Joe Biden jest prezydentem Stanów Zjednoczonych od 20 stycznia tego roku. Tych kilka miesięcy jego urzędowania wystarczyło do wywołania jednego z największych kryzysów wizerunkowych Ameryki w ostatnich latach, a kto wie, może nawet w ostatnich dekadach. Swoimi kolejnymi wypowiedziami obecny lokator Białego Domu jeszcze pogarsza sytuację.

relacje polsko-amerykańskie joe biden - grafika wpisu
Fot: PAP/EPA

Okres rządów Donalda Trumpa był czasem znakomitych relacji polsko-amerykańskich. Trump wygłosił w Warszawie wspaniałe przemówienie w lipcu 2017 r., wsparł jednoznacznie inicjatywę Trójmorza, blokował powstanie gazociągu Nord Stream 2. Chociaż nie obywało się bez wpadek, jak choćby dziwne wypowiedzi byłej ambasador Mosbacher postrzegane jako zbytnia ingerencja w wewnętrzne sprawy Polski, USA podczas jego prezydentury były naszym lojalnym sojusznikiem Zasłużyliśmy na to, stojąc przez ostanie dekady u boku mocarstwa zza Oceanu. Mimo że atakowano go za osłabienie globalnej pozycji Stanów Zjednoczonych wynikające z realizacji hasła „Amerca first”, tak naprawdę znaczenie USA rosło. W warstwie narracyjnej i medialnej Trump był zły. Taką atmosferę zbudowano dzięki nieustannym atakom na niego, w których przodowały potężne lewicowe media w Stanach. W rzeczywistości jednak dla pozycji USA w świecie zrobił bardzo dużo dobrego.

Najlepiej można to dostrzec, porównując jego prezydenturę z tym, czego w ostatnim czasie „dokonał” Joe Biden. Nieudolność jego administracji znalazła swoje apogeum podczas akcji opuszczenia Afganistanu. Amerykanie okazali się zupełnie nieprzygotowani na konsekwencje takiego ruchu, w efekcie w błyskawicznym tempie kraj przejęli talibowie, co oznacza powrót do sytuacji z 2001 r. Kompletnie niezorganizowana akcja z opuszczeniem afgańskiej ziemi ma swoje konsekwencje dla wiarygodności USA jako partnera w innych sojuszach. Wątpliwości rodzą się także w związku z profesjonalizmem Amerykanów, jak tak potężny kraj z takimi możliwościami analitycznymi mógł nie przewidzieć kolosalnego chaosu, jaki wywoła swoimi działaniami? Dlaczego akcja ewakuacyjna została przeprowadzona tak źle, narażając na niebezpieczeństwo tysiące współpracowników wojsk sojuszniczych? Te i podobne pytania naturalnie przychodzą do głowy każdemu obserwatorowi wydarzeń.

Skalę porażki zwiększa jeszcze sam Biden, opowiadając, że wojna w Afganistanie „to nie była nasza wojna”. Dodał także, że „nie przewidział wszystkiego, co się wydarzy” (sic!). Trudno wyobrazić sobie bardziej nietrafione wypowiedzi ze strony przywódcy jedynego światowego supermocarstwa, które do Afganistanu zaciągnęło przecież swoich sojuszników, a teraz twierdzi, że to nie była wojna Ameryki. W jakim świetle ta wypowiedź stawia te państwa, które przez lata były zaangażowane w ten konflikt właśnie dlatego, że chciały tego Stany Zjednoczone? Trudno doprawdy pojąć skalę szkód, jakie tymi słowami poczynił Biden. Jego tłumaczenia, że nie przewidział skutków swoich decyzji, każą się zastanawiać nad jego polityczną przyszłością w perspektywie następnie prezydenckiej elekcji.

Dla nas prezydentura Bidena to przede wszystkim zgoda na budowę gazociągu Nord Stream 2. Styl, w jakim strona amerykańska zaakceptowała ukończenie tego projektu, musiał być dla Warszawy szokiem. Nikt z nami tego nie konsultował, a sam NS2 to przedsięwzięcie, które uderza przecież w żywotne interesy jednego z najbardziej lojalnych sojuszników USA na świecie, Polski. Obecny blamaż w Afganistanie potwierdza, że pod rządami obecnej administracji z Ameryką dzieje się coś niedobrego.