„7 sierpnia wpadł do naszego mieszkania przy ulicy Dworskiej niemiecki żołnierz z wymierzonym w naszą stronę karabinem maszynowym, krzycząc tylko jedno słowo: „Raus!!!! (…) Pędzili nas razem z mamą, babcią i innymi, których znaleźli w domach na Woli. Nagle zobaczyłem SS-mana, który na trzecim piętrze kamienicy trzymał mojego kolegę (nieco młodszego ode mnie), po czym wyrzucił go przez okno. W ostatnim momencie chłopiec złapał go za klapy i z tymi urwanymi klapami w dłoniach spadł na bruk i skonał. Nam kazano uklęknąć na trawniku, z rękoma do góry, a przed nami, w odległości około trzech metrów, wzdłuż całego kościoła rozstawione rkm-y… i czekaliśmy na egzekucję. Mama myślała, że to już koniec, powiedziała zamknij oczy, nie będzie bolało”.
Ja te słowa słyszę bez przerwy do dzisiaj – wspominał ksiądz Stanisław Maciej Kicman, który jako siedmioletni chłopiec cudem przeżył Rzeź Woli.

Ksiądz Stanisław Maciej Kicman (kadr z filmu Jarosława Mańki)

W kwietniu tego roku zmarł ksiądz Stanisław Maciej Kicman, który lata okupacji niemieckiej i tragiczny czas Powstania Warszawskiego oglądał oczami małego dziecka – kilkuletniego chłopaka.
Księdza Kicmana poznałem kilka lat temu. Jego wstrząsające i zapamiętane z fotograficzną dokładnością wspomnienia o pierwszych dniach Powstania Warszawskiego oraz o najbardziej zezwierzęconym niemieckim odwecie w postaci Rzezi Woli robił na wszystkich, bez wyjątku, piorunujące wrażenie. Spotkałem się z księdzem później jeszcze kilkakrotnie u niego „na kwaterze” – w podwarszawskiej parafii w Raszynie, w której posługiwał. To wtedy dokładnie opowiedział mi, w jakich okolicznościach, razem z mamą i babcią, cudem uniknął śmierci.

Nic się nie bój

Podczas jednego z naszych spotkań ksiądz przyniósł pamiętniki zmarłej matki, Moniki Kicman. W swoich wstrząsających zapiskach nazywała syna jego drugim imieniem – Maciuś. Podobnie jak i jej syn, tak i Monika Kicman zapamiętała okropności wojny i zezwierzęcenie Niemców z fotograficzną wręcz dokładnością. Oto jeden z takich opisów:

„(…) W pobliżu figury Matki Bożej, na całym trawniku, obok świątyni, kazali tej ogromnej gromadzie ludzi uklęknąć, z rękami złożonymi na głowach. Przed nami wystawiono karabin maszynowy, przed którym stał rozwrzeszczany żołdak. (…) Przemawiałam czule i spokojnie do Maciusia. Nic się nie bój, zamknij oczka i mów paciorek. (…) Wtem niespodziewanie zjawił się drugi Niemiec i gardłowym głosem kazał Ukraińcowi zabrać karabin, a sam ochrypłym aufstehen poderwał nas i wskazał kierunek do głównych, otwartych szeroko drzwi kościoła, (…) przy pierwszych drzwiach piętrzyła się we wgłębieniu sterta ludzkich ciał. Do dziś pamiętam niektóre, wysuwające się głowy, twarze i małe, w lakierkach i pomarańczowych skarpetkach, nóżki dziecka (…)”.

Pamiętniki matki księdza Stanisława Macieja Kicmana opisują wydarzenia niezwykle dokładnie, piękną polszczyzną i stanowią bardzo ważne świadectwo historii. Znalazł się wydawca, który wydał je drukiem tytułując – zgodnie z życzeniem autorki – „Pokonać strach. Niemieckie zbrodnie w relacji naocznego świadka”.

Najbardziej wstrząsające i dokładne są relacje Moniki Kicman z Rzezi Woli. Są to wspomnienia człowieka, który jest prowadzony na śmierć, i który tej śmierci cudem unika. Obrazy wtedy zapamiętane wbijają się w mózg na zawsze, z takimi detalami jak… małe nóżki dziecięce w lakierkach i pomarańczowych skarpetkach, wystające ze stosu ludzkich ciał przygotowanych do spalenia przez Sonderkommando.

Książka, która wydrukowana została w języku polskim, tak naprawdę powinna być przetłumaczona w pierwszej kolejności na niemiecki. Polacy dość dobrze znają historię, Niemcy (i nie tylko) – wydaje się, że ją wypierają, rozwadniają i manipulują, więc wspomnienia te powinien przeczytać każdy Niemiec, dla którego sprawa pojednania nie jest wyświechtanym frazesem.

Szał mordowania

Zamordowani na Woli – 1944 / fot. Wikipedia

W przypadku Rzezi Woli wystarczy przypomnieć jedynie kilka faktów. Historycy obliczają, iż w czasie jej trwania mogło zginąć nawet 65 tysięcy Polaków. Rzeź Woli była najprawdopodobniej największą jednostkową masakrą ludności cywilnej, dokonaną w Europie podczas II wojny światowej. Największą i najokrutniejszą. W tej eksterminacji niemieccy okupanci wysługiwali się m.in rękoma kolaborujących Ukraińców, czy też żołnierzy z ROA.

Prowadzeni na rozstrzelanie ludzie byli zmuszani do wspinania się na stosy ciał osób zamordowanych wcześniej. Zwały trupów miały niekiedy po 25-35 metrów długości, 15-20 metrów szerokości i 2 metry wysokości. Mordowanie przybrało takie rozmiary, że wśród obserwujących je niemieckich żołnierzy zanotowano wiele przypadków załamania nerwowego. Ale, co niepojęte, zdarzały się też przypadki zwyrodnień i szału, kiedy to żołnierze wręcz szukali okazji do mordu. (Jakże często zdarzało się to też podczas Rzezi Wołyńskiej).

Kulminacja Rzezi Woli miała miejsce między 5 a 7 sierpnia 1944 roku. 7 sierpnia Maciuś Kicman, razem ze swoją mamą Ewą i babcią Katarzyną, zostali wypędzeni z kamienicy przy ulicy Dworskiej i znaleźli się w tłumie ludzi prowadzonych przez kolaborujących Ukraińców na rozstrzelanie. Piekielną scenerię dopełniały płonące wokół kamienice. W końcu – oczekiwanie na egzekucję za murami kościoła, które to mury „kryły” dowody wcześniejszych zbrodni Niemców – sterty rozstrzelanych ludzi.

Warszawiacy pędzeni ulicą Wolską – 1944 / fot. Wikipedia

Ocalenie

Na szczęście do egzekucji, na którą Stanisław Kicman czekał trzy godziny na klęczkach przed kościołem, jednak nie doszło. I to wydarzenie można traktować w kategoriach cudu. Niemieckie dowództwo nagle zmieniło rozkazy. Od 8 sierpnia Niemcy zaczęli wysyłać ludność cywilną Warszawy do obozów koncentracyjnych oraz do obozów pracy. To uratowało małego Stanisława Macieja Kicmana i jego bliskich; niebawem trafili do obozu koncentracyjnego w Bergen-Belsen, a stamtąd do obozu pracy Hameln pod Hanowerem, gdzie doczekali wyzwolenia. Szczęśliwie obóz koncentracyjny (w Sachsenhausen) przeżył też ojciec małego Stanisława, który w 1945 roku odnalazł żonę i synka.
Ksiądz Stanisław Kicman do końca swoich dni dawał świadectwo o tym, co robili Niemcy podczas Rzezi Woli. Co ciekawe, będąc już kapłanem opowiadał o tym także niemieckiej młodzieży – po niemiecku, bo w III Rzeszy, w niewoli, mały Kicman nauczył się mówić w tym języku.

Dziś pozostały nam nagrania świadectwa księdza Stanisława i książka jego matki Moniki Kicman pt. „Pokonać strach”, w której bardzo często pisze o swoim synu. Sam ksiądz Stanisław z pewnością musiał pokonać nie tylko strach, ale i zmierzyć się z prawdziwym przebaczeniem. A niełatwo jest przebaczyć swoim krzywdzicielom i oprawcom, którzy w bestialski sposób zamordowali kolegów ze szkolnej ławki, sąsiadów, mieszkańców Woli.
Czy między innymi dlatego został kapłanem (a został nim już jako wdowiec, w wieku emerytalnym)? O to nie zdążyłem zapytać…

Mieszkańcy Woli wygonieni ze swoich domów – 1944 / fot. Wikipedia