Pan premier Morawiecki wystąpił niedawno z inicjatywą „Polskiego Ładu-bis”, którego zapowiedź wprawiła w prawdziwą panikę nie tylko przedsiębiorców, ale i doradców podatkowych oraz księgowych. Tym bardziej że początkowo właśnie księgowi byli typowani na sprawców niepowodzenia tych wspaniałych planów. Wprawdzie potem okazało się, że sprawcy są gdzie indziej, ale któż zaręczy, że sytuacja z księgowymi się nie powtórzy? – pisze w najnowszym felietonie Stanisław Michalkiewicz.

Jak napisał Janusz Szpotański w nieśmiertelnym poemacie „Caryca i zwierciadło” – „zachodzim w um z Podgornym Kolą” – ale nie nad tym, co  Henry’ego Kissingera ciągnęło do rosyjskich dam, tylko nad tym, jakie są przyczyny wojny, jaką Rosja prowadzi z Sojuszem Atlantyckim na Ukrainie. Najpopularniejsza teoria spiskowa na ten temat głosi, że wojna ta się rozpoczęła i toczy, bo Władimir Putin zwariował.

Wszystko to oczywiście być może, bo historia dostarcza bardzo wielu przykładów, kiedy to na czele państw stali wariaci w sensie medycznym: na przykład Kaligula, a w czasach nam bliższych – następca Ludwika Bawarskiego, co to stawiał gotyckie zamki, puszczał łabędzie, nosił na rękach Wagnera i tancerkę Lolę Montez – Otton, który nawet nie chodził, tylko biegał na czworakach, ani nie mówił, tylko szczekał jak pies. Ciekawe, że wybitnych przywódców socjalistycznych: Adolfa Hitlera i Józefa Stalina uważa się powszechnie za ludzi normalnych, tylko o zbrodniczych skłonnościach. Któż z nas jednak nigdy nie odkrył w sobie zbrodniczych skłonności? Na przykład ja odkryłem je, gdy funkcjonariusz SB podczas przesłuchania oświadczył mi, że memu synowi może przydarzyć się wypadek. Mimo to nie uważam się za wariata w sensie medycznym, chociaż z drugiej strony każdy wariat uważa, że jest normalny, a niektórzy nawet – że tylko oni są normalni. Podobnie pewien mizantrop głosił, że wszyscy ludzie to straszni egoiści. Każdy myśli tylko o sobie. O mnie – powiadał – myślę tylko ja jeden na całym świecie.

Inni komentatorzy próbują sięgać głębiej i zastanawiają się, co też ta wojna ma – jak to się mówi – „przykryć” – czyli od czego ma odwrócić uwagę opinii publicznej. Pojawiły się fałszywe pogłoski, jakoby pan mecenas Roman Giertych uważał, iż wojna Sojuszu Atlantyckiego z Rosją na Ukrainie wybuchła, żeby przykryć zbrodnie przeciwko ludzkości, o jakie oskarża ministra Zbigniewa Ziobrę przed Międzynarodowym Trybunałem Karnym w Hadze. Te zbrodnie przeciwko ludzkości miałyby polegać na tym, że rząd, czy ABW, za wiedzą ministra Ziobry inwigilowały pana mecenasa Romana Giertycha za pomocą zbrodniczego „Pegasusa”. W tych fałszywych pogłoskach nie ma oczywiście ani słowa prawdy, ale nawet gdyby była, to wcale bym się irytacji pana mecenasa Giertycha nie dziwił. Nie dość, że był inwigilowany, co mogło doprowadzić do ujawnienia rozmaitych momentów, to jeszcze w dodatku za pośrednictwem izraelskiego „Pegasusa”. Rzeczywiście, tego byłoby już za wiele – czy jednak Sojusz Atlantycki, a ściślej – prezydent Putin rozpocząłby na Ukrainie wojnę z Sojuszem Atlantyckim z tego właśnie powodu? Nie wydaje mi się to prawdopodobne, chociaż oczywiście inwigilacja pana mecenasa Giertycha woła o pomstę do Nieba. Inna rzecz, że chociaż jeszcze niedawno ta sprawa była w centrum uwagi opinii publicznej, to dzisiaj nikogo już nie obchodzi.

Ale nie tylko tę haniebną inwigilację można przykrywać wojną. Zwróćmy uwagę, że zanim ta wojna wybuchła, pojawiły się problemy z „Polskim Ładem”. „Polski Ład”, zawierający cały pakiet programów rozdawniczych i innych, w założeniu miał być wehikułem, na którym obóz „dobrej zmiany” śpiewająco zajedzie do władzy w naszym bantustanie na kolejną parlamentarną kadencję. Tymczasem okazało się, że wehikuł nie chce ruszyć z miejsca, że trzeba go nie tylko pchać, ale i naprawiać, co się nazywa „dalszym doskonaleniem”. Doszło do tego, że nawet zirytowany tym Naczelnik Państwa odciął się od „Polskiego Ładu”, oskarżając jego pomysłodawców, a przede wszystkim – wykonawców – o niekompetencję. Złośliwcy, których nigdzie nie brakuje, uznali to za samokrytykę ze strony Naczelnika Państwa, ale to nieprawda, bo winowajcy natychmiast zostali odnalezieni i poświęceni. Nie znaczy to oczywiście, że Naczelnik porzucił myśl o „Polskim Ładzie” ani że porzucił ją jego pierwszy minister. Przeciwnie – pan premier Morawiecki wystąpił niedawno z inicjatywą „Polskiego Ładu-bis” , którego zapowiedź wprawiła w prawdziwą panikę nie tylko przedsiębiorców, ale i doradców podatkowych oraz księgowych. Tym bardziej że początkowo właśnie księgowi byli typowani na sprawców niepowodzenia tych wspaniałych planów. Wprawdzie potem okazało się, że sprawcy są gdzie indziej, ale któż zaręczy, że sytuacja z księgowymi się nie powtórzy?

Jest to tym bardziej prawdopodobne, że rząd „dobrej zmiany” odrzucił wszystkie hamulce swojej hojności i rozrzuca pieniądze na prawo i lewo, jak gdyby władał Wyspą Skarbów. Tymczasem Mikołaj Machiavelli pisał w „Księciu”, że nie ma rzeczy, która by w równym stopniu sama siebie pożerała, jak właśnie hojność. Uprawiając hojność – powiadał – sam niweczysz jej źródła i albo popadłszy w nędzę, stajesz się przedmiotem pogardy, albo popadłszy w zdzierstwo, stajesz się przedmiotem nienawiści. Myślę, że skoro Machiavelli wiedział takie rzeczy, a dzięki niemu również my to wiemy, to byłoby niegrzecznie przypuszczać, że akurat Naczelnik Państwa czy też jego pierwszy minister tego nie wiedzą. Z pewnością to wiedzą i to spostrzeżenie jest punktem wyjścia do następnej teorii spiskowej, co tak naprawdę ma „przykryć” wojna NATO z Rosją na Ukrainie.

Nasz nieszczęśliwy kraj trapi inflacja, a przecież to dopiero początek paroksyzmów, za które normalnie ktoś musiałby odpowiadać, przynajmniej politycznie. Z tego punktu widzenia wojna NATO z Rosją na Ukrainie staje się prawdziwym darem Niebios. Jest coraz gorzej – ale to naturalne, bo przecież trwa wojna, więc w takiej sytuacji nikt nie będzie szukał innych winowajców, tym bardziej że za sprawą pierwszorzędnych fachowców od rozpalania masowych nastrojów i histerii właśnie znaleźliśmy się w gorączce wojennej i to w formie ostrej. Każda wojna ma jednak to do siebie, że kończy się pokojem, a – jak mówią militaryści – „korzystajcie z wojny, bo pokój będzie straszny!”.

Jeśli tedy nastanie pokój, to po staremu nieubłagany palec będzie musiał wskazać na Donalda Tuska. On chyba też czuje pismo nosem, bo domaga się od Naczelnika Państwa, żeby przestał „dzielić Polaków”, bo to prezent dla Putina. A Naczelnik „dzieli”, bo skoro nie udało się wciągnąć Polski do wojny przy pomocy „misji pokojowej” i pod gruzami przykryć nieudolność i bezeceństwa rządu „dobrej zmiany”, to jako wirtuoz intrygi chciałby teraz i wojnę przykryć „zbrodnią smoleńską”, o której już wszystko wie, ale na razie nie mówi, bo chyba jeszcze nie zdecydował, czy winą obciążyć znienawidzonego Donalda Tuska, czy też niemniej znienawidzonego Putina.

Stanisław Michalkiewicz

Poprzedni artykułW jakiej epoce przyszło nam żyć?
Następny artykułGmina nie z tej ziemi, czyli o gospodarczym fenomenie Kamienia Pomorskiego [WYWIAD]