Chiny to największy rynek konsumencki na świecie. Wciąż jednak Państwo Środka to niezbyt często wybierany przez polskich eksporterów artykułów rolno-spożywczych kierunek. Chiny zagospodarowują zaledwie około 1 proc. udziału krajowego rolniczego handlu zagranicznego. Również saldo wymiany handlowej jest tu dla Polski niekorzystne. Przyczyn tego stanu rzeczy dopatrywać należy się w wieloletnich zaniedbaniach, ale także szeregu sytuacji niezależnych ani od decydentów, ani od samych producentów żywności.

mleko eksportowane do chin - grafika wpisu

Tylko 1 proc. eksportu artykułów rolno-spożywczych z naszego kraju trafia na rynek chiński. Gdy pod uwagę weźmiemy jednak ogół importu nad Wisłę, Chiny odpowiadają aż za 12 proc. jego wartości.

Najnowsze dane GUS dotyczące polsko-chińskiej wymiany handlowej na rynkach rolnych wskazują jasno, że saldo naszego kraju w tej korelacji jest ujemne i wyniosło 190 mln euro w okresie od stycznia do listopada 2020 r. Z Chin sprowadzamy – biorąc pod uwagę towary rolne – głównie herbatę, soki, suszone warzywa, algi oraz produkty do karmienia zwierząt. Tylko w pierwszych jedenastu miesiącach ubiegłego roku towary te warte były przeszło 382 mln euro.

Silna konkurencja międzynarodowa, bariera językowa, odległość, dynamicznie zmieniające się przepisy oraz różnice kulturowe skutecznie utrudniają wypracowywanie długoterminowych i perspektywicznych relacji z Chinami. Dotyczy to wielu branż sektora rolnego, choć na szczęście nie wszystkich. Nie bez znaczenia pozostają też epidemie afrykańskiego pomoru świń oraz grypy ptaków, które niwelują możliwości rodzimych sektorów hodowli drobiu i trzody chlewnej względem kontynuowania skutecznej ekspansji u azjatyckiego giganta.

Coś jednak sprzedajemy

W samym tylko 2020 r. eksport mleka i jego przetworów do Chin zwiększył się aż o 70 proc. Do Chin powędrowało polskie mleko, sery, serwatka i wiele innych produktów, które – ze względu na wysoką jakość na tle globalnej konkurencji – zadomowiły się na chińskich półkach sklepowych. To właśnie ta grupa towarowa odgrywa najbardziej istotne znaczenie w eksporcie rodzimych artykułów rolno-spożywczych do Chin z wynikiem na poziomie 39 proc. ogółu. Dzieje się tak dlatego, że polskie mleko pozostaje najbardziej konkurencyjne cenowo na tle wielkich graczy unijnych, którzy przegrywają z polskimi eksporterami. Także dobra organizacja polskiego rynku mleka oparta na rozbudowanym systemie spółdzielczości rolnej ma tu swoje znaczenie – dostawcy są w stanie osiągnąć wysoki wolumen przy zachowaniu oczekiwanych przez odbiorców cen. Już na rok 2021 planowane są kolejne misje gospodarcze, których celem jest zwiększenie rozpoznawalności polskiego mleka w rejonach, w których nie jest ono jeszcze znane.

Dotychczas silna pozycja polskiego sektora drobiarskiego na rynku chińskim zachwiana została przez epidemię grypy ptaków. Polscy drobiarze znajdują się jednak na liście podmiotów długoterminowo dopuszczonych do eksportu produktów drobiarskich do Chin i należy liczyć na to, że gdy Europa poradzi sobie z epidemią, wskaźniki eksportowe poszybują w górę.

W trudnej sytuacji znaleźli się także producenci mięsa wieprzowego, którzy zostali odcięci od rynku Państwa Środka w momencie, gdy mieli szansę go zawojować. I tu jednak nie należy dopatrywać się ich winy, ponieważ przyczyną naszej nieobecności od lat pozostaje afrykański pomór świń.

Zarówno w przypadku drobiu jak i trzody chlewnej istotną przyczyną zamknięcia się Chin na eksport z Polski tych grup towarowych jest kampania mająca na celu maksymalne uniezależnienie się Chin od importu mięsa i jego przetworów z krajów trzecich – w tym Polski. Tendencja ta widoczna jest w masowej akcji wielkiej odbudowy chińskich stad trzody chlewnej.

Perspektywiczną grupą względem eksportu do Chin wydają się być także produkty mączne oraz pasze pochodzenia mlecznego. W ubiegłym miesiącu resort rolnictwa ogłosił osiągnięcie w tej kwestii porozumienie z Generalną Administracją Celną Chin. Na ożywienie wciąż liczą także producenci słodyczy i jabłek.

Waga dywersyfikacji

Zarówno prezydent Andrzej Duda, jak i minister Grzegorz Puda podkreślali w ostatnich tygodniach wagę dywersyfikacji ryzyka eksportowego w odniesieniu do rynku rolno-spożywczego w Polsce. Obaj jednoznacznie twierdzili wówczas, że krajowi producenci dbać powinni szczególnie o rozwój eksportu właśnie do Chin.

Środowiska rolne słusznie zauważyły, że deklaracje – głównie w kontekście ministra Pudy – będą musiały zmierzyć się z jego niechęcią względem hodowców zwierząt futerkowych. Według szacunków przedstawionych przez ambasadora Chin, kraj ten pozyskuje rocznie skóry zwierząt futerkowych pochodzące z polskich gospodarstw o wartości przekraczającej ponad 100 mln dolarów. Stanowi to 10 proc. ogółu zapotrzebowania Państwa Środka na ten surowiec. Dotychczas transakcje pomiędzy polskimi i chińskimi przedsiębiorcami realizowane były za pośrednictwem domów aukcyjnych niezwiązanych ani z Polską, ani z Chinami. Teraz sytuacja ma się zmienić, ponieważ realne pozostają plany utworzenia w okolicach Radomia polsko-chińskiej aukcji skór zwierząt futerkowych, która miałaby być największym tego typu globalnym ośrodkiem. Inwestycja ta mogłaby stanowić symbol przyszłej współpracy gospodarczej między oboma państwami.