Jedna rzecz łączy wszystkie nasze obecne problemy – to żądza realizacji własnych, większych czy mniejszych, utopii politycznych i ambicji.

Nie tak dawno, bo rok temu, cały świat przedwcześnie świętował schyłek pandemii. Liczba zakażeń malała, liczba zaszczepionych wzrastała, a co dla ekonomistów najważniejsze – gospodarki odrabiały straty po miesiącach lockdownów i zakłóceń. Cały II i III kwartał 2021 r. to czas rekordowych wyników indeksów giełdowych, rekordowych wzrostów PKB liczonych rok do roku i rekordowo niskiego bezrobocia. Wskaźniki te były, rzecz jasna, pompowane ekspansywnymi politykami fiskalnymi i monetarnymi. Dziś całemu światu przychodzi płacić odsetki od wystawnego życia.

A nad nami wisi widmo dalszych zagrożeń. Na pierwszym planie jest oczywiście niepewna sytuacja geopolityczna związana z atakiem Rosji na Ukrainę. Konieczność zwiększonych wydatków na obronność przekładać się będzie na zmianę struktury budżetów państw. To jest problem nr 1.

Wojna podgrzewa inflację (drugie zagrożenie), która i bez niej zapewne śrubowałaby niewidziane od kilkunastu lat rekordy wzrostu. Politycy dodrukowali pieniądze. Podniosło to ceny. Prosty i sprawdzony od wieków mechanizm.

Walcząc z inflacją należy podnosić stopy procentowe. Jest to konieczne działanie. Trzeba gasić pożar. Na pocieszenie dla obywateli-kredytobiorców – nie tylko oni płacą wyższe odsetki. Koszty obsługi długów rządowych także rosną. Obsługa zadłużenia publicznego będzie coraz bardziej istotną pozycją w budżetach państw. Mamy zatem trzeci problem.

I teraz łącząc trzy powyższe kwestie: 1) skoro państwo nie będzie mogło wydawać, na co chce, z uwagi na inne wydatki; 2) skoro ceny kredytów są wysokie oraz 3) skoro państwo będzie musiało płacić o wiele więcej za obsługę długu publicznego, to nie zobaczymy na rynku inwestycji. Nie będzie inwestował sektor publiczny, nie będzie inwestował sektor prywatny. Jest to problem nr 4.

Katalog globalnych zagrożeń nie został zamknięty. Kolejna kwestia to droga energia, co jest oczywiście w pewnym stopniu skutkiem wojny. Ale i bez wojny mielibyśmy rekordowe ceny prądu. Regulacje unijne, spekulacje w systemie ETS, polityki klimatyczne i uzależnianie się od jednego rosyjskiego dostawcy zrobiłyby swoje na rzecz wzrostu cen.

Jest jedna rzecz, która łączy te wszystkie problemy. To żądza realizacji własnych, większych czy mniejszych, utopii politycznych i ambicji. Problemem numer jeden jest realizacja groźnych i wielkich wizji podbojów państw w imię imperialnych wizji i błędnej diagnozy swoich możliwości. Turbulencje inflacyjne i wysokie stopy to skutek dodruku pieniądza i ekspansywnych polityk fiskalnych, by naprawić wykreowane przez rządy problemy związane z wprowadzonymi lockdownami. Niskie inwestycje, poza opisanymi wcześniej przyczynami, są także efektem wprowadzania skomplikowanego i nieprzewidywalnego prawa w okresie prosperity. Polityki klimatyczne i regulacje unijne to realizacja wylobbowanych (jak się okazuje, częstokroć przez Rosjan) wizji struktury sektora energetycznego w państwach Zachodu wbrew ekonomicznym racjom.

Teraz politycy wszelkich maści i narodowości będą bohaterstwo walczyć z problemami, do których sami przyłożyli ręce i które sami stworzyli. A wystarczyło dać ludziom żyć oraz działać.
I opierać swoje działania na chłodnych ekonomicznych analizach.

Poprzedni artykułSzał regulacyjny Unii nie opuszcza
Następny artykułPoznaliśmy najnowszy rating Polski