30 stycznia 1972 roku w niedzielne popołudnie w Derry (Londonderry) w Irlandii Północnej żołnierze brytyjscy otworzyli ogień do pokojowego pochodu zorganizowanego przez Northern Ireland Civil Rights Association – organizację prowadzącą kampanię na rzecz praw obywatelskich dla katolickiej mniejszości. Od angielskich pocisków zginęło wtedy czternastu demonstrantów. „Krwawa niedziela” – jak później nazwano tę masakrę – do dzisiaj jest niezabliźnioną raną w relacjach angielsko-irlandzkich.

Pomnik poświęcony ofiarom "krwawej niedzieli" (fot. domena publiczna)

W historii Irlandii i Polski gołym okiem można dostrzec pewne podobieństwa. Rzeczpospolita przez 123 lata była pod zaborami, Irlandia o wiele dłużej pod jednym „zaborem” – angielskim, który zdaniem wielu w przypadku Irlandii Północnej trwa do dzisiaj.
Zielona wyspa do dzisiaj też pamięta o prześladowaniu swoich synów – w ogromnej większości będących katolikami – przez Anglików-protestantów. To angielscy purytanie pod wodzą Olivera Cromwella dokonali krwawego ludobójstwa wycinając w pień niemal czterdzieści procent mieszkańców wyspy. Irlandczycy byli bowiem znienawidzonymi papistami – jak nazywano katolików. Zresztą, na marginesie, to nie kto inny, tylko Oliwer Cromwell namawiał protestanckich Szwedów do napaści na innych katolików – tak, tych mieszkających w Rzeczpospolitej.

Niezłomni Irlandczycy, mimo spadających na nich hekatomb, wielokrotnie chwytali za broń pragnąc wolności. Niepodległość wywalczyli po kolejnym zrywie, w roku 1921. Wtedy to powstało wreszcie Wolne Państwo Irlandzkie, jednakże okrojone o sześć hrabstw północnej prowincji Ulster, które pozostały w granicach Zjednoczonego Królestwa. W Ulsterze protestanci przejęli pełnię władzy, zdominowali urzędy, sądy, policję. Miejscowych katolików uznali za element wywrotowy, za papistowskich rebeliantów, a w najlepszym razie – za obywateli drugiej kategorii.

Katolicka mniejszość Ulsteru nie zamierzała pogodzić się z tą „segregacją religijną”. Od 1968 roku katolicy zaczęli walczyć o swoje. Ich pokojowe marsze zaczęły być rozpędzane przez angielskich żołnierzy i protestanckie bojówki – Irlandczycy także sięgnęli po broń (dość wspomnieć o IRA). W 1969 roku Ulster stanął na krawędzi wojny domowej, jednak wielu Irlandczyków wierzyło, iż podstawowe „wolności” i zrównanie praw protestantów i katolików uda się wywalczyć pokojowo.

Pokojowy pochód katolików

W marszu, który 30 stycznia 1972 roku zaczął się około godziny 15.00, brało udział 10-15 tysięcy osób. Uczestniczył w nim m.in. Edward Kevin Daly, wikary z katedry Świętego Eugeniusza w Derry (ang. Londonderry) w Irlandii Północnej. Miał to być pokojowy marsz w obronie prześladowanych katolików dlatego organizatorzy – Stowarzyszenia Praw Obywatelskich Irlandii Północnej (NICRA)  dołożyli starań, aby nie doszło do starć. Swoimi kanałami skontaktowali się nawet z IRA, by ta nie wysyłała w rejon marszu uzbrojonych bojowników. Co ciekawe, władze Ulsteru zadecydowały że pozwolą, by marsz przeszedł przez katolickie dzielnice Derry, a jedynie nie dopuszczą do tego, by dotarł on pod miejski ratusz, by nie dopuścić do wiecu.

Niestety marsz miał być kontrolowany przez cieszący się złą sławą 1 Pułk Spadochronowy Brytyjskiej Armii. To żołnierze tej jednostki dokonali w sierpniu 1971 r. masakry w Ballymurphy w Belfaście zabijając 11 osób. Marsz katolików ruszył około 15-tej. Godzinę później pochód zamienił się w krwawą masakrę. Angielscy spadochroniarze postrzelili 26 osób, z czego 14 zginęło. Niektóre ofiary miały ślady po strzale w plecy, a sześcioro zabitych nie miało ukończonych 17 lat.

Sunday Bloody Sunday

Masakra bezbronnych demonstrantów z 30 stycznia 1972 wstrząsnęła mieszkańcami podzielonej wyspy. W Republice Irlandii tłum spalił brytyjską ambasadę w Dublinie przy nieformalnej aprobacie policji. „Krwawa niedziela” obrosła legendą – stała się inspiracją dla poetów i piosenkarzy, a piosenki o niej (np. Sunday Bloody Sunday zespołu U2) stały się hymnem zemsty dla tych Irlandczyków, którzy chcieli odpłacić Anglikom za śmierć swoich braci.

W następnych latach, w amoku zabijania, po obu stronach padło wielu niewinnych cywili. Do 10 kwietnia 1998 roku, kiedy to Irlandia i Wielka Brytania podpisały porozumienie pokojowe, w Ulsterze zginęło ponad trzy i pół tysiąca ludzi. W czerwcu 2010 roku premier David Cameron przeprosił w imieniu państwa brytyjskiego za te wydarzenia i powiedział, że zabójstwa były „nieuzasadnione i nie dające się usprawiedliwić”. Skończyło się na „przepraszam”. Za wydarzenia z Bloody Sunday brytyjscy żołnierze, którzy strzelali do bezbronnych demonstrantów, do dnia dzisiejszego nie zostali pociągnięci do odpowiedzialności.

Poprzedni artykułNie ma to jak pracować w KGHM
Następny artykułPrzedsiębiorcy potrzebują deregulacji