Fot. Pixabay

Model działania jest genialny w swej prostocie. Firmy dostaną subwencje o łącznej wartości 100 mld zł. Najmniejsze w kwocie 320 tys. zł, a te największe nawet miliarda. Środki do wartości nawet 75 proc. wsparcia mogą mieć charakter bezzwrotny. Kapitału na całe przedsięwzięcie dostarczy Polski Fundusz Rozwoju, który na ten cel wyemituje obligacje z gwarancją skarbu państwa. Te papiery dłużne będą mogły nabyć banki, a aby zapewnić na nie popyt ich skup na rynku wtórnym zapowiedział bank centralny. Aby skorzystać z pomocy przedsiębiorstwo musi odnotować spadek obrotów w wysokości co najmniej 25 proc. w ostatnim czasie. Warunkiem podstawowym otrzymania subwencji jest kontynuacja działalności oraz zachowanie istniejących miejsc pracy. Największe firmy, występujące o tę formę finansowania muszą płacić podatki w Polsce, a nie w rajach podatkowych. Cała dokumentacja ma ograniczyć się do jednego oświadczenia wypełnianego on line, a pieniądze zostać uruchomione za maksymalnie trzy tygodnie.

Zarówno skala jak i forma pomocy zasługują na uznanie. Rząd posłuchał przedsiębiorców apelujących o podjęcie działań nadzwyczajnych wobec nadzwyczajnej przecież sytuacji. Można oczywiście dodać, że dzieje się to dosyć późno ale z drugiej strony lepiej późno niż wcale. Pochwalić trzeba także sprawne współdziałanie rządu i banku centralnego. Wszystko zostało uzgodnione i dopracowane. Komunikacja na linii Rada Ministrów – NBP wydaje się być wzorowa. Tak powinno działać państwa w warunkach kryzysu. Przekaz jest jasny „zrobimy co trzeba żeby ratować gospodarkę”.

Wczorajsza zapowiedz wsparcia dla firm pokazuje kolejny raz, że nie ma alternatywy dla państw narodowych. To one, jeśli są dobrze zarządzane, dają nadzieję na pokonanie kryzysu zarówno w wymiarze zdrowotnym jak i ekonomicznym. Względnie dobra sytuacja polskich finansów publicznych (polski dług publiczny jest zdecydowanie poniżej średniej unijnej) oraz posiadanie własnej waluty dają władzy realne narzędzia ratunkowe. Wiele krajów Unii może nam takiego komfortu pozazdrościć. Z zażenowaniem obserwować można jak unijne instytucje udają, że pomagają przeksięgowując pieniądze z polityki spójności na walkę z ekonomicznymi skutkami pandemii. W rzeczywistości bowiem Unia nie wyasygnowała dotąd żadnych nowych środków, chociaż obserwując niektóre media w Polsce można odnieść wrażenie, że zasypała kraje członkowskie workiem pieniędzy. Nie oznacza to, że reakcja wspólnoty nie jest potrzebna, ona jest konieczna. Wiele jednak wskazuje na to, że nawet jeśli coś uda się ustalić będzie już zdecydowanie za późno. Stąd tak ważne jest, że mamy w Polsce instytucje, które reagują na miarę potrzeb.

Cieszmy się także, że mamy własną walutę i możemy prowadzić niezależną i nastawioną tylko na polskie potrzeby politykę pieniężną. Złoty ostatnio wyraźnie się osłabił, jeśli jednak polska gospodarka szybko odbije, jest nadzieja że i jego kurs wróci do normy. Gdyby nasz kraj na trwale pogrążył się w głębokim kryzysie nie byłoby na to szans.

Utrzymanie kierunku z wczoraj daje realną nadzieję, na możliwie szybki powrót do normalności. Miliony Polaków bardzo na to liczą.