Jesteśmy głęboko przekonani o tym, że większość przedsiębiorców jest przeciwna rozkręcaniu nowej histerii tzw. czwartej fali koronawrusa oraz szczepiennemu terrorowi. Coraz częściej wprost mówią też o tym co odważniejsi lekarze z dużym autorytetem środowiskowym, a także przedsiębiorcy i eksperci.

czwarta fala koronawirusa - grafika wpisu

Jak wiadomo przekaz oficjalny, wychodzący z resortu zdrowia jest taki: jeśli się wszyscy nie zaszczepią, najpóźniej jesienią czeka nas czwarta fala i lockdown. Nacisk na szczepienie, które teoretycznie jest dobrowolne, wyraźnie się wzmaga. Jakby naciskający i grożący czwartą falą koronawirusa nie chcieli dostrzec paradoksu tkwiącego w tak pojmowanej „dobrowolności”. Bo ci, którzy szczepionek nie przyjmą, muszą liczyć się z wieloma ograniczeniami praw obywatelskich.
Taki jest ten „wolny” wybór. Tyle że to jest pseudo wybór. To jest faktycznie autorytarny nacisk, na dodatek ze wsparciem potężnego aparatu państwowo-medialnego.

Lockdown jest złem

Wybitny specjalista, prof. dr hab. nauk med. Piotr Kuna uważa, że zarządzający epidemią COVID-19 obrali zły kierunek. Należy zrezygnować ze straszenia społeczeństwa, zacząć mówić prawdę i przedstawiać wyniki badań naukowych. To nimi, a nie emocjami, powinni kierować się rządzący przy podejmowaniu decyzji. Profesor Kuna ma absolutną rację: powinno się – na dobry początek – zakończyć medialne epatowanie liczbami nowych infekcji i zgonów. W niczym nie pomagają, tylko szerzą złe emocje i budują oparte na strachu nastroje w społeczeństwie.
– Powinniśmy jak najszybciej zrezygnować też z określenia „czwarta fala”. Trzeba też przestać używać słowa „pandemia” i zacząć traktować tego wirusa normalnie, jak każdego sezonowego wirusa wywołującego infekcję dróg oddechowych – mówi prof. Piotr Kuna w rozmowie z portalem Medoned. – Lockdown jest złem. Obok nieodwracalnych konsekwencji ekonomicznych skutkuje zaciągnięciem długu zdrowotnego, który społeczeństwo będzie spłacać latami. Bardzo wiele osób nie może dostać się do lekarza czy do szpitala i przerywa leczenie. Rośnie liczba chorób nowotworowych, układu krążenia i chorób psychicznych. Ich leczenie będzie nas kosztowało dużo więcej niż cała pandemia koronawirusa – dodaje profesor.

Wydumana czwarta fala zaleje gospodarkę?

„Czwarta fala COVID-19 (…) może jednak znaleźć pewne odzwierciedlenie w nastrojach gospodarstw domowych i przedsiębiorstw. Jeśli na to nałożymy kwestie ograniczeń podażowych, które będą wiążące jeszcze przez kilka miesięcy, okaże się, że czas podwyżek prognoz dla polskiej gospodarki już minął” – ostrzega, przyglądając się sprawie od strony ekonomicznej, Piotr Bartkiewicz, ekspert departamentu analiz makroekonomicznych Banku Pekao.

Kolejny lockdown zostanie wpisany w czwartą falę i wygeneruje znaczące koszty dla gospodarki, przekładające się na następny wzrost zadłużenia.
– Wzrosło ono o 290 mld zł, chciałbym przypomnieć, bo deficyt budżetu państwa, który niby reprezentuje całe finanse, to było tylko 80 mld zł, zaś prawdziwy dług wzrósł aż o prawie 300 mld złotych. (…) Czwarta fala grozi kolejnym wzrostem zadłużenia i zamknięciem branż – powiedział wprost, w programie „Money. To się liczy”, dr Sławomir Dudek, główny ekonomista FOR.

– Gdyby nastąpił taki wzrost zachorowań, że trzeba by było znowu jakieś szczególne środki włączać, to nie za pomocą blokady gospodarki (…). Gdyby znowu powtórzyć blokowanie tych branż, które były blokowane, to myślę, że one nie są w stanie być dalej zamknięte i przetrwać. Trzeba robić wszystko, żeby gospodarki nie blokować! – apeluje Adam Abramowicz, rzecznik MŚP na sejmowej Komisji Gospodarki i Rozwoju. – Zamykanie, lockdowny są niezwykle kosztowne dla całego społeczeństwa. Rząd mówi o 240 mld zł, które zostały skierowane do firm, żeby uchronić miejsca pracy i firmy przed bankructwem, a jak te 240 mld zł podzieli się na ilość mieszkańców Polski, to na czteroosobową rodzinę wyjdzie 25 tys. złotych. To jest suma kolosalna. Nie ma mowy, aby teraz to oddać (…). Czy stać nas dalej na blokowanie gospodarki? Naszym zdaniem: nie (…). Nie zamykajmy już gospodarki, bo skutki będą opłakane – postuluje Abramowicz.

Restrykcje nieadekwatne do sytuacji

– Wiele restrykcji już w przeszłości było nieadekwatnych do sytuacji i aktualnej, zmieniającej się wiedzy na temat wirusa. Karanie za brak maseczek to dobry przykład – tak z kolei wypowiedziała się w portalu Medonet prof. dr hab. n. med. Ryszarda Chazan z Akademii Medycznej.

Spójrzmy na chwilę za granicę. Brytyjski premier Boris Johnson był niechętny, by zaostrzać restrykcje, gdy jesienią zeszłego roku wzrosła liczba zakażeń koronawirusem – ujawnił to właśnie jego były główny doradca Dominic Cummings. Johnson chciał pozwolić koronawirusowi „przepłynąć przez kraj” (i nie zniszczyć gospodarki). Jednak 31 października ubiegłego roku Boris Johnson ostatecznie ogłosił czterotygodniowy lockdown w Anglii. Co – czy raczej kto – tak na niego wpłynął, że nagle zmienił zdanie?

Ucierpią prawa i wolności obywatelskie

Poseł i przewodnicząca Parlamentarnego Zespołu ds. Sanitaryzmu Anna Maria Siarkowska chyba za dużo powiedziała ostatnio w wywiadzie w Radiu WNET. Jej wypowiedź można interpretować jako swoiste ostrzeżenie. – Jeżeli ktokolwiek uważa dzisiaj, że samo zaszczepienie się rozwiąże tę sytuację i że naprawdę wrócimy do normalności, jeśli się wszyscy zaszczepią, to uważam, że też jest po prostu w błędzie – tłumaczyła Anna Maria Siarkowska.
A nie to właśnie nam jeszcze niedawno obiecywano?!

Odnosząc się do tzw. paszportów/przepustek kowidowych pani poseł stwierdziła, że jest to rozwój wypadków, którego – niestety – spodziewała się już od wielu miesięcy, obserwując ze szczegółami, w jaki sposób pewne rzeczy są komunikowane przez poszczególne rządy i do czego to wszystko zmierza. – Decyzje (rządu – przyp. red.) świadczą o tym, że to, co nazywamy sanitaryzmem, czyli podporządkowanie walce z epidemią wszystkich dziedzin naszego życia; życia społecznego, gospodarczego, kulturalnego – to wszystko się po prostu dzieje i niestety na tym najbardziej ucierpią prawa i wolności obywatelskie.
Więcej nic mówić już pani poseł nie musiała i nie musi. Wszystko jasne.

Dyskryminacja jest zabroniona

Jakby wybiegając przed fakt wywierania rosnącej presji na ludzi w kwestii tzw. szczepień, straszenia kolejnym lockdownem i falami epidemii (w tym terroryzowana pracowników w niektórych firmach) oraz uprzedzając faszystowskie próby segregacji sanitarnej Europejski Trybunał Rady Europy orzekł – jeszcze 27.01.2021 r., w uchwale 2361/2021 – m.in. to, że nikt nie może być szczepiony wbrew woli, pod presją; co wyrażono w punkcie 7.3.2 w taki sposób: „zapewnić (należy – przyp. red.), aby nikt nie był dyskryminowany z powodu braku szczepienia, z powodu potencjalnego zagrożenia dla zdrowia lub braku chęci poddania się zaszczepieniu”. Uchwała wzywa też państwa członkowskie do informowania przed szczepieniem, że nie jest ono obowiązkowe.

Dyskryminacja została również wyraźnie zabroniona w przypadku istniejących zagrożeń dla zdrowia lub gdy dana osoba nie chce się zaszczepić. Producenci szczepionek są zaś zobowiązani do ujawnienia wszelkich informacji dotyczących ich bezpieczeństwa – czego często nie robią (źródło).

Jeszcze jest czas. Ostatni czas, by zawrócić ze złej drogi. Zrezygnować z fatalnej metody walki z tzw. pandemią i jej „wyznaczoną” kolejną falą.