Ceny paliw biją historyczne rekordy, przekraczając nawet 6 zł za 1 litr w przypadku benzyny 98-oktanowej, a to odbija się na cenach towarów konsumpcyjnych. Wzrost cen paliw może również spowodować lawinę tak zwanych kalkulowanych L4, zwłaszcza w najsłabiej opłacanych sektorach. Jak to możliwe?

Jak pokazują dane Głównego Urzędu Statystycznego z 2012 roku, kiedy ceny autogazu były zbliżone do aktualnych, w najgorzej opłacanych branżach zauważono nie tylko niedobory pracowników, ale także wzrost zwolnień lekarskich. Należy pamiętać, że w dobie koronawirusa nie każdy może sobie pozwolić na pracę zdalną. W sytuacji, kiedy koszty dojazdu do pracy pożerają znaczną część wynagrodzenia, po prostu… nie opłaca się pracować. Zamiast rezygnować z zatrudnienia, lepiej udać się więc na tak zwane kalkulowane L4 – zachować etat, ubezpieczenie zdrowotne, a przy okazji otrzymać 80 proc. pensji.

Jak tłumaczy dla portalu prawo.pl Mikołaj Zając, prezes Conperio, ekspert rynku pracy zajmujący się problematyką absencji chorobowych, obecna sytuacja pandemicza i wynikające z niej teleporady sprzyjają nadużyciom.

– Zwolnienie lekarskie można obecnie załatwić w 20 minut przez Internet. Pracownik nie musi wychodzić nawet po nie do lekarza. (…) W jednej z kontrolowanych przez nas firm podwładny prowadził zeszyt, w którym zapisywał wydatki na benzynę, zarobione pieniądze oraz utracone wynagrodzenie. Były takie tygodnie, w których nie przyjeżdżał do zakładu pracy, bo, jak sam przyznał podczas kontroli, bardziej opłacało mu się zostać w domu – przyznaje Zając.

Swego czasu amerykański ekonomista Gary Stanley Becker, laureat Nagrody Nobla, zasłynął twierdzeniem, że ludzie zachowują się tak, jakby kalkulowali, nawet jeśli tego nie robią. Cóż, jak widać, na każdym kroku potwierdza się jego teza.