się zarazić” – czytamy na stronie Polskiej Organizacji Firm Obrotu Gotówkowego. „Bez względu na to, czy płacimy gotówką, kartą czy telefonem, musimy zawsze pamiętać o higienie i myć ręce. Ale twierdzenie, że banknoty lub monety transmitują koronawirusa, to nadinterpretacja. Równie ostrożni powinniśmy być przy korzystaniu z naszych kart płatniczych, smartfonów czy portfeli”.

Narodowy Bank Polski wprowadził przecież procedury, które w pełni zapobiegają przenoszeniu wirusa przez gotówkę (dotyczy to części banknotów i bilonu znajdującego się w obiegu). 19 marca br. wydał następujący komunikat: „NBP informuje, że polskie banknoty są poddawane kwarantannie i można realizować transakcje przy ich pomocy”.

Co mówią wirusolodzy?

Bez wątpienia koronawirus SARS-CoV-2 przenosi się głównie drogą kropelkową, a w sprzyjających warunkach może przetrwać od kliku godzin do nawet kilku dni na powierzchniach różnych przedmiotów. Koronawirusy zdecydowanie dłużej „żyją” w środowisku chłodnym i wilgotnym. Według US Centers for Disease Control „możliwe, że dana osoba zachoruje na COVID-19, dotykając powierzchni lub obiektu, na którym jest wirus, a następnie dotykając własnych ust, nosa lub oczu, ale nie uważa się, że jest to główna droga rozprzestrzenia się wirusa”. Również na banknotach wirus może prawdopodobnie „żyć” kilka, kilkanaście godzin.

Z badań naukowców z Uniwersytu Princeton i Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles oraz amerykańskiego Narodowego Instytutu Zdrowia wynika, że koronawirus utrzymuje się w powietrzu nawet do 3 godzin. Na plastiku – aż do 3 dni. Jeśli to prawda, karta płatnicza też może nieść zagrożenie większe nawet od banknotu, a nie każdy plastik, którego używają klienci sklepów, wyposażony jest w funkcję zbliżeniową.

Niewielkie ryzyko zarażenia w wyniku dotykania pieniędzy stwierdza także dr Christine Tait-Burkard, wybitna ekspertka w dziedzinie infekcji i odporności w Roslin Institute na University of Edinburgh.

Zapłata tylko w jenach

Absurd absurdów, czyli odmowa sklepów przyjmowania gotówki, to nie tylko dyskryminacja klientów ze względu na wiek, bo starsi ludzie na ogół nie posługują się kartami plastikowymi. To nie tylko marginalizacja osób z pewnymi opóźnieniami rozwojowymi. Będąc zwolennikiem rozwoju obrotu bezgotówkowego, nie wolno tej idei absolutyzować. Odwrotnie, należy ją konfrontować z realnym życiem. Ograniczenie wolności jednostki dekretami nadzwyczajnymi w związku ze stanem klęski także musi mieć swoje racjonalne podstawy, by nie wylać dziecka z kąpielą. Sklep spożywczy, szczególnie w stanie klęski, to instytucja publicznej usługi, nie może robić sobie co chce, np. przyjmować zapłaty tylko w jenach. Chroniąc osoby starsze, dla których zarezerwowano określone godziny na zakupy, nie można zarazem doprowadzać do ich wykluczenia społecznego. Tylko dlatego, że nie dają sobie rady z obsługą elektronicznego pieniądza. Banki i rząd powinny to dobrze rozumieć. Właściciele sklepów zaś przypomnieć sobie, że istnieje jeszcze coś takiego jak konkurencja. Wywieszenie kartki z napisem anty gotówkowym to może być dla nich strzał w kolano.

Kolejny etap walki z gotówką

Najpierw w mediach przetoczyła się nakręcana przez banki kampania „Polska bez gotówki”, a 2 stycznia 2020 r. minister finansów zmienił interpretację podatkową, nakładając podatek VAT w wys. 23 proc. na usługi sortowania, liczenia, pakowania, transportu gotówki, a także zasilania wpłat i wypłat z bankomatów oraz kas banków. Wkrótce zapewne wszystkie banki wprowadzą opłaty za wpłaty i wypłaty gotówki.

To ruchy zniechęcające klientów i odstraszające. Przed zmianą interpretacji podatkowej obowiązywała tu zerowa stawka VAT zapisana w art. 43 ust. 1 pkt 7 ustawy o VAT. Minister finansów, w uzasadnieniu zmiany interpretacji podatkowej, tłumaczył się, że musiał wprowadzić zmiany w związku z wyrokiem Trybunału Sprawiedliwości UE z dnia 3 października 2019 r. (sygn. akt C-42/18). Wyrok TSUE dotyczył jednak niemieckiej firmy Cardpoint GMBH obsługującej bankomaty dla banków w Niemczech, która była w sporze podatkowym z niemieckim urzędem skarbowym w tej sprawie. No ale każdy pretekst do zohydzania gotówki w oczach społeczeństwa uznał, widać, za dobry.

Ministerstwo Finansów, we współpracy z izbą gospodarczą banków ZBP oraz spółką „Polska Bezgotówkowa”, wyraźnie prą do całkowitej likwidacji obrotu gotówkowego. Jeszcze przed 2016 r. limit transakcji gotówkowych dla przedsiębiorców wynosił 10 tys. euro, czyli wówczas ok. 43 tys., złotych. Obniżono go następnie do 15 tys. złotych, a pod koniec 2019 r. zredukowano znowu, do 8 tys. złotych. Obecny szef resortu Tadeusz Kościński, jeszcze jako wiceminister przedsiębiorczości i technologii, w portalu wnp.pl ujawnił oficjalny powód wojny wydanej gotówce: „w Polsce 190 mld zł leży w postaci gotówki w skarpetach. Inwestując te pieniądze zyskalibyśmy co roku ok 19 mld zł i to jest główny powód, dla którego promujemy płatności elektroniczne.”. To główny powód, ale czy jedyny?

UOKiK: sprzedawca nie może odmówić przyjęcia gotówki

„Takie działanie (nieprzyjmowanie przez handlowców gotówki – przyp. red) jest niezgodne z prawem, ponieważ stosownie do art. 32 ustawy o Narodowym Banku Polskim znaki pieniężne (są nimi banknoty i monety) emitowane przez NBP są prawnymi środkami płatniczymi w Polsce. Jeśli zatem płaci Pani legalnymi banknotami lub monetami, to sprzedawca nie ma prawa odmówić ich przyjęcia. Jeśli tak uczyni, popełnia wykroczenie wskazane w art. 135 Kodeksu wykroczeń, gdyż bez uzasadnionej przyczyny odmawia sprzedaży towaru. Jeśli ma Pani jednak możliwość dokonywania płatności bezgotówkowych – to warto skorzystać z tej możliwości, gdyż taka forma dokonywania płatności nie wiąże się z kontaktem z banknotami. Należy jednakże pamiętać, że płatności bezgotówkowe są dodatkiem, a nie regułą. Pamiętajmy jednak, że sprzedawczyni nie ponosi tu winy, bo to jej pracodawca wydał takie polecenie (…)” – czytamy w stanowisku UOKiK w tej bulwersującej sprawie.

– My także mamy poważne wątpliwości, czy nieprzyjmowanie gotówki jest zgodne z prawem, co stwierdza również UOKiK – konkluduje wiceprezes Krzysztof Kołodziejczyk z POFOG.

Dodajmy, że jest też niezgodne ze zdrowym rozsądkiem. Sprzeczne z normami współżycia społecznego i dyskryminujące tę cześć społeczeństwa, która w cywilizowanym kraju właśnie powinna podlegać szczególnej ochronie.