Azjatycki gigant zacieśnia współpracę z Putinem i buduje kolejną sztuczną wyspę na Morzu Południowochińskim, co zagraża szlakowi handlowemu, którym przemieszczają się dwie trzecie światowego towaru. Chiny podsycają swój gospodarczy ekspansjonizm i pozostają głuche na ostrzeżenia Zachodu.

tookapic/Pixabay

Chiny przeciwstawiają się światowym i międzynarodowym prawom, a tworzenie wysp podsyca ich ekspansjonistyczne zapędy. Komunistyczna władza jest głucha na ostrzeżenia USA o czerwonych liniach i kontynuuje prace prowadzone przez arsenał łodzi i koparek, od 2013 r. budując kolejną sztuczną wyspę, na której umieszcza nie tylko swoją flagę, ale przede wszystkim broń. Postępując w ten sposób Chiny – i należące do nich państwowe firmy rybackie i naftowe – roszczą już sobie prawo do suwerenności nad prawie całym Morzem Południowochińskim oraz wszystkimi zasobami znalezionymi na obrzeżach tych nowych kawałków ziemi, ignorując interesy innych krajów na tym obszarze.
Morze Południowochińskie przylegające do Pacyfiku zajmuje 3,5 mln kilometrów kwadratowych, co odpowiada całej UE (bez Hiszpanii i Portugalii).

Nowe wyspy, nowe konflikty

Admirał Harry Harris opisał ten chiński proceder jako „budowanie Wielkiego Muru z piasku”. To tak jakby między Cieśniną Gibraltarską a Marokiem stworzyć nowe terytorium na wodach międzynarodowych. Tworząc nowe wyspy Chiny wchodzą w konflikt z Tajwanem na północy, Filipinami na wschodzie, Indonezją, Malezją, Brunei na południu i Wietnamem na zachodzie.

Aby zrealizować plan, Chiny znów wykorzystały swój klejnot koronny – Tian Kun Hao – największy statek Azji nazywany „twórcą magicznych wysp”. To pogłębiarka, która budując nowe wyspy jest w stanie wykopać duże odcinki dna morskiego i przesunąć je nawet 15 kilometrów. Może wywiercić 6000 metrów sześciennych materiału na godzinę i sięgnąć 35 metrów pod powierzchnię morza. Tnie materiał z dna morskiego, piasek, koralowce lub błoto.

Działania władz Państwa Środka niepokoją resztę świata. Nicolas Chaillan, były guru ds. technologii w Pentagonie stwierdził nawet: „jesteśmy blisko nowego Pearl Harbour”. Fernando Cortiñas, profesor w IE Business School w Madrycie wyjaśnia, że projekt nowej sztucznej wyspy jest niczym innym jak przedłużeniem Jedwabnego Szlaku i chęcią wyparcia Stanów Zjednoczonych ze sceny globalnej. To nie przypadek, że amerykańscy marines, podczas prób manewrów z Japonią, odkurzają podręczniki strategii wojskowej na wyspach, których używali podczas II wojny światowej.

Zdaniem Cortiñasa morski wzrost Chin oznaczać może konflikty z Japonią na Morzu Wschodniochińskim, na Oceanie Indyjskim z Indiami, a na Pacyfiku ze Stanami Zjednoczonymi. Obejmą one także inne mniejsze kraje w regionie.

Z kolei – jak wskazuje Inés Arco, badaczka z Cidob (hiszpańskiego think tanku zajmującego się badaniami w dziedzinie stosunków międzynarodowych) – przez ten obszar przechodzi 80 procent światowego handlu, dlatego chiński ruch jest istotny. „Budowa sztucznych wysp i prace w zakresie infrastruktury cywilnej mają podwójne zastosowanie, to znaczy mogą być też wykorzystywane do celów wojskowych, jeśli wymaga tego sytuacja. Ponadto ważne jest, aby podkreślić negatywny wpływ tych działań na środowisko” – wyjaśnia Arco.

Dewastacja środowiska morskiego

Víctor Yepes, doktor inżynierii lądowej, kanałów i portów oraz profesor inżynierii budowlanej na Politechnice w Walencji wyjaśnia, że „w przypadku sztucznych wysp procesy budowlane mają olbrzymi wpływ na środowisko, ponieważ polegają na pobieraniu materiałów z dna morza”. Pogłębiarki, takie jak Tian Kun Hao, mają zanurzalną głowicę tnącą (przecinak) i urządzenia ssące – dodaje.

Technikę stosowaną przez Tian Kun Hao można zobrazować jako budowanie laguny otoczonej murem oporowym z koralowców. „Wprowadzają łodzie do tej laguny, wkładają piasek, beton, kamienie i wypompowują wodę z tej linii koralowców. Pogłębiają zewnętrzny obwód wyspy, tworząc porty głębinowe, w których cumują statki” – mówi Cortiñas.

Chińskie Morze Południowochińskie?

Chiny skłaniają się do zajęcia Morza Chińskiego odtwarzając mapę z 1947 r. Zdaniem Cortiñasa, Chiny za wszelką cenę chcą przejąć Morze Południowochińskie, bo to oznacza ogromne zasoby gazu i ropy oraz możliwość kontroli przepływu statków, które zaopatrują m.in. Tajwan, Koreę Południową i Japonię. Obserwując postrach, jaki wśród europejskich polityków sieje szantaż energetyczny Rosji, Chiny pragną podążać drogą gospodarczego terroru. Na tym obszarze żyje około dwóch miliardów ludzi, czyli jedna trzecia światowej populacji. Zgodnie z międzynarodowymi przepisami, kraj posiadający wyspę ma prawo do zasobów w promieniu do 370 kilometrów wokół niej. Na tym polega chiński podstęp.

Jak podają przedstawiciele amerykańskiej armii Chiny na sztucznych wyspach umieszczają systemy obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej. Zdaniem Pekinu militarna zabudowa jest konieczna, ponieważ na Morzu Południowochińskim Amerykanie mają rozmieszczone swoje okręty wojenne. Napiętej sytuacji nie poprawiają działania Rosjan, którzy – aby wesprzeć Chiny – wysłały w ten rejon swoje okręty.
To, co dzieje się na Morzu Południowochińskim może wydarzyć się też na Pacyfiku. Fakt, że Tian Kun Hao znów wszedł do akcji oznacza, Chiny nie porzuciły swoich imperialistycznych zapędów. Zdaniem Cortiñasa rozwiązania „problemu chińskiego” nie należy odkładać na potem, bo potem może być już za późno. Zwłaszcza że współpraca chińsko-rosyjska nabiera rozpędu, a jak zapewniał prezydent Chin Xi Jinping na czerwcowym forum ekonomicznym w Petersburgu, w tym roku wymiana handlowa między obydwoma krajami będzie na rekordowo wysokim poziomie.

Poprzedni artykułGiganci finansowi opuszczą Niemcy?
Następny artykułSektor leków apeluje do premiera Morawieckiego