Fot. Pixabay

Kontrowersyjna jakość materiałów medycznych pochodzenia ​​chińskiego spowodowała, że w holenderskiej prasie pojawiły się zarzuty, jakoby azjatyckie firmy próbowały wzbogacić się na pandemii koronawirusa. Na odpowiedź strony chińskiej nie trzeba było długo czekać. W poniedziałek ambasador Chin w Hadze Xu Hongo w wydanym oświadczeniu stwierdził, że „wadliwą partię 600 000 maseczek, którą Holendrzy kupili od chińskiego producenta, należy traktować jako wypadek przy pracy”. Ambasador wyraził również nadzieję, że powstała sytuacja nie wpłynie na relacje handlowe pomiędzy krajami.

Tymczasem, jak pokazują informacje płynące z różnych stron świata, przypadek holenderski nie jest odosobniony.

Turcja

Turecki rząd zakupił ponad 350 000 chińskich zestawów do wykrywania koronawirusa. Jak powiedział Ateş Kara, członek naukowego komitetu doradczego rządu tureckiego ds. Koronawirusa: „Dostarczona partia była totalnie bezużyteczna. Margines błędu w testach był zbyt wysoki. Chcieliśmy zakupić dokładne testy, a nie coś takiego”.

Holandia

Ponad połowa z 1,3 miliona masek FFP2, wykorzystywanych przez pracowników służby zdrowia w leczeniu krytycznych pacjentów zakażonych COVID-19, okazała się wadliwa. Chińskie maski zamiast pomagać, stanowiły realne zagrożenie dla lekarzy i pielęgniarek. Co więcej, pomimo zapewnień producenta, nie spełniały nawet minimalnych wymagań bezpieczeństwa. Dostarczone maski w przeważającej części były źle skrojone, na skutek czego nie przylegały do twarzy. Ponadto znajdujące się w nich filtry, które powinny powstrzymywać cząsteczki wirusa, nie działały poprawnie.

Jak potwierdziło holenderskie Ministerstwo Zdrowia, wszystkie wadliwe maski, które zostały zakupione w trybie pilnym z Chin i rozprowadzone między szpitalami, zostały odzyskane.

Czchy

Czechy to kolejny kraj, który miał problem z zamówieniami z Chin. W otrzymanej przesyłce zawierającej 150 000 szybkich testów na koronawirusa, aż 80 proc. zestawów było uszkodzonych. Zamówione testy miały dawać wynik w 15 minut, ale jak się okazało, ich dokładność była na poziomie rzutu monetą. Z tego powodu czeski rząd pozostał przy konwencjonalnych testach laboratoryjnych, marnując tym samym ponad 546 000 dolarów.

Niemcy

Bez problemów nie obyło się także u naszych zachodnich sąsiadów, którzy również zostali oszukani, ale w tym przypadku nie przez żadną chińską firmę. Niemcy zamówili ponad sześć milionów masek typu FFP2 do zaopatrzenia niemieckich sił zbrojnych od jednego ze swoich dostawców z Kenii. Paczki miały dotrzeć do Niemiec 20 marca, ale zniknęły na lotnisku. Nadal nie wiadomo, w jaki sposób doszło do utraty zakupionego sprzętu.

Tymczasem niemiecki rząd zapewnia, że zamierza jak najszybciej wyjaśnić całą sprawę i nie dopuści do utraty 241 milionów euro – bo tyle kosztował zakupiony od Kenijczyków towar.

Borrell zarzuca Chinom obłudę

Josep Borrell, wysoki przedstawiciel ds. polityki zagranicznej i bezpieczeństwa UE, kilka dni temu na Twitterze opublikował kontrowersyjny artykuł, którego autorzy twierdzili że “hojna polityka” Chin polegająca na pomocy humanitarnej krajom UE, to cicha propaganda, na której zyskać chce Pekin. Opublikowany artykuł Borrell opatrzył następującym wpisem: „Czasami mówi się, że wojen nie wygrywa się taktyką, a nawet strategią, ale logistyką i komunikacją. Wydaje się, że dotyczy to również COVID-19: ten, kto najszybciej odpowie i najszybciej wyciągnie wnioski, skutecznie komunikując się z obywatelami i całym światem, zostanie wzmocniony ”.

W kontekście wypowiedzi Borrella zagraniczne media zwracają uwagę na postawę chińskiego koncernu Huawei, który po pierwszej partii przesłanych do Europy darów w postaci maseczek zapowiedział zaprzestanie produkcji materiałów medycznych. Chińska firma szybko jednak zmieniła swoje stanowisko, podając do publicznej wiadomości informację, że nie zamierza zaprzestać pracy nie tylko nad maseczkami, ale także nad siecią, aby wszyscy mogli pozostać w kontakcie w tym trudnym czasie.