Pisarz Philip Roth przewidział destrukcyjne skutki poprawności politycznej w jednej ze swoich najbardziej popularnych powieści „Ludzka skaza”. Profesor Coleman Silk jest fałszywie oskarżany o rasizm przez jednego ze swoich studentów na uniwersytecie. Skarga wywołuje lawinę smutnych konsekwencji: zostaje wyrzucony z wydziału i traci pracę, a jego żona umrze w wyniku presji wywołanej skandalem. Paradoks polega na tym, że protagonista jest w rzeczywistości Afroamerykaninem o bardzo jasnej karnacji, jednym z tych, „białych czarnych”, jak pisał powieściopisarz. Autor wskazał na zło, które nie przestało rosnąć.

Axel Kaiser potępia te szkodliwe efekty poprawności politycznej w „Neoinkwizycja. Prześladowania, cenzura i dekadencja w XXI wieku” (wyd. Deusto). „Poprawność polityczna to reakcja ideologiczna, która dysponuje zestawem quasi-religijnych dogmatów. Ci, którzy ją łamią, są ofiarami polowania mającego na celu zniszczenie ich imienia, reputacji i moralnej uczciwości. Działa to jak polowanie na czarownice. Powód oskarżenia nie jest wymagany. Gdy tylko ktoś zostanie oskarżony, zaczynają się prześladowania, które nie mają charakteru indywidualnego, są masowe i nie ma znaczenia, czy to, co się mówi, jest prawdą, oskarżony nie ma możliwości obrony. To całkowicie irracjonalne” – pisze.

I ogranicza wolność
Wprowadza cenzurę na poziomie indywidualnym i oficjalnym. Są już tacy, którzy nie odważą się wyrazić siebie, muzycy, którzy nie wiedzą, czy teksty ich piosenek kogoś obrażą, komicy, którzy nie biorą udziału w działaniach z obawy przed publicznością, milczący intelektualiści na uniwersytetach. Wymaga to poważnego ograniczenia wolności słowa i ogólnie przyjętego funkcjonowania w demokracji. Polityczna poprawność jest zagrożeniem dla demokracji, ponieważ kultywuje ducha totalitaryzmu, nie jest możliwe nawiązanie dialogu między prezentującymi różne punkty widzenia, pod pretekstem dbania o godność uciskanych historycznie grup. Dzięki tej aureoli moralnej wyższości promują władzę miażdżącą tych, którzy nie zgadzają się z ich światopoglądem. Kultura nietolerancyjna jest niezgodna z demokracją, tak samo jak poprawność polityczna. Jest to bardzo typowe dla „neojęzyka”, którego celem jest wypaczanie, wprowadzanie błędnych pojęć, zmiana sposobu myślenia, co jest bardzo przydatne w reżimach totalitarnych: komunizmie, nazizmie i w innych niedemokratycznych reżimach.

Social media wspierają ten ruch
Są odpowiednikami stosów, na których palono czarownice. Tworzą i narzucają wytyczne mediom drukowanym i wywołują efekt viralowy. Twitter jest najbardziej toksyczną, zjadliwą i agresywną przestrzenią. Odgrywa decydującą rolę w tym inkwizycyjnym klimacie, ponieważ daje głos ekstremistom i tym samym wzmacnia nietolerancyjną wizję świata, polaryzuje dyskusje i wykracza poza poglądy większości ludzi.

Kampania #MeToo?
Był to najbardziej wyraźny przejaw kultury totalitarnej „neoinkwizycji”. Jej cel był rozsądny, ponieważ były przypadki, że mężczyźni zachowywali się niewłaściwie i obelżywie. Była to mniejszość, nie prezentująca standardu przyzwoitości, stworzonego na Zachodzie. Był zwyczaj odwracania wzroku, stąd słuszne poczucie upokorzenia u kobiet. Ale #MeToo nie wskazało, że ci molestujący mężczyźni byli mniejszością, ale zamiast tego doprowadziło do powszechnej histerii wokół ofiary, która zaraz po ogłoszeniu swojej historii, podnosiła swój status społeczny i wchodziła do większej grupy poszkodowanych kobiet, dzięki czemu czuje się wyjątkowo. Stwarza to hiperemocjonalne, totalitarne środowisko, w którym wszyscy mężczyźni są sprawcami prześladowania i molestowania.

Konsekwencje?
Każda skarga kobiety jest traktowana jako prawdziwa tym samym niszczy się zasadę domniemania niewinności, jedno z wielkich osiągnięć demokracji. Ponadto kwestie, które nigdy nie były uważane za niewłaściwe, teraz stały się częścią katalogu herezji, które muszą być ścigane i karane. #MeToo jest przykładem polowania na czarownice.

„Neojęzyk”
Każdy ruch totalitarny stara się zaakceptować wizję świata i brutalnie narzucić ją innym. To, co musi osiągnąć, aby odnieść sukces, z socjologicznego punktu widzenia, to transformacja kategorii zakorzenionych w społeczeństwie. Porządek prawny, społeczny i gospodarczy opiera się w dużej mierze na tradycjach, zwyczajach. Jeśli rozumiemy wolność jako sposób na osiągnięcie naszych zamierzeń, zdobycie szacunku i korzystanie z dobrodziejstw wolnego rynku, aby móc zarządzać swoimi funduszami tak jak chcemy, decydować, z kim pracować, to jest to niezgodne z modelem takim jak komunizm, którego celem jest przekształcenie wolności na równość. Mówią, że wolność to równość osiągnięta przez państwo. Powtarzając to systematycznie, przekonują coraz więcej osób do tej nowej idei wolności.

I oto wkracza język
O tym pisze George Orwell w „Roku 1984”. To samo dotyczy pojęcia przemocy. Herbert Marcuse dokonuje alchemii językowej i dochodzi do wniosku, że prawdziwą dyktaturą jest demokracja liberalna i że przemoc jest systemem gospodarczym wolnego rynku i liberalnych rządów prawa oraz że wyzwoleniem byłby system, w którym uzasadnia się przemoc fizyczną wobec tych, którzy nie zgadzają się z twoimi postulatami. To niewiarygodne… To przecież wspólne założenia wszystkich myśli faszystowskich i marksistowskich.

Hegemoniczny feminizm już jest totalitaryzmem. Istnieje rozsądny feminizm, z którym wszyscy się zgadzamy, ale ten, który polega na stworzeniu swojego języka, tak jakby to była inżynieria społeczna, chce, żebyśmy myśleli inaczej. W tym celu modyfikowane są słowa, nie używa się nieodpowiednich rodzajników… aż staje się to śmieszne. Ale ma szkodliwy wpływ na społeczeństwo. Są ludzie, którzy wierzą, że zmieniając język, zniszczą patriarchat, który jest dla nich zakotwiczony w języku, który mamy dzisiaj. Ja to odrzucam.

Atak na instytucje
Jest to atak na liberalną demokrację, który opiera się na fakcie, że wszyscy jesteśmy równi z punktu widzenia godności. Celem jest uzyskanie przywilejów przez różne grupy mniejszości etnicznych lub seksualnych, chociaż wiele z nich nie zgadza się z tym atakiem. Ale rezultatem jest podział na plemiona. W przeciwieństwie do liberalnej demokracji, która opiera się na istnieniu jednostki posiadającej podstawowe prawa przekraczające wspólnotę, ideologie te opierają wszystko na kolektywie. Dla nich indywidualność i wolność nie mają znaczenia. Tworzone są grupy, którym przypisuje się konkretne cechy. Jeśli jesteś biały i hetero, na pewno jesteś sprawcą, który nie ma prawa do obrony. Ideologie te starają się zniszczyć demokrację i wprowadzić dyktaturę.

„Emokracja”
To teraz dominuje – „emokracja”, w której ważna jest subiektywność, wewnętrzny świat ludzi. Widać to w nowych pokoleniach, które są pełne słabości i nie są w stanie poradzić sobie z przeciwnościami losu. To determinuje przebieg bieżącej politycznej dyskusji. To wstyd z punktu widzenia społeczeństwa, które dąży do dojrzałego rozwiązywania problemów. Ponieważ nie można nikogo urazić, problemy nie mogą być szeroko określone, a tym samym skracamy wolność. Zrezygnowałeś z postawienia prawdziwej diagnozy swoich problemów. Nie możesz ich naprawić. Obawy ważnych sektorów społeczeństwa, które są ofiarami tego totalitarnego reżimu opinii i nie odważą się zadawać pytań, (bo mogą być obraźliwe lub niewygodne dla niektórych grup) nie mają ujścia.

Ta kultura niemówienia o problemach i niestawienia czoła rzeczywistości prowadzi nas do skrajnych alternatyw. Wyjścia, które wskazywały na prawdziwe rozwiązania, są usuwane z dyskusji. Ponieważ dialog nie jest racjonalny, nie można rozmawiać. Prowadzi to do polaryzacji polityki, umacnia się twardsza prawica lub bardziej nieprzejednana lewica, centrum staje się bardziej ekstremalne. To prawdziwe niebezpieczeństwo.

Do czego to prowadzi?
Na Zachodzie będzie narastać polaryzacja. Są tacy, którzy chcą naprawić wyrządzane szkody i nawiązać bardziej rozsądne rozmowy. Pytanie brzmi, czy to odniesie sukces, ale przyłączam się do tych wysiłków. Ideą książki jest przedstawienie racjonalności w debacie zdominowanej przez autorytaryzm. Musimy nadal wyjaśniać opinii publicznej rozsądne idee, aby stworzyć odporną kulturę, która nie musi zagłębiać się w uczucia, i wtedy ignorować prawdę. Klasa polityczna nie musi dostosowywać się do oczekiwań niektórych grup i tego, czy czują się w ten czy inny sposób. Jest to jedyny sposób na utrzymanie liberalnej demokracji.

Źródło: Javier Ors/La Razon