Chociaż ludzie lubią robić zakupy na bazarach w miejscach, do których od lat się przyzwyczaili, te – krok po kroku – wypychane są z dobrych lokalizacji. Niektórzy twierdzą, że wprowadzają zgiełk i nieład architektoniczny i tym opiniom miejscy urzędnicy lubią nadstawiać ucha. Jedna z bitew o miejskie i przylegające do niego prywatne targowisko, toczy się z władzami miasta Piotrkowa Trybunalskiego już od prawie roku i właśnie zmierza ku końcowi.

30 września może zostać podjęta przez radnych miejskich Piotrkowa Trybunalskiego uchwała, która spowoduje zniknięcie największego targowiska w mieście. Jak to możliwe? Likwidacja jest przeprowadzana krok po kroku. Tak, by jak najmniej bolało. By pokonać opór kupców „na raty”. Najpierw, 27 listopada zeszłego roku (z mocą wejścia w życie od początku 2020) Rada Miasta Piotrkowa Trybunalskiego podjęła uchwałę o podwyżce opłaty targowej od kupców o średnio… 300-500 procent. Jakby tego było mało, wprowadzono też osobną płatność za sprzedaż z pojazdów. Reprezentacja kupców zgłaszała protesty do wszelkich możliwych władz lokalnych i centralnych. Jak dotąd, bezskutecznie. Regionalna Izba Obrachunkowa w Łodzi nie dopatrzyła się w podwyżkach niczego niewłaściwego.

Na list otwarty kupców do Prezydenta Piotrkowa Trybunalskiego Krzysztofa Chojniaka, z 20 sierpnia bieżącego roku, wyrażający niepokój co do możliwej likwidacji targowiska miejskiego, odpowiedział, 7 września, Zarząd Dróg i Utrzymania Miasta (jako organ wykonujący tu władztwo w imieniu prezydenta), że nie planuje się likwidacji targowiska, a tylko „zmiany organizacyjne”, które mają „poprawić komfort mieszkańców, usprawnić rozwiązania komunikacyjne i ograniczyć obszar, na którym odbywa się handel”, a o ostatecznych decyzjach kupcy mają być informowani.

Niespodziewany cios

Radni otrzymali właśnie projekt uchwały RM przygotowany 4 września tego roku. Zakłada on coś przedziwnego: na targowisku w okolicy Hali Targowej handel miałby się odbywać tylko określonymi produktami; artykułami spożywczymi, ogrodniczymi, warzywami i owocami. Wykluczono natomiast drobne AGD czy tekstylia.

Miasto twierdzi, że chce poprawić komfort życia mieszkańców osiedli sąsiadujących z targowiskiem, więc chodzi tu zarówno o wyeliminowanie uciążliwości związanych z utrzymaniem czystości i porządku, dojazdem i parkowaniem przy posesjach, zakłócaniem spokoju i dewastacją terenów zielonych, jak też o zagwarantowanie bezpieczeństwa ruchu drogowego i pieszego „przy jednoczesnym zachowaniu możliwości kontynuowania prowadzonej od lat na tym obszarze działalności targowej w znacznie korzystniejszych warunkach handlu, zarówno dla samych kupców, jak i wszystkich obecnych i potencjalnie nowych klientów.”
Widać ziemniaki i jabłka poprawiają komfort, ale bluzki i drobne przedmioty potrzebne w domu – już nie. Ale to jeszcze nie wszystko.

Z rozwagą, a nie przez zaskoczenie

Podczas najbliższej sesji Rady Miasta (30 września) radni i urzędnicy; ci będący głosem miasta oraz przedstawiciele prezydenta Piotrkowa Trybunalskiego, niespodziewanie będą omawiać wyłączenie najbliższych terenów wokół Hali na ul. Targowej – przede wszystkim terenu prywatnego targowiska firmy WBH-A Staszór SP.J. – z targowisk miejskich. Tam opłata za metr kwadratowy powierzchni ma się skomercjalizować i wzrosnąć z 3 aż do 25 zł. Dlaczego? Bo „istnieje pilna konieczność uporządkowania działalności handlowej prowadzonej w formie targowiskowej na miejscach wyznaczonych do handlu na gruntach należących do Piotrkowa Trybunalskiego w ciągu ulicy Targowej oraz na terenach prywatnych, leżących w bezpośrednim sąsiedztwie tj. przy ul. Sienkiewicza, tak aby nie stwarzała trwających od lat uciążliwości dla mieszkańców osiedla położonego przy ul. Targowej” – argumentuje miasto.
Nie trzeba dodawać, że tak wysokie opłaty przegonią kupców. Handel tam stanie się zwyczajnie nieopłacalny.

Zarówno kupcy z Targowiska Miejskiego, jak i firma WBH-A Staszór SP.J. są nieprzyjemnie zaskoczeni projektowaną uchwałą. Nikt jej z nimi nie konsultował, chociaż dotyczy ona ich samych i ich rodzin oraz wielu mieszkańców Piotrkowa Trybunalskiego. Proszą i stanowczo domagają się dyskusji i szerokich konsultacji społecznych i oczywiście odroczenia głosowania nad projektem uchwały.

Faktycznie, czy nie lepiej byłoby oficjalnie zapytać mieszkańców miasta, gdzie by chcieli mieć główne targowisko (i jak miałoby być zorganizowane) i doprowadzić do spotkania ze wszystkimi, w pełnym składzie reprezentacji zainteresowanych stron? A dopiero potem podjąć – rozważną – uchwałę.