Fot. Pixabay

Sytuacja we Włoszech

Włoscy rolnicy są tymi, których najsilniej dotknęła pandemia koronawirusa. Liczba zakażeń w Italii liczona jest już w setkach tysięcy. Ma to ogromny wpływ na funkcjonowanie tamtejszego rynku rolnego. Okres wegetacji we Włoszech rozpoczyna się wcześniej niż w Polsce, stąd już dziś problem związany z brakiem pracowników sezonowych daje się we znaki tamtejszym gospodarzom. Włoskie rolnictwo oparte jest w znacznej mierze na najemnych pracownikach z Rumunii, Słowenii oraz Indii i krajów północnej Afryki.

Dziś, w związku ze znacznymi obostrzeniami na graniach, osoby te albo opuściły kraj, albo odmawiają pracy ze względu na potencjalną groźbę zarażenia się wirusem. Włoscy rolnicy już w lutym apelowali do rządu o interwencję na rynku pracowniczym, przewidując potencjalne problemy. Te pojawiły się już na początku marca. Dziś włoscy rolnicy utrzymują, że w obecnej sytuacji nie będą w stanie zapewnić bezpieczeństwa żywnościowego swoim obywatelom. Jest to o tyle znaczący problem, że zaburzone funkcjonowanie łańcucha dostaw utrudnia import towarów na Półwysep Apeniński.

Pracownicy sezonowi w Hiszpanii

Hiszpański rząd zatwierdził królewski dekret, z mocy którego w roli pracowników sezonowych wystąpią bezrobotni i imigranci. Podstawowym wyznacznikiem przyporządkowania nowych pracowników do gospodarstw będzie kryterium bliskości. Powinni oni przebywać w możliwie najbliższej odległości od gospodarstw. Hiszpańscy rolnicy dziękują rządowi za ten ruch, ubolewając jednocześnie nad faktem, że pracownicy nie stanowią grupy wykwalifikowanej i jako tacy będą musieli przejść proces przeszkolenia. W gronie pracowników sezonowych znajdą się na Półwyspie Iberyjskim te osoby, które, będąc obcokrajowcami, posiadają ważne pozwolenie na pracę i ci wszyscy, którzy korzystają z dotacji, dochodów z rolnictwa lub zasiłków dla bezrobotnych.

Według danych hiszpańskiego resortu rolnictwa, tamtejszy rynek rolny potrzebuje w sezonie nawet 150 tysięcy pracowników sezonowych. Decyzją rządu liczba została ograniczona do około 80 tysięcy. Oznacza to znaczną lukę w zatrudnieniu w rolnictwie, które będzie musiało borykać się także ze znacznymi problemami na rynku cenowym i utrudnieniami w sprawnym transferze towarów.

Problemy w Polsce

Zrzeszenia, związki i spółdzielnie rolnicze funkcjonujące w naszym kraju od kilku tygodni podnoszą alarm związany z potencjalnym brakiem pracowników sezonowych w przededniu sezonu zbiorów. Już dziś znajdujemy się w okresie nowalijek, podczas których rolnicy zauważają problemy z dostępnością rąk do pracy. Sektorem najbardziej narażonym na niedobory pracowników pozostaje sektor sadowniczy, który stanowi istotną część krajowego eksportu artykułów rolno-spożywczych.

Rząd podjął wprawdzie inicjatywę przedłużania pozwoleń na pracę dla pracowników z Ukrainy, zwiększył zaciąg z krajów azjatyckich i uelastycznił zasady czasu pracy. Zdjął też z niektórych pracodawców konieczność uiszczania składek na ZUS i KRUS – to jednak wciąż niezbyt wiele. Polscy rolnicy w sezonie zatrudniają bowiem ponad 120 tysięcy pracowników najemnych – dziś ta liczba może być nawet trzykrotnie niższa.

Jak poprawić sytuację rolników w naszym kraju?

Związki rolnicze apelują o utworzenie specjalnego „zielonego szlaku” dla rolnictwa zarówno w wymiarze krajowym jak i transgranicznym, który miałby obejmować przewóz pracowników, środków ochrony roślin, transport żywności i wszelkich innych elementów mających wesprzeć ten sektor gospodarki. Sytuacja staje się dramatyczna także na innych frontach – rolnikom doskwierać zaczął bowiem także brak części zamiennych do maszyn rolniczych. Gospodarze domagają się także zniesienia barier administracyjnych między przedsiębiorcami, a rolnikami. Problemów jest jednak wiele.

Spółdzielczość rolna remedium na problemy polskiej wsi

Wiele problemów, o których mówią przedstawiciele innych branż, zostały częściowo zniwelowane w branży mleczarskiej. Jej funkcjonowanie opiera się na sprawnym wykorzystywaniu modelu gospodarowania spółdzielczego. Wymiana doświadczeń, maszyn czy pracowników jest tu na porządku dziennym. Podobnie sytuacja ma się choćby we Francji, która, wobec wysokiego poziomu zorganizowania gospodarstw w systemach spółdzielczych, celnie kieruje przepływem siły roboczej. To właśnie na odpowiednim przemodelowaniu rodzimego systemu rolnego i skierowaniu wysiłków na organizowanie spółdzielczości rolnej korzystającej z dedykowanych modeli wsparcia finansowego powinno być oparte powinny być zmiany w kształtowaniu ustroju rolnego. Obecna sytuacja pokazuje wprost, że system zarządzania kryzysowego w rolnictwie w krajach o wysokim wskaźniku obecności gospodarstw spółdzielczych sprawdza się znakomicie. Jest to też model, który pozwoli, dzięki wspólnemu kreowaniu popytu i podaży, na odbudowę tego sektora gospodarki w trudnym czasie po zakończeniu pandemii koronawirusa.

*autor jest Dyrektorem Instytutu Gospodarki Rolnej