Jeszcze we wrześniu przedsiębiorcy wierzyli, że idzie już ku dobremu. Teraz mają coraz większe obawy, że wskutek nawrotu epidemii wprowadzany lockdown dotknie i ich firmę. Nie ma bowiem takiej możliwości, by nowe obostrzenia nie odbiły się negatywnie na przedsiębiorstwach oraz – czego nie należy zapominać – także na ich pracownikach.

Fot. Pixabay

Przypomnijmy, co rząd może wprowadzić na terenie większości kraju – możliwe, że już od najbliższej soboty 25 października: w strefie czerwonej, która obejmie prawdopodobnie wszystkie powiaty, będzie zakaz organizowania wesel i imprez rodzinnych. Zajęcia i wydarzenia sportowe – owszem, będą mogły się odbywać, ale bez udziału publiczności. Nie trzeba wyjaśniać, co to oznacza dla ich organizatorów.
Strefa czerwona to też uderzenie w przedsiębiorców prowadzących bary i restauracje. Mogą być czynne tylko w godzinach 6- 21, a przecież najwięcej ludzi przychodzi do lokali właśnie wieczorami. Gościom wolno zająć tylko co drugi stolik, a jedna osoba przypada na każde 4 metry kwadratowe powierzchni. Na piątkowej konferencji prasowej premiera może zostać ogłoszone całkowite zamknięcie ich działalności stacjonarnej. Kluby fitness, solaria, baseny i siłownie pozostają zamknięte. Niestety, pomimo racjonalnych argumentów branży na rzecz ich korzystnego wpływu na odporność i kondycję ludzi.
Kinom nie wolno sprzedać biletów na więcej niż jedną czwartą miejsc. Tym razem to ma być dla nich prawdziwa hekatomba, bo bardzo osłabiła je już pierwsza falą pandemii.
Mówimy wprost: jeśli gospodarka będzie „mrożona”, może nie przetrwać wiele polskich biznesów i to z wielu różnych branż. Niestety, mogą to być także te MŚP , którym udało się oprzeć pierwszej fali pandemii.
– Reżim sanitarny generuje dodatkowe koszty, pojawiają się wtedy braki kadrowe z uwagi na zwolnienia lekarskie czy kwarantannę, mniej jest też klientów. Tylko najlepiej przygotowane firmy, i to zarówno od strony organizacyjnej, jak i finansowej, wyjdą cało z tego kryzysu – przewiduje Radosław Woźniak, prezes Europejskiego Funduszu Leasingowego (EFL).

Optymizm przedsiębiorców? Już był
– Po bardzo ciężkich pierwszych tygodniach, od maja sytuacja powoli zaczęła się uspakajać. Przedsiębiorcy zaczęli wracać do normalności korzystając zarówno z rządowych pakietów pomocowych, jak i wsparcia prywatnych instytucji, w tym finansowych – mówi Radosław Woźniak.
Z wrześniowego badania koniunktury „Barometr EFL” wynikało, że zdecydowana większość respondentów (80,3 proc.) planowała zachować dotychczasowy poziom inwestycji, spodziewając się także takiego samego zapotrzebowania na finansowanie zewnętrzne (81 proc.). Firmy chciały inwestować. Wierzyły, że koronawirus słabnie, a gospodarce nie grozi kolejny lockdown.
Najwięcej optymizmu przejawiali przedsiębiorcy prowadzący duże firmy. Ale i więcej średniej wielkości firm liczyło na wyższą niż wcześniej sprzedaż. Niemal 17 proc. zarządzających średnimi biznesami planowało także większe inwestycje. Teraz – jak można przypuszczać – będą z nich rezygnować.
Pozytywnie zaskoczyły też dane makroekonomiczne o wrześniowej produkcji w Polsce. Wzrosła ona o 5,9 proc. rok do roku, a w ujęciu miesięcznym aż o 15,5 proc. Poziom produkcji wrócił niemal do poziomów sprzed epidemii. Najwięcej zyskały firmy eksportujące do innych krajów UE. Dwucyfrowe dynamiki odnotowano m.in. w produkcji komputerów i wyrobów elektronicznych, urządzeń elektrycznych oraz mebli.
– Spadki nastrojów i zwiększona liczba osób zarażonych mogą jednak prowadzić do spadków produkcji przemysłowej – ostrzegają w swojej analizie ekonomiści mBanku.

Co dalej?
Sytuacja zmienia się bardzo szybko i nie wygląda to dziś dobrze. Dla przedsiębiorców ważne jest, by rząd z wyprzedzeniem informował o swoich posunięciach. Ale także to, by był otwarty na rozsądne argumenty i działania, które pomogą wszystkim przetrwać kryzys. Uderzenie, jakie przyjmą na siebie osłabione już pierwszą falą pandemii firmy, będzie tym mocniejsze, im większa jest niepewność, co ma nastąpić i im bardziej firmy będą zaskakiwane zmianami przepisów.
Mogą być i zapewne będą potrzebne kolejne „Tarcze”. Pytanie, czy nas na nie stać? I czy już teraz nie należałoby konstruować pakietu środków i działań, które pozwolą osłonić firmy i gospodarkę przed nowymi ciosami? Z wypowiedzi decydentów wynika, że znaczące pieniądze, którymi dysponują państwowe agendy, mogą zostać przesunięte ze wspierania inwestycji firm na udzielanie pomocy – amortyzowanie skutków nadchodzącego kryzysu. Oby!