Dyrektor FBI mówi, że operacja Fox Hunt to spisek Pekinu w celu stłumienia protestów chińskiej diaspory.

Fot. Pixabay

Nie minęło pięć miesięcy od rozpoczęcia operacji Fox Hunt, kiedy chińska policja ogłosiła, że schwytała już 288 uciekinierów ukrywających się za granicą. Był listopad 2014 r., a azjatycki gigant był dumny z brutalnej kampanii antykorupcyjnej, rozpoczętej przez prezydenta Xi Jinpinga, zarówno w kraju, jak i poza jego granicami.

Trzy lata wcześniej raport Chińskiego Banku Ludowego ujawnił, że około 18 000 skorumpowanych chińskich urzędników i wyższej kadry kierowniczej państwowych przedsiębiorstw uciekło z ponad 130 miliardami dolarów skradzionych z publicznych kont. Ich główne miejsca schronienia to Stany Zjednoczone, Kanada i Australia, czyli kraje, które nie mają umowy o ekstradycji z Chinami. Szczególnie ten pierwszy był ulubionym celem ucieczki. Chińskie media informowały, że w Los Angeles schroniło się ponad tysiąc skorumpowanych urzędników.

W sierpniu 2015 r., miesiąc przed pierwszą oficjalną wizytą chińskiego prezydenta w Stanach Zjednoczonych, Pekin oskarżył władze USA o „brak współpracy w zakresie zatrzymania zbiegów”. Na co Waszyngton odpowiedział, oskarżając azjatyckiego giganta o rozmieszczenie „tajnych agentów”. Ówczesny rząd Baracka Obamy wysłał ostrzeżenie do Pekinu, aby przestał wysyłać agentów z wizami biznesowymi lub turystycznymi w ramach operacji Fox Hunt. Zwłaszcza po tym, jak urzędnicy amerykańscy potępili taktykę zastraszania i groźby stosowane przez Chińczyków, by sprowadzić uciekinierów do domu.

Chiny informowały, że wszystko to jest fantazją FBI, ponieważ chińscy oficerowie legalnie przemierzali Stany Zjednoczone. To były publiczne oskarżenia, którymi przerzucały się strony. Inna sprawa jest taka, że urzędnicy amerykańscy byli przekonani, że wiele rzekomych skorumpowanych urzędników chińskich to dysydenci reżimu. Tymczasem ci, którzy uciekli, mieli zostać zatrzymani za swoje działania, a nie z powodu wojny Xi Jinpinga z korupcją, która w jego kraju doprowadziła już do oskarżenia ponad miliona urzędników na wszystkich poziomach.

Dyrektor FBI Christopher Wray rozmawiał w Hudson Institute w Waszyngtonie o operacji Fox Hunt i jej obecnym celu. Według niego, Pekin uknuł spisek mający zmusić uciekinierów do powrotu do Chin. Wray powiedział, że głównym celem operacji było teraz stłumienie sprzeciwu diaspory. – Chiny opisują operację Fox Hunt jako rodzaj międzynarodowej kampanii przeciwko korupcji. Tak nie jest. Xi radykalnie dąży do zaatakowania chińskich obywateli, których uważa za groźnych i którzy mieszkają poza Chinami. Mówimy o rywalach politycznych, dysydentach i krytykach, którzy starają się ujawnić rozległe przypadki łamania praw człowieka – powiedział Wray, adwokat i były urzędnik wyższego szczebla, który został wybrany przez Trumpa w 2017 r. na stanowisko dyrektora FBI.

Wray wyszczególnił niektóre taktyki, których używają chińscy agenci, by pozyskać uciekinierów. „Na przykład kiedy nie byli w stanie zlokalizować celu, rząd chiński wysłał emisariusza, aby odwiedził jego rodzinę w Stanach Zjednoczonych. Przesłanie przekazane przez emisariusza przedstawiało dwie możliwości: natychmiastowego powrotu do Chin lub popełnienia samobójstwa”.

Jego opinia została wyrażona w przemówieniu na temat zagrożenia bezpieczeństwa stwarzanego przez Chiny. Wray podkreślał, że „praca kontrwywiadu w Pekinie była największym długoterminowym zagrożeniem dla informacji i własności intelektualnej Stanów Zjednoczonych”. Dyrektor wskazał, że prawie połowa z 5000 toczących się spraw kontrwywiadu FBI była związana z Chinami. – Otwieramy jedną z tych spraw co 10 godzin – powiedział.

Ponadto Wray zauważył, że Chiny wykorzystują „presję i perswazję pośredników w kontaktach z urzędnikami federalnymi, stanowymi i lokalnymi, a także korporacjami i mediami USA, aby uzyskać poparcie dla ich pozycji w polityce zagranicznej Chin”. Zwłaszcza podczas pandemii koronawirusa. Na koniec zwrócił uwagę, że FBI bada – przy ponad tysiącu otwartych spraw – rolę kraju azjatyckiego w przypadkach masowego piractwa i szpiegostwa w Stanach Zjednoczonych.

W tych pandemicznych miesiącach napięcia między dwiema potęgami światowymi nadal rosną. Oskarżenia i obelgi są wystrzeliwane codziennie z obu stron. Prezydent Donald Trump nadal odnosi się do „chińskiego wirusa”, kiedy mówi lub pisze o koronawirusie na Twitterze. To rozwściecza Pekin, który wykorzystuje swoje propagandowe media, by odpowiedzieć, nazywając go „szalonym starcem, który pozwala swojemu ludowi umrzeć, nie podejmując zdecydowanych działań przeciwko pandemii”.

Źródło: Lucas De La Cal/El Mundo