Kontynuowane jest przekupywanie wyborców ich własnymi pieniędzmi. Wzorem działań Unii Europejskiej przekaz, który niestety na większość ludzi działa, wzmacniany jest billboardową propagandą.

Tomasz Cukiernik

Na stacjach benzynowych pojawiły się tabliczki z informacjami o tzw. tarczy antyinflacyjnej. Notatka podaje, że została obniżona akcyza od paliw silnikowych, a ich sprzedaż detaliczna nie podlega opodatkowaniu podatkiem od sprzedaży detalicznej. Z kolei na billboardach władza chwali się, że obniża podatki na gaz, prąd, ogrzewanie i paliwo.

Redukowanie podatków to nic złego. Wręcz przeciwnie. Jednak w ten sposób rząd jawi się jako nasz dobroczyńca, bo mniej nam ukradł. Władze ogłaszają, że to właśnie dzięki ich mądrym decyzjom paliwa są tańsze. Ale dlaczego nie ma tablicy, że nadal znaczna część ceny paliw obciążona jest podatkami? Dlaczego władze nie kazały informować za pomocą podobnych tabliczek, kiedy akcyza nie tylko na paliwa, ale także szereg innych podatków było podnoszonych? To tak, jakby złodziej za pieniądze okradzionych wykupił reklamę, w której by rozgłaszał, że w tym roku nie ukradnie nam 100 mln zł, a jedynie 99 mln zł.

Polskie władze na różnych szczeblach doszły do wniosku, że tego typu tablice to świetne narzędzie propagandowe. Na wielkich billboardach Rządowy Fundusz Polski Ład i Bank Gospodarstwa Krajowego informują, jakie kwoty z Programu Inwestycji Strategicznych dostały poszczególne samorządy. Ministerstwo Sportu i Turystyki chwali się, jakie kwoty przeznaczyło na przebudowę kortów tenisowych w Świdniku. Z tablicy postawionej w Siemianowicach Śląskich dowiemy się, że wojewoda śląski na budowę drogi gminnej w ramach Funduszu Dróg Samorządowych przeznaczył ponad 3 mln zł, a inną drogę dofinansowano z Rządowego Funduszu Inwestycji Lokalnych. Podobne tablice każą stawiać Narodowy i Wojewódzkie Fundusze Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Na przykład Zakład Inżynierii Komunalnej w Czeladzi poinformował, że kanalizację jednej z ulic wykonano przy wsparciu finansowym WFOŚiGW w Katowicach. Z kolei NFOŚiGW i WFOŚiGW w Szczecinie rozbudowały sieć cieplną wielorodzinnych budynków mieszkalnych w Szczecinku. Z billboardów ustawionych w tym samym mieście dowiemy się też, że 30 nadleśnictw Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych dofinansowało budowę Regionalnego Centrum Edukacji Ekologicznej, a budowę Centrum Edukacji Ekologicznej i Rewitalizacji Jezior dofinansowano z budżetu Szczecinka. Natomiast na kompleksową modernizację powiatowego ciągu komunikacyjnego nr K1928 z Narodowego Programu Przebudowy Dróg Lokalnych 2008–2011 wydano ponad 5 mln zł, z czego 35,6 proc. z budżetu państwa, a 64,4 proc. z budżetu powiatu myślenickiego.

W ten sposób polscy politycy małpują Unię Europejską, która – do czego już dawno zdążyliśmy się przyzwyczaić – przy każdej „inwestycji” współfinansowanej z unijnych dotacji nakazuje postawić odpowiednio dużą tablicę, żeby wszyscy wiedzieli, komu mają być wdzięczni za dany projekt. Najważniejszy jest przekaz idący w świat, że to Unia dała. I to jest skuteczne, bo większość ludzi tak właśnie to widzi.

Tablice tego typu coraz bardziej szpecą nie tylko krajobraz miejski. Będzie tak nadal, bo po prostu to działa. Przecież głównym argumentem za członkostwem Polski w Unii Europejskiej było i jest to, że Unia daje nam deszcz miliardów euro dotacji. Mimo że w skali polskiego Produktu Krajowego Brutto są to kwoty w ogóle niewarte uwagi. Przeciętny wyborca nie potrafi tego porównać i zweryfikować. Minister Joseph Goebbels byłby zadowolony, gdyby jego propaganda odnosiła podobny skutek.

Czasami wydaje się, że Unii Europejskiej bardziej zależy na postawieniu tych tablic niż na zrealizowaniu samych „inwestycji” z unijnych do funduszy. Właściwie dla Brukseli mogłyby stać same tablice bez realizacji projektów. No ale tak się nie da. Więc można powiedzieć, że cała wartość unijnych dotacji jest po to, by powstały tablice. Wtedy zdamy sobie sprawę, jak one są drogie. Bo ważniejsze od tych projektów jest przestawienie świadomości ludzi – żeby myśleli, że państwo i politycy tak bardzo o nas dbają, że bez nich i ich dobroczynności właściwie nie dalibyśmy sobie w życiu rady. A jest dokładnie odwrotnie! Realizując różne swoje projekty, państwo nie zwiększa, ale zmniejsza nasze bogactwo, bo najpierw podatnikom musi zabrać znacznie więcej, niż potem wydaje na zawsze przepłacone projekty publiczne. A to dlatego, że musi opłacić biurokrację, która się tym zajmuje, a na dodatek projekty współfinansowane z pieniędzy publicznych są zwykle droższe, niż gdyby zostały sfinansowane przez podmioty prywatne, które nie dopuszczają do marnotrawstwa czy korupcji, a liczą każdy wydawany grosz.

Problem w tym, że te wszystkie tablice bezczelnie i ordynarnie kłamią. To nie Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, ani pomorska gmina, małopolski powiat czy rządowy fundusz sfinansowali wszystkie te inwestycje. Zrobili to podatnicy. Najpierw zarobili te pieniądze swoją ciężką pracą, a następnie pod podatkowym przymusem zostały im one odebrane, by wydać na fanaberie władz. Oczywiście o podatnikach słowa na tych tablicach nie ma.

W Ewangelii według św. Mateusza czytamy: „Kiedy więc dajesz jałmużnę, nie trąb przed sobą, jak obłudnicy czynią w synagogach i na ulicach, aby ich ludzie chwalili”. Niestety, ten jednoznaczny w swojej wymowie przekaz został całkowicie zignorowany przez władze unijne i krajowe. Działają dokładnie odwrotnie. Krzyczą wszędzie wokół, ile to rozdali (nieswoich) milionów. Bo liczy się tylko efekt propagandowy, który zapewni zwycięstwo w kolejnych wyborach.

Tomasz Cukiernik

Poprzedni artykułMagazyn FPG – #1/2022
Następny artykułPiotr Kalemba – warto korzystać z profesjonalnego wsparcia przy rozliczaniu inwestycji [WYWIAD]