Co się dzieje z twoim planem ubezpieczeniowym, kiedy tracisz pracę? Nie jest to fakt powszechnie znany, ale można zatrzymać stary plan nawet do półtora roku w ramach programu COBRA. Wymaga to od byłego pracownika wnoszenia opłaty na rzecz ubezpieczeniodawcy w wysokości 102 proc. pełnego miesięcznego bonusu (dodatkowa 2 proc. pokrywa koszty administracyjne), więc COBRA nie jest tanią opcją. Jednak skorzystanie z tego planu oznacza, że nie traci się przywilejów wynikających z ciągłości ubezpieczeniowej i nie trzeba się martwić tym, jacy lekarze i jakie szpitale uwzględnieni są w polisie.

Są też inne opcje poza COBRĄ i brakiem ubezpieczenia. Niektórzy bezrobotni kwalifikują się do ubiegania się o zasiłek Medicaid. Inni mogą sprawdzić dostępność programu Obamacare w ich stanie. Jednak są to mało wydajne półśrodki. Czy naprawdę chcemy by rzesze ludzi korzystających z zsocjalizowanej medycyny wzrosły do dziesiątek milionów i prawdopodobnie pozostały tak liczne na długo po zakończeniu pandemii?

W idealnym świecie Kongres wydałby bezrobotnym pracownikom bony medyczne nieograniczonej wysokości, by mogli wykupić dowolny rodzaj zabezpieczenie zdrowotnego, czy to będzie COBRA, czy plan krótkoterminowy, czy jakiekolwiek inne rozwiązanie. Brian Blase, specjalny asystent prezydenta Donalda Trumpa w Krajowej Radzie Gospodarczej, doskonale wyłożył tę opcję w ostatnim felietonie na łamach „Washington Examiner”.

Niestety, wiele wskazuje na to, że miliony ludzi zdecyduje się na porzucenie swoich dawnych pracowniczych planów ubezpieczeniowych i zapisanie się do programów Obamacare lub Medicaid. Konserwatyści nie uważają, by pokrywanie kosztów ubezpieczenie zdrowotnego przez pracodawców było najlepszym rozwiązaniem. Wolimy indywidualnie nabywane ubezpieczenia, nie mające związku z tym czy i gdzie ktoś jest zatrudniony. Można jednak bezpiecznie powiedzieć, że mając wybór pomiędzy prywatnym ubezpieczeniem pracowniczym, a ubezpieczeniem o charakterze socjalnym wywodzącym się z programu Obamacare lub stanowym programom jak Medicaid, konserwatyści wybraliby to pierwsze.

Jednym z zaproponowanych rozwiązań, które może zapobiec astronomicznemu wzrostowi wydatków na rządowe ubezpieczenia zdrowotne, a które ma rzeczywiste szanse przejścia przez demokratyczną Izbę, jest pomysł, by większość kosztów związanych ze składkami na COBRĘ dla osób, które niedawno straciły pracę, ponieśli… podatnicy. Jako osoba, która przez dziesięciolecia zajmowała się sporami dotyczącymi opieki zdrowotnej, nigdy nie sądziłem, że napiszę coś takiego. Jednak pandemia zapędziła nas w kąt, w którym trzeba wybierać pomiędzy mniejszym i większym złem. Tak jak konserwatyści zgodzili się na program gwarantujący ciągłość wypłat, który w praktyce oznacza, że podatnicy opłacają pensje pracowników małych przedsiębiorstw, powinni zrobić to samo z dotacją do COBRY – jedno i drugie sprowadza się do utrzymania więzi pomiędzy pracownikiem i pracodawcą.

Pomimo ich licznych wad, pracownicze ubezpieczenia zdrowotne są jednak wciąż ubezpieczeniami prywatnymi. Niedopuszczanie do tego, by ludzie wpadli w system ubezpieczeń rządowych i socjalnych, jest na chwilę obecną jednym z najważniejszych zadań. Nie robienie niczego lub czekanie na nierealistyczną lepszą alternatywę, oznacza patrzenie z założonymi rękami, jak miliony ludzi przerzuca się na opiekę socjalną, prawdopodobnie na zawsze.

Dofinansowanie programu COBRA miało już miejsce w przeszłości. W 2009, w odpowiedzi na krach na rynku nieruchomości i kryzys finansowy, Kongres uchwalił ustawę o opłaceniu 65 proc. składek COBRY. W obecnej sytuacji jest to absolutne minimum, ponieważ pozostałe 37 proc. to dla bezrobotnych w dalszym ciągu duża suma pieniędzy. Średni koszt ubezpieczenia zdrowotnego opłacanego przez pracodawcę wynosił w zeszłym roku 1700 dol. miesięcznie na rodzinę i 600 dol. miesięcznie na osobę, więc może zaistnieć konieczność ustalenia znacznie wyższych dotacji niż w 2009 r.

Konserwatyści podatkowi stoją przed prostym wyborem: możemy siedzieć z założonymi rękami i patrzeć, jak miliony ludzi przenoszą się z prywatnego sektora ubezpieczeń zdrowotnych do państwowego, lub możemy użyć tego samego impulsu, za sprawą którego promowaliśmy ideę dotacji do wypłat. Właściwym wyborem jest upewnieniem się, że prywatne ubezpieczenia zdrowotne ciągle będą istnieć, gdy gospodarka ponownie ruszy z miejsca.

Źródło: Ryan Ellis/Washington Examiner