Prawie 30 procent populacji Ameryki Łacińskiej żyje poniżej granicy ubóstwa. Bez kompleksowego planu stabilizacyjnego gospodarka regionu nie ma szans na powstrzymanie recesji.

Brazylijska fawela/fot. gonzagas (Pixabay)

Jeśli decydenci w strefie euro czują się przytłoczeni inflacją to sytuacja, przed którą stoją ich odpowiednicy w Ameryce Łacińskiej pokazuje, że zawsze może być gorzej. Oprócz kontrolowania cen muszą oni opierać się presji dewaluacyjnej spowodowanej wzrostem stóp procentowych w gospodarkach rozwiniętych, unikać spowolnienia gospodarczego, które komplikuje spłatę zadłużenia w obcej walucie i robić wszystko, aby wesprzeć znaczną część populacji znajdującej się poniżej – lub niebezpiecznie blisko – granicy ubóstwa.

Inflacja w Brazylii w ujęciu 12-miesięcznym wzrosła do 12,13 proc., zaś w Chile do 10,5 proc. Region ponownie boryka się z problemem, który z wyjątkiem krajów takich jak Argentyna, Haiti i Wenezuela wydawał się być pod kontrolą. I to właśnie w Ameryce Łacińskiej, gdzie 27,5 proc. populacji już żyje poniżej granicy ubóstwa (dane Banku Światowego za 2021 r.), inflacja oznacza znacznie więcej, niż zaprzestanie jedzenia poza domem. Posiadanie pracy też nie jest gwarancją zbawienia: według Międzynarodowej Organizacji Pracy 51 proc. zatrudnionych w tym regionie nie ma formalnych umów, co oznacza brak świadczeń w sytuacji utraty pracy.

W Ameryce Łacińskiej – podobnie jak w Europie – wzrost cen najbardziej wpływa na koszyk zakupów gospodarstw domowych o niskich dochodach. „Erozja realnych dochodów, spowodowana wzrostem cen żywności i energii potęguje trudności, z jakimi borykają się już wrażliwe gospodarstwa domowe w regionie” – czytamy w niedawnym raporcie Międzynarodowego Funduszu Walutowego. W przypadku Peru, jak wyjaśnił Hugo Ñopo, ekonomista z think tanku Development Analysis Group, jedyną dobrą wiadomością jest ta, że widmo hiperinflacji (w latach 80. cierpiały na nią Peru, Brazylia, Boliwia i Argentyna) nie stało się samospełniającą się przepowiednią. Podmioty gospodarcze nadal ufają w zdolności Centralnego Banku Rezerw Peru do kontrolowania sytuacji. W Peru tylko 25 proc. pracowników jest zatrudnionych legalnie. Aby złagodzić skutki inflacji najbiedniejszym, peruwiańskie władze obniżyły ogólny podatek od sprzedaży na kilka podstawowych artykułów spożywczych.

Eksperci zauważają jednak, że wzrost cen produkcji rolnej i innych surowców może stanowić szansę dla regionu. Daniel Titelman, szef badań rozwojowych w Komisji Gospodarczej ds. Ameryki Łacińskiej i Karaibów, zauważa tu pewien niuans: nie dla wszystkich będzie to taka sama szansa. „Kraje leżące w Ameryce Środkowej, które są głównie importerami towarów, najbardziej ucierpią na obecnej sytuacji. Inne, które chociaż zwiększyły cenę za eksport swoich towarów, ponoszą z kolei zwiększone wydatki za ropę. Najlepszym tego przykładem jest Chile, które odnotowuje większe wpływy ze sprzedaży miedzi przy jednoczesnym wzroście nakładów na ropę” – wyjaśnia.

Ze względu na produkcję rolną i zasoby energetyczne Brazylia może być jedną z nielicznych gospodarek w regionie, która w ujęciu netto może zyskać na wzroście cen surowców. Mimo to w ostatnich miesiącach 2021 r. i pierwszych miesiącach roku 2022 brazylijska waluta znajdowała się pod silną presją dewaluacyjną. Według Titelmana presja ta miała wiele wspólnego ze zjawiskiem zwanym ucieczką w bezpieczne miejsce, które pojawia się za każdym razem, gdy Rezerwa Federalna USA podejmuje działania korygujące.

To, co łączy wszystkie kraje w regionie to to, że żaden z nich nie może sobie pozwolić na zatrzymanie wzrostu. Dlatego – mówi Titelman – inflacja musi być skonfrontowana ze środkami, które wykraczają poza usztywnienie stóp procentowych. „Istnieje wiele innych instrumentów, które nie implikują zmiany reguł gry i nie mają efektu recesywnego, takie jak wykorzystywanie rezerw międzynarodowych do interweniowania na rynku giełdowym w celu uniknięcia dewaluacji” – mówi.

By odciążyć gospodarstwa domowe Titelman rekomenduje bezpośrednie formy pomocy, jako „tymczasowy środek, który odpowiada potrzebom”. Jego zdaniem nadszedł czas na wdrożenie kompleksowego planu stabilizacyjnego, obejmującego całą politykę gospodarczą regionu, czyli zbudowanie minimalnego horyzontu przewidywalności, który pozwoli regionalnym gospodarkom powrócić na ścieżkę wzrostu.

Poprzedni artykułPiraci drogowi zapłacą wyższe OC
Następny artykułRosyjski import spadł o połowę