Fot. Pixabay

Po raz kolejny azjatycki gigant uruchomił swoją maszynę sterującą. Chińskie władze zaczęły uciszać – a nawet mówi się o zaginięciach – wszystkich tych, którzy mają coś do powiedzenia na temat zarządzania epidemią Covid-19, która spowodowała ponad 4500 zgonów w tym kraju. Niezadowolonych z rozwoju wydarzeń krewnych ofiar, prawników i aktywistów łączy wspólny front: pozwanie rządu chińskiego.

Pekin, zahartowany w tłumieniu krytycznych głosów w kraju, wrócił do cenzury i gróźb, dzięki czemu przekaz pozostaje spójny i nietknięty. Stosując represje, partia komunistyczna unika rozmowy o tym, co wydarzyło się w Wuhan. Istnieje tylko oficjalna wersja rządu, który w ten sposób chce ratować kraj przed kryzysem.

O ile wiadomo, policja przesłuchiwała krewnych niektórych ofiar, które łączyły się ze sobą za pośrednictwem internetu. Chińskie władze ostrzegły prawników, aby nie reprezentowali nikogo, kto chce złożyć pozew przeciwko rządowi. Inni, którzy próbowali obejść cenzurę i ujawnić raporty o wybuchu epidemii, zniknęli.

Według amerykańskiej gazety „The New York Times”, trzech ochotników z Terminus2049, witryny poświęconej zbieraniu i archiwizowaniu cenzurowanych artykułów o wybuchu, zniknęło w zeszłym miesiącu w Pekinie. Chen Kun, brat jednego z zaginionych Chen Meia, wyjaśnił tej gazecie, że ostrzegł swojego brata, iż istnieje spore ryzyko przy realizacji tego projektu. „Nie sądziłem, że będzie to tak poważne”, dodał. Po zniknięciu Chen rozmawiał z rodziną innego zaginionego ochotnika, Cai Wei. Powiedzieli mu, że Cai i jego partner zostali zatrzymani i oskarżeni o „powodowanie kłopotów”, zarzuty zwykle stosowane przez rząd chiński w celu oskarżania dysydentów. Teraz boi się, że jego brata spotkał ten sam los.

Na poziomie lokalnym chińskie władze również nie pozwalają na krytykę. W prowincji Hubei policja aresztowała kobietę, która zorganizowała protest w sprawie wysokich cen warzyw. W Wuhan, mieście, w którym koronawirus zabił tysiące ludzi, zanim rozprzestrzenił się na resztę Chin i świata, urzędnik szpitala został zwolniony za krytykę użycia tradycyjnej medycyny w leczeniu pacjentów z koronawirusem, co promował rząd. Równocześnie wiele stron internetowych zostało ocenzurowanych, a ich pracownicy przesłuchani.

Jeśli jest ktoś, kto cierpi podwójnie, to krewni ofiar, nad którymi rozpostarto ścisłą kontrolę. Mówi się, że są nękani i uważnie obserwowani, aby nie powiedzieli, co tak naprawdę wydarzyło się w Wuhan. Wielu mieszkańców uważa, że liczba ofiar śmiertelnych znacznie przekroczyła 4000, czyli liczbę podawaną przez rząd. Uważają, że Pekin powinien zrekompensować straty i surowo ukarać lokalnych urzędników.

Te życzenia będą jednak trudne do spełnienia. Przede wszystkim dlatego, że gdy za granicą pojawiają się głosy, proszące Chiny o większą przejrzystość w zarządzaniu kryzysem, krajowe media przedstawiają swoich krytyków jako marionetki obcych sił, które próbują podważyć jedność kraju.

„Obawiają się, że jeśli ludzie będą bronić swoich praw, społeczność międzynarodowa dowie się jaka była sytuacja w Wuhan i prawdziwe doświadczenia tamtejszych rodzin” – powiedział Yang, mieszkający w Nowym Jorku działacz z Chin, w „The New York Times”.

Po wszystkim Pekin prawdopodobnie zachoruje na zbiorową amnezję na temat tego, co naprawdę wydarzyło się podczas epidemii Covid-19 w 2020 r.

Źródło: La Razon