fbpx
piątek, 1 marca, 2024
Strona głównaFelietonCo nas czeka w nowym roku? Nic nowego – satyra i absurd

Co nas czeka w nowym roku? Nic nowego – satyra i absurd

Ostatni tydzień roku to czas zarówno podsumowań tego co zafundował nam kończący się rok, jak i próba przewidzenia tego, co będzie się działo w przyszłym. Można to zauważyć w tekstach i wypowiedziach niemal każdego publicysty. Trochę to dziwne, bowiem jak już kiedyś pisałem, koniec roku to efekt umownego przyjęcia w ramach naszej cywilizacji pewnej daty.

Data dobra jak każda inna – na dodatek tak dobrana, że w zasadzie niewiele przesądza w przedmiocie tego, co najbardziej interesuje ekspertów najprzeróżniejszej maści, szczególnie tych mających skłonności głęboko profetyczne.

Popatrzmy na to przez pryzmat choćby informacji gospodarczych. Owszem, w przypadku większości podmiotów rok obrachunkowy pokrywa się z tym kalendarzowym, jednakże jest to dopiero sygnał do zebrania informacji rocznych, którego wynikiem będzie następczo analiza, sporządzenie właściwych sprawozdań bądź informacji z wykonania wcześniej planowanych budżetów, wreszcie ocena i udzielanie stosownych pokwitowań. W głębokim uproszczeniu zasadnym wydaje się wniosek, że poza hipotezami opartymi o logiczne wnioskowanie z faktów stwierdzonych przed końcem danego roku, wszelkie końcoworoczne prognozy, tym bardziej ocenne, maja w sobie coś z wróżenia z fusów. Wieczysta chwała tym, których ocena znajdzie w przyszłości potwierdzenie w okolicznościach. Tylko czy to jest przejaw intelektualnej wzniosłości, czy raczej literackiego szczęścia?

Z drugiej strony data ta ma wymiar hipnotyzujący. Niemal każda osoba czuje metafizyczną rozkosz związaną z postawieniem ostrej cenzury i dokonaniem tego rytuału przejścia do nowej „czasoprzestrzeni”. Stąd w ogóle pomysł celebrowania witania nadchodzącego roku i wiara w nowe, z reguły lepsze doświadczenia o tych zdobytych w dotychczasowym. To właśnie motor owego trendu podsumowań i przewidywań, których do momentu pisania tego felietonu naczytałem się tyle, że mógłbym napisać historię przyszłego roku, począwszy od futbolu, a kończąc na jeszcze trwającej wojnie za naszą wschodnią granicą. Dla przykładu przed rozpoczęciem pracy nad tym tekstem na portalu gość.pl przeczytałem w kontekście nadchodzącego roku, że „wersal” nie wróci, gdyż władzę przechwytuje się „na rympał”, Kościół Katolicki czeka głębokie przeobrażenie zarówno w ujęciu krajowym jak i globalnym, a troską większą niż perspektywa wojny z Rosją powinniśmy objąć przyszłość rodzimej polityki zagranicznej. Padło nawet zdanie o intuicji, która podpowiada autorowi, że przyszłoroczną pasterkę odprawi nowy papież. I choć poddając się temu, jak rzekłem metafizycznemu trendowi pobożnych życzeń, nie miałbym nic przeciwko temu, by przyszłoroczną pasterkę na Watykanie odprawił młody Pius XIII, taki jak kreowany w serialu Paola Sorrentino, mam jednak poczucie, że rzetelna pozostaje tylko garstka tych analiz, mogąca poszczycić się oparciem na faktach, wskazujących na prawdopodobieństwo wystąpienia przewidywanego skutku.

Najlepszym przykładem tego stanu rzeczy może być poddawana różnorakim profetycznym analizom ustawa budżetowa. Trudno znaleźć akt prawny bardziej szatkowany poprawkami, uchwalanymi przez rozochoconą większość parlamentarną niejako maszynowo. Jest to właśnie efekt tego, co zwykło umykać futurystycznym wizjom analityków kreujących wizję przyszłorocznej rzeczywistości ekonomicznej stosownie do zapisów planu dochodów i wydatków. Bolesne rozczarowanie przychodzi przecież już na początku nowego roku, gdy plan, zresztą jak każdy niezależnie od dziedziny życia, zaczyna się załamywać i wymaga korekt. Korekt nierzadko drastycznych, o czym przekonaliśmy się przy okazji epidemii, wojny, inflacji i innych jeszcze „plag egipskich” jakoś w nadmiarze nawiedzających ostatnio nasz nieszczęśliwy kraj.

Ale jest też, jak pisałem wyżej, i druga strona medalu, czyli ta, która z faktów pozwala jakieś tam wnioski wyciągnąć, a w przewidywaniach nie stawia nas w jednym szeregu z użytkownikami kryształowych kul czy kart tarota. Ta dotyczy polityki. Polityka rządzi się swoimi prawami i w tym przypadku przewidywanie jest już sztuką graniczącą niemal z ezoteryzmem. Z jednej strony podatna jest na emocje, z drugiej obwarowana preferencjami wyborców, także zmieniającymi się w czasie. Jednakże gdy ją zestawić choćby z przekładowym projektem budżetu, którego kształt jest faktem, z dużą dozą pewności można przedstawić szereg przyszłościowych wniosków. Pierwszy z brzegu, jaki nam się nasuwa, to ten, że w przyszłym roku, oczywiście w opozycji do zapowiedzi, przedsiębiorcom nie będzie lepiej. Jak wynika z treści projektu ustawy budżetowej, prognozowany jest drastyczny wzrost przeciętnego wynagrodzenia w 2024 r., a to może nam wiele powiedzieć o wysokości składek na ZUS, które – jak wiemy – w przypadku przedsiębiorców obliczane są właśnie od tego współczynnika. Umieszczenie zaś identycznych zapisów dotyczących wzrostu przeciętnego wynagrodzenia jak te, które znalazły się w projekcie poprzedniego rządu, wskazuje, że polityka wobec przedsiębiorców w przyszłym roku będzie taka sama.

Jest jednak jeszcze coś, co można przewidywać w ciemno, wiedząc, że w każdym kolejnym nowym roku tego nie zabraknie. To oczywiście systemowa satyra, istny polityczny kabaret. Popatrzmy na to również przez pryzmat budżetu, a w konkretnie słynnej poprzedzającej budżet ustawy okołobudżetowej. W środę minister Sienkiewicz podjął decyzję o postawieniu mediów publicznych w stan likwidacji, na razie warunkowo, bowiem z komunikatu wynika, że w każdym czasie decyzja ta może zostać cofnięta. Decyzja, choć jeszcze niepewna, okazała się radosną nowiną dla wielu osób, w tym i dla mojej skromnej osoby, które żyją w przeświadczeniu, że pojęcie „niezależnych mediów publicznych” to oksymoron. Jestem zaś pewien, że nikt nie spodziewał się, iż osobą, która doprowadziła do likwidacji, na razie warunkowej, mediów publicznych będzie jeden z najgorliwszych postulatorów istnienia mediów publicznych, czyli prezydent. Nie ma się czemu dziwić, bowiem postawienie w stan likwidacji TVP, Polskiego Radia itd. związane jest z decyzją prezydenta o zawetowaniu ustawy okołobudżetowej, czego minister Sienkiewicz nie kryje.

Zatem by i samemu dołożyć cegiełkę do tego publicystycznego trendu podsumowań i przewidywań, uprzejmie przewiduję, że w przyszłym roku nie zabraknie nam polityki coraz bardziej schodzącej na poziom satyry okraszonej absurdem, kierującej się emocjami i sterowanej preferencjami wyborców.

Jacek Janas

Każdy felietonista FPG24.PL prezentuje własne poglądy i opinie

Jacek Janas
Jacek Janas
Z zawodu radca prawny. Z zamiłowania muzyk, kompozytor i myśliciel. Działacz społeczny, Prezes Zarządu Stowarzyszenia Brzozowski Ruch Konserwatywny i Członek Zarządu Stowarzyszenia Przedsiębiorców i Rolników SWOJAK. Fundator i ekspert Instytutu im. Romana Rybarskiego.

INNE Z TEJ KATEGORII

Prawda jak wino potrzebuje czasu

To nie polityka tylko w dużej mierze ekonomia zadecydowała o kierunku, w jakim rozwija się konflikt rosyjsko-ukraiński. Ekonomia wojny i wojenna ekonomia. I tutaj musimy zmierzyć się z prawdą dotyczącą m.in. stanu rosyjskiej gospodarki. Prawdą, która stoi w opozycji do opinii, jakimi karmiliśmy się na długo przed wybuchem pełnoskalowej wojny.
6 MIN CZYTANIA

Wiosna i wybory samorządowe

Samorządy terytorialne – jak się okazuje – są zadłużone na 90 mld zł, z czego za połowę długu odpowiadają miasta, zwłaszcza te na prawach powiatu. Dlaczego tak się dzieje? Dlatego, że nasi Umiłowani Przywódcy ze szczebla samorządowego pragną przychylić swemu ludowi nieba, a wiadomo, że czegoś takiego za darmo się nie zrobi.
5 MIN CZYTANIA

Awaria na kwadrans i godzina na W

Jesteśmy mistrzami prowizorki, jesteśmy świetni w improwizowaniu, jesteśmy czempionami w solidarności. Ale skoro w podatkach płacimy za zorganizowanie nam obrony cywilnej, to powinniśmy tę obronę mieć.
4 MIN CZYTANIA

INNE TEGO AUTORA

Prawda jak wino potrzebuje czasu

To nie polityka tylko w dużej mierze ekonomia zadecydowała o kierunku, w jakim rozwija się konflikt rosyjsko-ukraiński. Ekonomia wojny i wojenna ekonomia. I tutaj musimy zmierzyć się z prawdą dotyczącą m.in. stanu rosyjskiej gospodarki. Prawdą, która stoi w opozycji do opinii, jakimi karmiliśmy się na długo przed wybuchem pełnoskalowej wojny.
6 MIN CZYTANIA

Owoce zatrutego drzewa

W Polsce zwykliśmy rozwiązywać problemy z pompą i dużą dawką romantyzmu. Dobrze wiemy, że w Sejmie powołano speckomisję śledczą, która ma za zadanie rozwikłać problem Pegasusa, zdemaskować winnych i oczywiście zaprowadzić ich przed oblicze sprawiedliwości. I tu sprawa się komplikuje.
6 MIN CZYTANIA

Ekonomia wojny i wojenna ekonomia

Ekonomia wojny to nie tylko bezpośredni uczestnicy wojennych „transakcji”. Również i tutaj jest multum podmiotów zaangażowanych, które mają swój interes prawny. Możemy z pełną świadomością powiedzieć, że katalog tych podmiotów nie zamyka się tylko w zbiorze państw, a wręcz przeciwnie – jest pewnie taki sam, jak ten obejmujący uczestników rynku w czasie pokoju.
6 MIN CZYTANIA