Rosyjski „zakład” prezydenta Francji, podobnie jak kiedyś „reset” Baracka Obamy, daje rezultaty, mówiąc dyplomatycznie, bardzo niewyraźne wyniki – pisze na łamach „Le Figaro” Isabelle Lasserre.

fot. Wikipedia

To było najprawdopodobniej potkniecie w komunikacji ze strony Moskwy. Wbrew informacji, jaką podało rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych, Emmanuel Macron nigdy nie otrzymał oficjalnego zaproszenia na defiladę wojskową, która odbyła się 24 czerwca w Moskwie z okazji 75. rocznicy zwycięstwa nad Hitlerem, a która pierwotnie miała mieć miejsce 9 maja, lecz została przełożona z powodu koronawirusa. – Dzięki temu prezydent nie musiał zastanawiać się, czy powinien takie zaproszenie odrzucić, czy też podjąć ryzyko, że posłuży Kremlowi jako gwarant tego, że Rosja liczy się na arenie międzynarodowej – komentuje jedna z osób z francuskich kręgów dyplomatycznych. Ponieważ rosyjski „zakład” Emmanuela Macrona, podobnie jak „reset” dokonany przez Baracka Obamę, przyniósł, mówiąc dyplomatycznie, bardzo niewyraźne wyniki.

Prezydent Macron, najpierw w Wersalu, tuż po tym jak został wybrany na prezydenta, a następnie w Fort de Brégançon, w kurorcie, w którym wypoczywał podczas wakacji w sierpniu 2019 r. zainwestował dużo w rekonstrukcję dialogu z Moskwą. Jest wiele powodów tego lekkiego skrętu we francuskiej polityce wobec Rosji, który został potwierdzony z wigorem latem ubiegłego roku, podczas Rady Ambasadorów. Od czasu swojego przybycia do Pałacu Elizejskiego Macron zawsze bronił idei dyplomacji pragmatycznej, a więc takiej, która oparta jest bardziej na rzeczywistości i analizie faktów niż na ideologicznych przekonaniach.

Prezydent Francji, odnotowując spektakularny powrót Rosji na scenę międzynarodową, wie jednocześnie, że bez udziału Moskwy trudno jest poczynić kroki do przodu, tak aby rozwiązać istniejące konflikty, zwłaszcza te na Bliskim Wschodzie (w Syrii, Libii i Iranie). Macron wie również, że daremne jest planowanie bezpieczeństwa całego kontynentu bez uwzględniania przy tym Rosji. Jak to ujął urzędnik administracji europejskiej wysokiego szczebla: „To poprzez budowanie sojuszy, umacnia się swoją pozycję na arenie międzynarodowej. Jeśli chce się myśleć o sobie jako o potędze, to trzeba rozmawiać ze wszystkimi. Jeśli nie rozmawia się z tymi, którzy się z nami nie zgadzają, a to trzy czwarte krajów tej planety, to ma się rację samemu. Innymi słowy, jak mówi stare powiedzenie, nie ma się racji”.

Kontekst międzynarodowy, od momentu wyboru Donalda Trumpa na prezydenta USA, kontekst, na który Emmanuel Macron miał niewielki wpływ, pomimo wszystkich swoich wysiłków, również przyczynił się do otwarcia się Francji na Rosję. Trzeba zauważyć, że Stany Zjednoczone nie są już wiarygodnym partnerem dla Francji, a jeśli chodzi Chiny, to rozpychają się one agresywnie poza swoje granice. Z kolei naturalny sojusznik Francji w Europie, to znaczy Wielka Brytania, rozczarowuje.

Aby zidentyfikować „tematy, w których jest zbieżność interesów” i odnaleźć ponownie „wspólne interesy oraz stare więzi przyjaźni)” łączące Francję z Rosją, Emmanuel Macron poszedł na pewne ustępstwa. Przede wszystkim walczył o powrót Rosji do zebrań Rady Europy. Jednakże, należy przy tym pamiętać, że ten „wymagający i ambitny dialog zaufania” między Francją a Rosją powinien być budowany „bez zbytniej naiwności i kompromisów”. I tak, Emmanuel Macron, nie zapomniał, że rosyjski prezydent, przed wyborami prezydenckimi we Francji postawił na Marine Le Pen i dlatego pozostał stanowczy, jeśli chodzi o główne wątki dialogu z Rosją. W Wersalu Macron potępił cyberataki, jakie miały miejsce podczas kampanii prezydenckiej we Francji i były skierowane przeciw niemu i wskazał palcem kremlowskie media i działania dezinformacyjne, jakie media te realizowały.

Macron nie nagiął reguł w sprawie Ukrainy i Krymu, twierdząc, wbrew słowom Donalda Trumpa, że grupa G8 nie może przyjąć nowego składu, bez wcześniejszego rozwiązania problemu Ukrainy i Krymu.

Prezydent Francji nie podważył stanowczego stanowiska wojskowego NATO w Europie Wschodniej, gdyż Francja wysłała do Estonii 300 żołnierzy właśnie w ramach NATO.

Pomimo takich środków ostrożności, fakt że Emmanuel Macron wyciągnął rękę do Rosji, oraz to, że wykazał chęć „przebudowy architektury bezpieczeństwa i zaufania w relacjach istniejących między UE a Rosją”, wywołały duże poruszenie w krajach Europy Środkowej i Wschodniej, w krajach, które pozostają bardzo wrażliwe na zagrożenie ze strony Rosji, zarówno z powodów historycznych, jak i geograficznych.

Pierwszy bilans wyników zbliżenia Paryża z Moskwą wydaje się bardzo słaby. W temacie Syrii Władimir Putin nie chciał lub nie mógł wpłynąć na Baszara al-Assada. Kreml nie zdołał też powstrzymać wpływów Iranu w Syrii. Rosja nie pomogła również uratować porozumienia nuklearnego z Iranem. Ale to prawdopodobnie temat Ukrainy jest największym rozczarowaniem polityki Francji wobec Rosji. Dojście do władzy w Kijowie Włodzimierza Żeleńskiego , który chciał wznowienia dialogu z Rosją, rozbudziło nadzieje w Paryżu i Berlinie, na rozwój pokojowego procesu na Krymie, ale Kreml nie chciał ustąpić ani o cal ze swoich zdobyczy z 2014 roku. .

– Zbliżenie z Rosją niewiele przyniosło, ale w 2020 r. zbliżenie będzie jeszcze trudniejsze niż w 2019 r., ponieważ kontekst stał się bardziej skomplikowany –wyjaśnia Tatiana Kastouéva-Jean, dyrektor do spraw Rosji we francuskim instytucie IFRI.

Reforma konstytucyjna autorstwa Putina, która pozwala mu kandydować ponownie w wyborach prezydenckich aż do 2036 r., wprowadza w zakłopotanie francuską dyplomację. – Nie ma już demokratycznego przebrania. Odkrywamy prawdziwą naturę Rosji. Francji trudno jest współpracować z krajem, który już nawet nie udaje, że jest demokratyczny – kontynuuje nasz ekspert.

Tak było już w przypadku Syrii: rosyjskie zaangażowanie wojskowe w Libii skomplikowało również „rozdanie” dla Paryża, który przecież próbował narzucić rozwiązanie polityczne bez angażowania się na miejscu i uczynił libijska sprawę swoim priorytetem.

W swojej nocie, skierowanej do Instytutu Montaigne w Paryżu, a poświęconej francuskiej polityce zagranicznej, Michel Duclos, były ambasador Francji w Syrii, ocenił, że kryzys wywołany koronawirusem zachęca „do pozostawienia otwartych kanałów dialogu z Rosją”, ale dodaje on, że nie należy przy tym „wyolbrzymiać celów dialogu tak, aby pozostać wiarygodnym i tak, aby unikać ponownego rozpalania tego spornego tematu w relacjach z niektórymi naszymi europejskimi partnerami”.

Źródło: Isabelle Lasserre/Le Figaro