Amerykańscy obywatele nie chcą jeździć autami o napędzie elektrycznym. Nie podobają im się zwłaszcza system i organizacja ładowania tych aut oraz ich wygórowane ceny. Za zbyt wysokie uważają także koszty utrzymania pojazdów.

ssarwas/Pixabay

Opublikowany właśnie raport organizacji Consumer Reports, oparty o badanie na reprezentatywnej grupie obywateli amerykańskich, nie pozostawia wątpliwości: 61 procent Amerykanów nie chce na razie kupować pojazdu elektrycznego. Amerykanie głosują więc przeciwko „elektrykom” portfelami – nie kupią ich, dopóki istnieje alternatywa w postaci tradycyjnych aut z silnikami spalinowymi.

Co się nie podoba w tak intensywnie promowanych pojazdach? Większość ankietowanych wskazuje na uciążliwą logistykę ładowania, a ponad połowie nie podoba się zasięg pojazdów na jednym ładowaniu – nadal jest on zbyt mały. Kolejne 52 procent stwierdziło, że koszty zakupu i utrzymania pojazdu elektrycznego są zbyt wysokie.

W Stanach Zjednoczonych nie ma też żadnych zachęt finansowych (z pieniędzy podatników) do zakupu takich aut. To nie Europa, gdzie dopłaca się do „ekologii”.

Ceny są zbyt wysokie

Według ostatnich danych Kelly Blue Book, średnia cena nowego „elektryka” w USA wynosi 56 tysięcy dolarów. Kompaktowe auto o tradycyjnym napędzie można nabyć już za około 25 tys. dolarów. Z kolei średnia cena nowego, nieelektrycznego SUV-a, to 34 tys. dolarów, podczas gdy podobnie wyposażonego „elektryka” – już 45 tysięcy. Kupno pojazdu elektrycznego w tej sytuacji po prostu się nie opłaca.

Z kolei z analiz firmy doradczej JD Power (US Initial Quality Study) wynika, że pojazdy elektryczne i hybrydy typu plug-in, odnotowują więcej usterek i poważniejszych awarii niż silniki spalinowe. Podczas gdy pojazdy z silnikiem spalinowym ujawniły 175 problemów na 100 pojazdów, liczba ta wzrosła do 239 pośród hybryd typu plug-in i do 240 – wśród pojazdów elektrycznych. Potwierdza to nawet badanie samej Tesli, które wykazało średnio 226 problemów na 100 pojazdów sprzedawanych przez firmę.

Innym problemem jest narastający brak komponentów do produkcji niektórych układów w elektrycznych pojazdach.
– Producenci samochodów nadal wprowadzają na rynek pojazdy, które są coraz bardziej złożone technologicznie. Dzieje się to w dobie niedoborów kluczowych komponentów do ich produkcji – zauważa David Amodeo, dyrektor globalnego przemysłu motoryzacyjnego w JD Power.

Trzeba chyba być wariatem, by kupować pojazd nie tylko droższy, ale trudniejszy i bardziej kosztowny w eksploatacji. Chyba, że się jest do tego zmuszanym…

Wymuszanie kupna

Jak już wiemy, Unia Europejska próbuje wymusić na użytkownikach szos zakup nieekonomicznych „elektryków” – kosztem pojazdów benzynowych i z silnikiem diesla. W USA to by oczywiście nie przeszło. W coraz bardziej „zamordystycznej” Europie – można próbować. Parlament Europejski przegłosował dopuszczalne emisje CO2 przez nowe samochody. W praktyce oznacza to, że od 2035 roku nie będzie można już kupić na terenie UE samochodów z napędem spalinowym, bo Komisja Europejska wymarzyła sobie w ten sposób osiągnąć zeroemisyjność na szosach.

Jesteśmy głęboko przekonani, że administracyjne zmuszanie ludzi do zakupów pojazdów droższych, trudniejszych i – jak na razie – kosztowniejszych w eksploatacji, to droga donikąd. Polska nie powinna godzić się na takie absurdy. O zakupie tego a nie innego pojazdu powinien decydować rynek – krótko mówiąc: wola konsumentów wyrażona autentyczną chęcią zakupu.

Poprzedni artykułZamach na europejskich rolników. Kolejny krok ku przepaści
Następny artykuł[RAPORT] Sektor MŚP niezaprzeczalnie najważniejszym ogniwem polskiej gospodarki