Fot. Pixabay

Wiatr zmienia kierunek i zaczyna wiać Chinom prosto w oczy. Jak świat długi i szeroki, pojawia się coraz więcej głosów wzywających do wszczęcia międzynarodowego dochodzenia w celu ustalenia okoliczności pojawienia się wirusa Covid-19. Wywierane są coraz silniejsze naciski na Chiny, czyli kraj, który odmówił podania wyników dochodzenia epidemiologicznego, jakie przeprowadził, odmówił również przyjęcia inspekcji zagranicznych ekspertów.

Opinia światowa pragnie dowiedzieć się więcej o epidemii, która rozpoczęła się w Wuhan, a która oficjalnie zainfekowała już 3,5 miliona ludzi na całym świecie, przy czym zabiła co najmniej 230 000 chorych, jednocześnie zmuszając połowę ludzkości do autoizolacji i wreszcie rozłożyła na łopatki światową gospodarkę. Naukowcy i czołowi politycy uważają, że zbadanie pochodzenia wirusa jest pilnym i niezbędnym krokiem, który zapobiegnie nowej pandemii.

Najbardziej bezpośredni atak został przeprowadzony w Stanach Zjednoczonych, gdzie prezydent Donald Trump nabrał pewności, że Covid-19 pochodzi z bardzo newralgicznego laboratorium typu P4 z Wuhan. W obecnym roku, który jest rokiem wyborów prezydenckich w USA, kwestia chińska stała się jednym z głównych tematów życia politycznego w Waszyngtonie. Amerykański prezydent, według którego „za wszystkie działania trzeba któregoś dnia zapłacić”, chce pociągnąć Chiny do odpowiedzialności za to, co zrobiły, i przewiduje nałożyć na nie kolejne cła karne.

Premier Australii, zazwyczaj dość dyskretny na międzynarodowej scenie dyplomatycznej, obiecał również, że będzie wywierał presję na następnym Zgromadzeniu Ogólnym WHO, tak aby wszczęto dochodzenie w sprawie pandemii. Pekin zareagował wystosowaniem gróźb represji gospodarczych wobec Canberry, między innymi grożąc bojkotem australijskich produktów oraz australijskich uniwersytetów.

Do tej pory rządy państw europejskich wahały się, czy rozpocząć spor dyplomatyczny z Chinami, w tym szczególnie delikatnym momencie. Co prawda Jean-Yves Le Drian, francuski minister spraw zagranicznych, wezwał chińskiego ambasadora w Paryżu z obraźliwymi uuwagami, jakie ten ostatni skierował wobec Francji, ale co należy podkreślić, Unia Europejska odłożyła w czasie publikację krytycznego tekstu na temat polityki dezinformacji, jaką prowadzą Chiny, a opublikowała go dopiero po złagodzeniu treści. Przywracanie równowagi sił nie jest specjalnością krajów europejskich, zwłaszcza jeśli chodzi o Chiny, z którymi gospodarki europejskie są powiązane dużą liczbą kontraktów handlowych, szczególnie kontraktów dotyczących zakupu sprzętu medycznego.

Aktualnie Unia Europejska podnosi ton głosu i przygotowuje projekt rezolucji na zgromadzenie ogólne WHO. W wywiadzie dla francuskiego tygodnika JDD, Josep Borrell, szef europejskiej dyplomacji, podkreślił „znaczenie, jakie ma lepsze poznanie okoliczności, w których ta pandemia rozwinęła się”. Nalegał przy tym na konieczność „przeanalizowania w sposób niezależny, tego co się stało”. Nawet jeśli Chiny pozostają jego zdaniem „strategicznym partnerem dla UE”.

Nawet WHO, krytykowana za bezkrytyczne wspieranie Pekinu od samego początku epidemii, z szefem, którego prochińskie nastawienie kosztowało ją utratę wsparcia finansowego Stanów Zjednoczonych, sprawia dzisiaj wrażenie, że odzyskała trzeźwość oceny sytuacji. Organizacja ta sugeruje obecnie chińskim władzom, aby zaprosiły jej zespoły medyczne do ​​udziału w dochodzeniach na temat pochodzenia wirusa.

Liczba krajów, które chcą pociągnąć Chiny do odpowiedzialności, zwiększa się każdego dnia. Presja na Chiny wywierana jest również przez służby wywiadowcze. W piętnastostronicowym dokumencie agencje wywiadowcze anglosaskiej grupy krajów o nazwie Five Eyes (Stany Zjednoczone, Australia, Kanada, Nowa Zelandia i Wielka Brytania) oskarżają Chiny o zniszczenie dowodów pochodzenia koronawirusa. Dokument ten utrzymuje, że ​​chińskie zachowanie jest „obrazą dla międzynarodowej przejrzystości w działaniach”.

Wszystkim tym, którzy wymagają od Chin usprawiedliwienie się i otwarcia na wizytę zagranicznych ekspertów, władze chińskie odmawiają stanowczo takiej możliwości, twierdząc, że żądania, aby przeprowadzić niezależne dochodzenie są motywowane względami politycznymi.

Tak więc epidemia Covid-19 jest w centrum dyplomatycznej bitwy między Chinami i czołowymi mocarstwami zachodnimi, wywołując brutalną konfrontację między dwoma przeciwstawnymi sobie modelami rządów: rządami demokracji, które wymagają przejrzystości oraz rządami ultra-autorytarnych i komunistycznych reżimów, które szukają oparcia w braku przejrzystości i dezinformacji. Który z modeli zwycięży?

W każdym razie sytuacja została oceniona przez Chiny jako wystarczająco skomplikowana, aby stać się przedmiotem wewnętrznego raportu, jaki przedstawił w zeszłym miesiącu minister bezpieczeństwa Chin najwyższym władzom kraju, a który raportuje również agencja Reuters. Dokument ujawnia, że ​​Chiny spotykają się obecnie z ogromną falą wrogości wobec siebie, na całym świecie. Nastroje antychińskie są na najwyższym poziomie, jaki odnotowano od 1989 roku, kiedy to miały miejsce represje na Placu Tiananmen.

Raport Chińskiego Instytutu Współczesnych Stosunków Międzynarodowych (CICIR), a więc think-tank współpracującego ściśle z tamtejszym Ministerstwem Bezpieczeństwa, ostrzega, że ​​nastroje antychińskie mogą spowolnić rozwój projektu „nowych jedwabnych szlaków”. Mogą one również doprowadzić stosunki między Chinami i Stanami Zjednoczonymi do najgorszego możliwego scenariusza, scenariusza konfrontacji zbrojnej. Władze chińskie, które od marca zintensyfikowały swoje działania dezinformacyjne poza granicami kraju, wydają się byc gotowe, w każdym razie na piśmie, na wszystko, byle tylko uniknąć wyjaśnienia okoliczności powstania koronawirusa.

Źródło: Le Figaro