Główny Urząd Statystyczny poinformował w swoim komunikacie, że ceny sprzedaży drewna w trzech pierwszych kwartałach bieżącego roku osiągnęły średnią na poziomie 212,26 zł za metr sześcienny. W teorii dane te powinny świadczyć o co najmniej zadowalającej kondycji branży, ponieważ w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku uzyskiwane ceny są wyższe średnio o 15,42 zł za metr sześcienny. Skoro jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle?

Hans/Pixabay

Ten rok – jak zgodnie wskazują przedstawiciele branży drzewnej – to czas głębokiego kryzysu sektora w Polsce. Po najtrudniejszych momentach pandemii koronawirusa niebywale wystrzeliło zapotrzebowanie na surowiec u dwóch kluczowych światowych odbiorców, czyli Chin i Stanów Zjednoczonych. W drugim z wymiennych krajów zwiększony popyt przełożył się na szalenie wysokie ceny uzyskiwane za tarcicę. To stworzyło z kolei sytuację, w której państwa Europy zaczęły masowo eksportować ją do Ameryki Północnej. Na reakcję rynku na Starym Kontynencie nie trzeba było długo czekać – powstała bowiem gigantyczna luka w dostępie do surowca. Nawet jeśli w Polsce nie odstraszają dziś wysokie ceny tarcicy, to kupić ją i tak trudno, bo to, co zostało, wyjeżdża właśnie do Chin.

Branża widzi tylko jedno wyjście z patowej sytuacji – znaczne ograniczenie eksportu drewna. Jest ono – jak twierdzą specjaliści rynku – kluczowe, ponieważ Lasy Państwowe, proponując zmiany w systemie sprzedaży drewna w nadchodzącym roku, w praktyce szykują sektorowi prawdziwy armagedon.

Resort Klimatu i Środowiska widzi problem i nie wyklucza wprowadzenia ograniczeń w wysyłce surowca poza granice kraju. Miałby on dotyczyć choćby eksportu całych kłód, ale dopiero kiedy sytuacja się nasili. Wtedy może być już jednak za późno, bo zapaść na krajowym podwórku pogłębia się z każdym dniem. Ministerstwo podkreśla też, że sytuację monitoruje i że reagować będzie, gdy dostrzeże niepokojące trendy. Kiedy zatem reagować, jeśli nie teraz?

Co zrobiły Lasy Państwowe?

Przedstawiciele branży twierdzą, że z uzgodnień z Lasami Państwowymi wynikała konkluzja, jakoby nowy system sprzedaży drewna na 2022 rok miał być z sektorem konsultowany. Powołano nawet w tym celu specjalny zespół, który jednak nie odbył ani jednego posiedzenia. Zespół powołano w sierpniu, a już we wrześniu dyrektor Lasów Państwowych nową strategię zatwierdził.

Podstawowa zmiana dotyczy przesunięć w udziale drewna, które kupowane jest na aukcjach i na Portalu Leśno-Drzewnym – kluczowym dla sektora. 30 procent surowca trafi na aukcje, ale ilość drewna nabywana na Portalu przez klientów z historią zakupów spadnie z 80 do 70 procent. W praktyce oznacza to zwiększenie sprzedaży drewna przez system aukcyjny o 1 procent i większe możliwości dla podmiotów, które skupują drewno po to tylko, by wywieźć je za granicę.

Ministerstwo twierdzi jednak, że aby zapobiec patologicznej sytuacji wzmożone zostaną kontrole realizowane przez leśników oraz UOKiK. Ich celem ma być weryfikacja deklaracji, w myśl których firmy deklarują przerób drewna w Polsce – dziś bowiem drewno odbywa „podróże” po kraju po to, aby finalnie i tak trafić na eksport.

Drewno zbyt ważne

Branża jest jednak nieustępliwa i domaga się wprowadzenia na terytorium RP rozwiązań rodem z Rosji, Chorwacji czy Węgier, gdzie kwestia nadmiernego eksportu drewna została w zasadzie unormowana. W ślad za tymi państwami już dziś podążają Słowacy i Czesi. Polska wciąż nie.

Drewno jest dla Polski po prostu zbyt ważne, aby problem bagatelizować. Samo tylko meblarstwo, dla którego właśnie drewno jest surowcem strategicznym zatrudnia w naszym kraju ponad 205 tysięcy osób, a wielkość produkcji sprzedanej branży – według danych z 2019 – to grubo ponad 50 mld złotych, czyli 2,3 procent PKB. Zarówno krajowa produkcja meblarska jak i eksport stawiają nas na pozycji unijnego czempiona zaopatrującego Niemców, Holendrów, Brytyjczyków, Czechów i Francuzów.

Także silny krajowy sektor budowlany odczuwa dzisiejsze problemy. Mimo korzystnej koniunktury i wciąż wyższej liczby oddawanych mieszkań, problemem staje się brak drewna konstrukcyjnego. Tu sytuacja nie jest jeszcze dramatyczna, ponieważ firmy korzystają z poczynionych zapasów, ale już niedługo fortuna spojrzeć może na branżę nieprzychylnie.