Chiny przypominają ZSRR z okresu schyłkowej Nowej Polityki Ekonomicznej. Różnica jest tylko taka, że autorytarne władze Chin potrafią skuteczniej niż bolszewicy zagarniać owoce rosnące na kapitalistycznym drzewie – uważa Sebastian Stodolak, publicysta „Dziennika Gazety Prawnej”.

Jego zdaniem chińska NEP kiedyś się skończy, a kraj wróci na totalitarną ścieżkę rozwoju, pogrążając kraj jeśli nie w kryzysie, to w gospodarczej stagnacji.

Autor przede wszystkim zwraca uwagę, że szczególny wymiar z punktu widzenia działania całego systemu ma w Chinach przejście z małych i średnich przedsiębiorstw do grupy firm dużych. Przejście to wymaga błogosławieństwa Komunistycznej Partii Chin. Jeśli do tego dojdzie, firma taka dostaje rozwojowy zastrzyk finansowy nawet większy niż prosiła. Takich rzeczy się nie odmawia (tak samo jak i unijnych dotacji). Ponadto firmom tym oferowane są rozmaite ulgi i łaskawe oko urzędnika. Ma z górki, ale jej prawdziwym klientem nie jest już konsument.

Zdaniem Stodolaka istotą problemu jest właśnie to, że gospodarka jest sztucznie napędzana politycznie dystrybuowanym kredytem. A to nie może się dobrze skończyć, czego przykładem jest katastrofalna sytuacja na chińskim rynku nieruchomości. Szacuje się, że tamtejsi deweloperzy są zadłużeni na ponad 5,2 bln dolarów, a tymczasem sprzedaż mieszkań spada.