11 listopada 1918 r., w dniu zakończenia I wojny światowej, na terenie ziem Królestwa Polskiego stacjonowało około 80 tys. żołnierzy niemieckich, a realnym zagrożeniem była także ponad 600-tysięczna armia kaiserowska na froncie wschodnim. Odzyskanie niepodległości w tych warunkach było niemal cudem.

Na cud ten złożyły się korzystna sytuacja międzynarodowa, umiejętność współdziałania Polaków w imię dobra wyższego oraz pokerowe zagrywki Józefa Piłsudskiego. Nie mniej ważnym czynnikiem, o którym rzadko się przypomina, była umiejętność Polaków do organizowania się pod kątem pomnażania narodowego kapitału. Polacy wzięli sobie do serca powiedzenie Napoleona, że do prowadzenia wojny potrzebne są trzy rzeczy: pieniądze, pieniądze i jeszcze raz pieniądze.

Bardzo korzystną sytuację międzynarodową z przełomu października i listopada 1918 roku należało mądrze i rozważnie wykorzystać – i to od Polaków zależało już, czy szansę tę będą potrafili wykorzystać.

Wiatru w żagle marzeń o niepodległej Polsce dodali nam Węgrzy, ogłaszając już 31 października deklarację niepodległości i wyrażając chęć oderwania się od Austrii. Na to czekali tylko Polacy. Nasi pradziadowie aktywnie przystąpili do przejmowania władzy na ziemiach polskich okupowanych przez państwa centralne. W Cieszynie już od 19 października 1918 r. działała i sprawowała funkcje rządowe Rada Narodowa Księstwa Cieszyńskiego pod przewodnictwem księdza Józefa Londzina. Pod koniec października w Krakowie działała Polska Komisja Likwidacyjna, mająca na celu oderwanie od Austro-Węgier ziem polskich. Już 31 października na ulicach Tarnowa, a następnie Krakowa załopotały polskie flagi, wywołując powszechny entuzjazm Polaków.

Tego samego dnia (31 października 1918 roku) w Magdeburgu spotkał się z Piłsudskim niemiecki hrabia Harry Kesseler, który próbował wymusić na legioniście (który był przecież więźniem) jakąkolwiek pisemną deklarację lojalności wobec niemieckiego cesarza. Piłsudski nie dał się zapędzić w kozi róg i niczego nie podpisał. Sam ograł Niemca, wmawiając mu, iż „dzisiejsza generacja Polaków nie pójdzie walczyć w poznańskie czy do Prus Zachodnich”. Piłsudski został zwolniony z magdeburskiej twierdzy i 10 listopada przyjechał do Warszawy. Przyjazd komendanta do stolicy stał się iskrą zapalną pożaru niepodległości, którego żadna wroga siła nie potrafiła już ugasić.

Na Dworcu Głównym powitał go m.in. reprezentujący Radę Regencyjną książę Zdzisław Lubomirski. Początkowo Piłsudski chciał jechać dalej, do Lublina, gdzie od trzech dni na wyzwolonych terenach działał Tymczasowy Rząd Republiki Polskiej z Ignacym Daszyńskim na czele (rząd ten zresztą na wiadomość o powrocie Piłsudskiego z Magdeburga oddał mu się do dyspozycji.). Piłsudski postanowił działać w Warszawie, gdzie stacjonował ponad 30-tysięczny garnizon niemiecki, który niepodległościowe dążenia Polaków z łatwością mógł utopić we krwi. Było to realne zagrożenie wziąwszy pod uwagę, że Niemcom w Warszawie z pomocą mogły przyjść wojska stacjonujące na froncie wschodnim. Piłsudski jeszcze 10 listopada w późnych godzinach wieczornych spotkał się z niemiecką Centralną Radą Żołnierską.

Niemcy nie wiedzieli, iż jej powstanie było inspirowane przez… Piłsudskiego. Był to genialny plan brygadiera, który widząc rewolucyjne wrzenie żołnierzy w Berlinie, zainspirował członka POW i dezertera z armii niemieckiej, by w mundurze niemieckim odegrał rolę wysłannika Centralnej Rady Żołnierskiej z Berlina. Fortel się udał. Niemieccy żołnierzy połknęli haczyk i zaczęli zakładać Centralne Rady Żołnierskie, które zaczęły przejmować władze w niemieckim wojsku (co więcej nie tylko w Warszawie, ale i w innych miastach Królestwa Polskiego).

11 listopada Piłsudski potwierdził niemieckim Radom Żołnierskim gwarancję bezpiecznej ewakuacji żołnierzy niemieckich pod warunkiem złożenia broni i oddania zajmowanych budynków. Piłsudski zalecił też członkom POW rozważne i spokojne działanie oraz współpracę z niemieckimi Radami Żołnierskimi.

Niestety, rewolucyjna agitacja Rad Żołnierskich nie przemówiła do ok. 8 tys. elitarnych żołnierzy stacjonujących m.in. w Cytadeli Warszawskiej. Były to świetnie uzbrojone i wyszkolone formacje, do których należał m.in. pułk aspirantów oficerskich. 11 listopada doszło do zaciętych starć z Niemcami i był to moment, który mógł negatywnie zaważyć na przejmowaniu Warszawy przez Polaków. Na szczęście działanie Polaków było bardzo rozważne.

Piłsudski postawił na dalsze pertraktacje dbając jednocześnie o budowanie struktur Wojska Polskiego, które zostało wzmocnione ok. 5 tysiącami dezerterów z armii kaiserowskiej.

12 listopada w pierwszym rozkazie do Wojska Polskiego pisał: „Żołnierze! Obejmuję nad wami komendę w chwili, gdy serce w każdym Polaku bije silniej i żywiej, gdy dzieci naszej ziemi ujrzały słońce swobody w całym jej blasku”.

Los zalążków Państwa Polskiego wisiał na włosku, gdyż z odsieczą niemieckiemu garnizonowi w Cytadeli chciały przyjść świeżo ściągnięte jednostki z Rosji, (które „wsławiły” się już masakrą oddziałów POW w Białej Podlaskiej i Międzyrzeczu.) Piłsudski zdawał sobie też sprawę z tego, że realnym zagrożeniem była też 600-tysięczna armia niemiecka rozlokowana na froncie wschodnim, która swoje bagnety mogła skierować przeciwko Polakom.

Polakom i tym razem sprzyjało szczęście. Peowiacy namówili jednego ze zrewoltowanych żołnierzy niemieckich, by zadzwonił do niemieckiego sztabu i spacyfikował plany wkroczenia do Warszawy. Plan się powiódł. Niemieckie dowództwo zaniechało wysłanie oddziałów do Warszawy, a 19 listopada ze stolicy wyjechał ostatni transport niemieckiego garnizonu. Polacy wykorzystali historyczną szansę – opanowanie Warszawy było kluczowym etapem w restytucji Państwa Polskiego.

Student Uniwersytetu zawiesza polską flagę na Pałacu Namiestnikowskim w Warszawie

Cztery dni później, 22 listopada 1918 r. nowy rząd opracował, a Piłsudski zatwierdził „Dekret o najwyższej władzy reprezentacyjnej Republiki Polskiej”. Na mocy tego dekretu, który był swego rodzaju ustawą zasadniczą, Piłsudski obejmował, jako Tymczasowy Naczelnik Państwa, „Najwyższą Władzę Republiki Polskiej” i miał ją sprawować do czasu zebrania się Sejmu Ustawodawczego.

Należy podkreślić, że podstawowym czynnikiem, który sprzyjał Polakom, był jedność polityczna. Jedność polityczna, która zwłaszcza dzisiaj jest nam potrzebna.

11 listopada 1918 r. Rada Regencyjna „wobec grożącego niebezpieczeństwa zewnętrznego i wewnętrznego, dla ujednolicenia wszelkich zarządzeń wojskowych i utrzymania porządku w kraju” przekazała władzę wojskową i naczelne dowództwo wojsk polskich, jej podległych, brygadierowi Józefowi Piłsudskiemu. Ten, mając powszechne poparcie społeczne, zdecydował się przejąć władzę od regentów i stał się rzeczywistym przywódcą tworzącego się Państwa Polskiego.

29 listopada 1918 r. Piłsudski, zwracając się w Belwederze do grona najbliższych współpracowników, tak mówił o odzyskanej niepodległości: „Jest to największa, najdonioślejsza przemiana, jaka w życiu narodu może nastąpić. Przemiana, w której konsekwencji powinno się zapomnieć o przeszłości; powinno się przekreślić wielkim krzyżem stare porachunki (…) A czas przed nami jest krótki i tylko wspólnym wysiłkiem możemy zadecydować, na jakiej przestrzeni, w jakich granicach naszą wolność obwarujemy i jak silnie staniemy na nogach, zanim dojdą z powrotem do siły i pełnego głosu sąsiedzi ze wschodu i z zachodu”.

Listopad 1918 r. był dopiero początkiem budowy niepodległego państwa. Bardzo ważnym czynnikiem było też istnienie polskiego kapitału, bez którego trudno sobie wyobrazić prowadzenia działań wojennych. Na łamach „Forum Polskiego Gospodarki” przypominamy sylwetki polskich geniuszy i wynalazców, którzy nierzadko pomnażanie polskiego kapitału traktowali jak patriotyczny obowiązek. To także trud setek tysięcy Polaków wykuwał niepodległość Polski ciężką pracą. Pisał o tym (w o wiele głębszym wymiarze) ulubiony poeta Jana Pawła II – Cyprian Kamil Norwid: „Bo piękno na to jest, by zachwycało | do pracy – praca, by się zmartwychwstało”.

(materiały ilustracyjne: Wikimedia Commons)