W tym miesiącu Australijski Instytut Polityki Strategicznej – think tank z Canberry skupiający się na kwestiach bezpieczeństwa – opublikował przełomowe raporty na temat chińskiego nadzoru
genomowego, dezinformacji na Twitterze i operacjach mających na celu wpływanie na zachodnie
demokracje. Prace AIPS pomogły zrozumieć mechanizmy, dzięki którym Komunistyczna Partia Chin trzyma się władzy w kraju i szuka wpływów za granicą.

Badania te robią wrażenie już na pierwszy rzut oka, są jednak w rzeczywistości znacznie ważniejsze, niż mogłoby się wydawać. Dlaczego? Rząd chiński wyraźnie przykłada dużą wagę do zdyskredytowania pracy AIPS – centrum badawcze trafiło w czuły punkt Pekinu.

Weźmy choćby ten artykuł opublikowany przez Xinhua News Agency. Ów należące do rządu środek masowego przekazu cytuje pro-Pekińskiego byłego ministra spraw zagranicznych,
dyrektora instytutu, z którym ów były minister jest związany, rzeczniczkę prasową chińskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych i innych, malując obraz beznadziejnie pro-amerykańskiej organizacja marionetkowej, zmanipulowanej przez kontrahentów wojskowych, którzy ją fundują.

Rzeczniczka prasowa chińskiego MSZ, Hua Chunying, oświadczyła na początku miesiąca, że biorąc pod jak bardzo jest stronniczy, instytut jest w praktyce tubą sił anty-chińskich i jego wiarygodność akademicka jest mocno wątpliwa. Instytut sfabrykował raporty dotyczące polityki północnochińskiego Xinjiang względem Autonomicznego Regionu Ujgurskiego, którym rząd chiński wielokrotnie zaprzeczał.

Ten miesiąc nie był pierwszym, w którym AIPS znalazło się pod ostrzałem ze strony Pekinu. W przeszłości opublikowało prace o tym, jak zagraniczne uniwersytety współpracują z wojskiem chińskim oraz, jak wspomniała Hua, o obozach koncentracyjnych z Xinjiang. Jest prawdą, że AIPS otrzymuje finansowanie od amerykańskiego Departamentu Stanu oraz wojskowych kontrahentów. Jednak krytycy zazwyczaj mocno przesadzają w kwestii skali, na jaką to się odbywa. Przede wszystkim jednak nigdy nie dostarczają przekonujących argumentów, by podważyć wyniki badań AIPS.

Relacje pomiędzy Pekinem i Canberrą już od kilku lat ulegały pogorszeniu, a kryzys związany z koronawirusem przyspieszył ten trend. W następstwie tego, jak Chiny próbowały zatuszować swoją porażkę w opanowaniu epidemii na jej wczesnym etapie, Australia zażądała przeprowadzenia niezależnego śledztwa w sprawie pochodzenia wirusa, popierając w tym Stany Zjednoczone.

Niedawno rząd Australii sprowokował gniew “Wilczego Wojownika” Zhao Lijiana (zastępca dyrektora Departamentu Informacji Ministerstwa Spraw Zagranicznych Chin), kiedy lobbował przeciwko rezolucji Rady Praw Człowieka ONZ, która badała Stany Zjednoczone. Gdy chińscy urzędnicy wystąpili przeciwko Australii z podium MSZ, w ostatnich tygodniach
poparli tę retorykę działaniem. Oba kraje znajdują się na krawędzi wojny handlowej: Chiny
ograniczają import australijskiej wołowiny i nakładają wyższe cła na jęczmień. W ubiegłym
tygodniu rząd australijski praktycznie oskarżył Chiny o przeprowadzenie masowego cyberataku przeciwko wielu sektorom społecznym (dyrektor wykonawczy AIPS wskazał Chiny jako sprawcę). Nie wspominając już o wpływie KPCh na społeczeństwo obywatelskiego i szkolnictwo wyższego.

AIPS jest kością niezgody w rozmowach Australii o stosunkach z Chinami i częstym celem ataków osób sympatyzujących z Pekinem, lub przynajmniej sceptycznie nastawionych do Stanów Zjednoczonych. Dużo jednak mówią opublikowane kilka dni temu wyniki sondażu przeprowadzonego przez Lowy Institute, według których zaufanie, że Chiny są zdolne do odpowiedzialnego działania spadło wśród Australijczyków o połowę od zeszłego roku. Obecnie wynosi 23 procent.

Sympatycy instytutu mogą słusznie twierdzić, że został on całkowicie zrehabilitowany. Jednak chińscy urzędnicy i australijscy apologeci twierdzą, że jest to jedynie zasługa amerykańskich pieniędzy, co jest wygodnym argumentem przeciwko rzetelnym badaniom. Jednak wraz z tym nowym wzrostem napięć w stosunkach chińsko-australijskich, wliczając w to tarcia handlowe, najważniejszy towar eksportowy kraju może pochodzić z – jak ujęła Xinhua – „żółtego trzypiętrowego budynku w Canberze, tak niepozornego, że łatwo go przegapić.”

Źródło: Jimmy Quinn/National Review