Jeśli będziemy barbarzyńsko wycinać z debaty publicznej osoby, z którymi się nie zgadzamy, to rychło staniemy się zaprzeczeniem samych siebie – pisze Michał Góra o zbanowaniu przez Facebooka profilu Konfederacji.

Oficjalny profil partii Konfederacja Wolność i Niepodległość został zawieszony na portalu społecznościowym Facebook. Z informacji publikowanych przez samą partię na Twitterze – gdzie, o dziwo, nie zostali jeszcze zablokowani – wynika, że oficjalnym powodem takiej decyzji było „naruszenie standardów społeczności”.

Nie zgadzam się z wieloma argumentami podnoszonymi przez polityków Konfederacji, z kilkoma się jednak zgadzam. Rzeczywiście, niektóre ich wypowiedzi były nieodpowiedzialne, co na przykład przejawiało się w doszukiwaniu się sensacji w pojedynczych przypadkach zgonów mniej lub bardziej powiązanych ze szczepieniami przeciw COVID-19. Niemniej, jakakolwiek forma cenzury partii, której członkowie zasiadają w Sejmie Rzeczypospolitej Polskiej, to trend bardzo niebezpieczny. Skojarzyło mi się to z historycznym i znacznie bardziej poważnym przykładem prześladowania innej organizacji, przy czym na potrzeby felietonu przyjmę uproszczenie, że cenzura wprowadzana przez wielkie korporacje międzynarodowe niewiele się różni od tej pochodzącej ze strony samego państwa.

Chodzi o Świadków Jehowy. Ta religijna i powiązana z chrześcijaństwem organizacja nie była na rękę socjalistycznej władzy. Po pierwsze dlatego, że socjalizm oficjalnie w ogóle promował ateizm. Po drugie, Świadkowie Jehowy są skrajnymi pacyfistami i sprzeciwiają się obowiązkowej służbie wojskowej, która paradoksalnie – w nominalnie pacyfistycznym socjalizmie – obok Ludowego Wojska Polskiego stanowiła swego rodzaju świętość. Każde zresztą państwo ma jakąś doktrynę obronną i sprzeciwianie się jej może uchodzić za zachowanie niebezpieczne. Po trzecie, autorytarna władza ludowa po prostu nie lubiła różnych stowarzyszeń i spotkań, które pozostawały poza jej kontrolą. Tego rodzaju prześladowania nie były zarazem szczególnie groźne politycznie dla samego rządu. Laicka albo katolicka większość Polaków mogła się przecież nie przejąć losami mniejszościowej i egzotycznej grupy wyznaniowej.

Świadków Jehowy spotykały więc w PRL liczne represje polityczne i kryminalne, w tym zabraniano im kolportowania własnych publikacji i karano wieloletnim więzieniem. Już w demokratycznej Polsce sądy i Rzecznicy Praw Obywatelskich poszczególnych kadencji starali się zrehabilitować skazanych, którym ostatecznie przyznano prawo do wolności wyznania. Krótko przed ostatnimi Świętami Bożego Narodzenia – o czym donosiła także np. „Rzeczpospolita” – Rzecznik Praw Obywatelskich umieścił na swojej stronie internetowej najnowszą informację o tym, że „złożył kasację do Sądu Najwyższego z wnioskiem o uniewinnienie obywatela”, którym był właśnie działacz tego związku wyznaniowego. Najbardziej interesująca jest przytoczona przez RPO argumentacja Sądu Wojewódzkiego, który przypisał „panu Stanisławowi” przestępstwo polegające na tym, że oskarżony przechowywał i rozpowszechniał literaturę związku, w tym broszury p.t. „Strażnica”, „Ewolucja przeciw nowemu światu” i inne zawierające fałszywe wiadomości mogące wyrządzić istotną szkodę interesom Państwa Polskiego. Oczami wyobraźni widzę to, że podobnie wyglądałby dzisiaj zarzut postawiony przez prokuratora na przykład antyszczepionkowcowi, gdyby rzeczywiście wprowadzono w życie lewicową ideę karania za poglądy. „Oskarżony przechowywał i rozpowszechniał literaturę antyszczepionkową, w tym broszury pt. Odszczepcie się, Wolni ludzie przeciw nowej normalności i inne zawierające fałszywe wiadomości (fake newsy), mogące wyrządzić istotną szkodę interesom Państwa Polskiego oraz zdrowiu publicznemu”.

Wróćmy jednak do tego, że z uwagi na fakt, iż realny socjalizm był ruchem deklaratywnie ateistycznym i pronaukowym, łatwo było wykazać „fałszywość” wiadomości zawartych w broszurach Świadków Jehowy. Jak bowiem udowodnić, że Jehowa nakazał jakiejś grupie osób głoszenie Słowa Bożego, albo że istnieje jakiś pozaziemski rząd w postaci „Królestwa Bożego”? Niemniej jednak cywilizowane systemy prawne respektują prawo do posiadania takich poglądów i ich głoszenia, chociaż większości obywateli może się to wydawać absurdalne, a samej władzy niebezpieczne. Jakie to emocje musiały przecież towarzyszyć socjalistom? W ich własnym przekonaniu próbowali oni odbudować i scentralizować rozchwianą, powojenną państwowość polską w duchu świeckim, a jakaś grupa szaleńców twierdziła, że ma prawo sprzeciwić się nakazom władzy państwowej, ponieważ istnieje ważniejszy porządek niż ten warszawski i kremlowski?

Co więcej, tolerancja religijna wydaje się być zjawiskiem współtowarzyszącym rozwojowi nurtu racjonalistycznego. Doprowadził on przecież ostatecznie do objęcia ochroną prawną także tych osób, które nie wierzą w nic i pozwolił na swobodną krytykę władzy religijnej. Racjonalizm – jako teza – staje się jednak swoją antytezą, gdy zmierza do prześladowania religii i próbuje ją rugować z życia publicznego, gdyż wiara religijna nie zawsze daje się pogodzić z surowymi nakazami rozumu.

To samo obecnie może się stać z radykalnym racjonalizmem, który historycznie korelował przecież z narodzinami państwa liberalnego i takimi instytucjami, jak wolność prasy i słowa, czy szeroko rozumiana swoboda ekspresji. Jeśli jednak będziemy barbarzyńsko wycinać z debaty publicznej osoby, z którymi się nie zgadzamy, to rychło staniemy się zaprzeczeniem samych siebie. Przypomnijmy sobie więc słynne słowa przypisywane racjonaliście Wolterowi, których chyba nie muszę tu przytaczać, a nie znajdziemy już przyczyny do radości w fakcie usunięcia konta Konfederacji, niezależnie od tego, czy z poglądami tej partii się zgadzamy, czy też nie.

Michał Góra

Poprzedni artykułMinisterstwo Finansów zapowiada zmianę zasady naliczania zaliczek na podatek dochodowy
Następny artykułZmieniamy świat