Postępująca fala amerykańskich sankcji wobec czołowych urzędników Ameryki Środkowej uczyniła Chiny atrakcyjnym partnerem dla rządów, które opierają się naciskom Waszyngtonu ws. walki z korupcją i standardów demokratycznych – informuje Reuters.

Trend ten mocniej ujawnił się, po tym jak w zeszłym tygodniu Nikaragua ponownie nawiązała stosunki z Pekinem, zrywając wieloletnie relacje z Republika Chińską na Tajwanie. Wyspa w dużej mierze opiera się na uznaniu dyplomatycznym przez małe kraje. Obecnie zostało ich na świecie 14.

Decyzję Nikaragui o nawiązaniu relacji z Chinami kontynentalnymi poprzedziło szereg amerykańskich sankcji wobec współpracowników prezydenta Daniela Ortegi po jego reelekcji na czwartą kadencję z rzędu, w kampanii przesiąkniętej aresztowaniami czołowych postaci opozycji.

Przypadek Nikaragui jest jednak „wyjątkowy” w Ameryce Środkowej ze względu na coraz bardziej autorytarne skłonności Ortegi. Międzynarodowa izolacja z pewnością odegrała rolę w jego zwrocie w kierunku Chin.

Inne kraje w regionie również zabiegają o Chiny. Prezydent Salwadoru Nayib Bukele ratyfikował nową umowę o współpracy gospodarczej kraju z Chinami na początku tego roku po tym, jak Waszyngton umieścił jego bliskich współpracowników na czarnej liście korupcyjnej. Bukele, który niedawno oskarżył Waszyngton o żądanie od jego kraju „absolutnego poddania się lub załamania”, w maju świętował, fakt, że Chiny zainwestowały „bezwarunkowo” w Salwadorze 500 milionów dolarów.

Starając się odeprzeć rosnące chińskie wpływy w regionie, amerykańscy urzędnicy mówią o Pekinie jako niewiarygodnym partnerze dla narodów desperacko poszukujących inwestycji, aby ożywić słabnące gospodarki. Wskazując na chińskie inwestycje na świecie, które Stany Zjednoczone nazywają „dyplomacją zadłużeniową”, amerykańscy urzędnicy twierdzą, że Pekin pozostawia uboższe narody zalane długami.

Pekin, który odrzuca takie twierdzenia, mówi, że traktuje sojuszników jak równorzędnych partnerów i nie wtrąca się w ich sprawy wewnętrzne – to kusząca perspektywa dla przywódców w regionie, w którym Stany Zjednoczone historycznie miały ogromne wpływy, ale są tam traktowane nieufnie i z historyczną niechęcią.

Prezydent Gwatemali Alejandro Giammattei, który nie został zaproszony na szczyt w sprawie demokracji w USA, i tak udał się do Waszyngtonu i zobowiązał się do lojalności wobec Tajwanu. Mimo, że, jak wskazuje Reuters, gwatemalscy biznesmeni obawiają się, że amerykańskie sankcje skierują kraj w kierunku bardziej wyrozumiałych sojuszników.

Również w Hondurasie przyszły rząd prezydenta elekta Xiomara Castro na razie zobowiązał się do utrzymywania relacji Tajpej i bliskich stosunków z Waszyngtonem, mimo że, podczas kampanii wyborczej, otwarcie mówił o umocnieniu relacji z Pekinem. Jednak niektórzy sojusznicy Castro, w tym Rodolfo Pastor, starszy członek jej zespołu ds. transformacji, twierdzą, że Honduras musi pozostawić sobie otwarte opcje wobec Chin i możliwość, żeby w przyszłości uznać Pekin.

Reuters/KR

Poprzedni artykułOto klucz, jak przetrwać lockdown
Następny artykułPrzedsiębiorcy próbują wierzyć, że będzie dobrze