fbpx
środa, 12 czerwca, 2024
Strona głównaFelietonCyfrowa algorytmizacja umysłu Romana Rybarskiego

Cyfrowa algorytmizacja umysłu Romana Rybarskiego

Roman Rybarski to nie Milton Friedman ani Ludwig von Mises. To nie jest postać z mojej drużyny. Ale był to też ktoś, z kim na pewno mógłbym sensownie rozmawiać o tym, co nas dzieli. Ale i łączy.

Staram się pisać felietony jako coś osobistego. Pewnie nawet czasami mi się to udaje. Nie jest to ekstrawersja, to tylko mieszczenie się w definicji tego, czym jest felieton. Krótki utwór dziennikarski, subiektywny i będący punktem widzenia na jakąś sprawę, będący opinią – pewnym głosem w dyskusji o czymś. Skoro głosem, to wolę mówić swoim, a nie czyimś, albo bezosobowym, rodem z syntezatora.

To powoduje, że jakoś około terminu, do którego mam przesłać kolejny tekst, zaczynam się zastanawiać nad tym, co takiego wydarzyło się w mijającym tygodniu, a więc od czasu rozliczenia się z poprzedniego felietonu. Subiektywizm powoduje, że te ważne rzeczy i ważne sprawy są ważne przede wszystkim dla mnie i dopiero po przetworzeniu, nadaniu im jakiegoś swojego kolorytu, puszczeniu ich przez moją soczewkę, mogą stać się ciekawe dla kogoś innego. Dla innych oczywiście, mogą więc być co najwyżej „ważne” – na szczęście nie ma przymusu czytania moich tekstów, byłaby to moja osobista porażka jako libertarianina.

Dla mnie najważniejszym wydarzeniem mijającego tygodnia była premiera filmu „Roman Rybarski. Recepta na rozwój” i była ważna dlatego, że jestem jego scenarzystą i reżyserem. Nie jest to oczywiście wydarzenie, którym żyła w mijającym tygodniu cała Polska, naprawdę trudno byłoby zresztą przebić filmem dokumentalnym (kolejny) kryzys na granicy z Białorusią, a to tylko sama czołówka peletonu.

Film o Rybarskim oczywiście polecam obejrzeć i choć oczywiście nie jestem obiektywny, nawet nie próbuję, to myślę, że może on być przydatnym narzędziem do myślenia o sprawach publicznych. Nie tylko zresztą dla admiratorów spuścizny Rybarskiego, nielicznych, ale obecnych, skoro za produkcję dokumentu odpowiada instytut jego imienia. Mnie samemu zresztą dużo bliżej do innych ekonomistów. Jeśli miałbym ograniczać się do polskiej myśli przedwojennej, byłby to Adam Heydel. Metodologiczny austriak, seminarzysta Ludwiga von Misesa, dzielący co prawda z Rybarskim niektóre z poglądów, ale inaczej rozkładający akcenty. Niestety, dzielący też z nim tragiczny finał ziemskiej podróży.
To „bliżej” jeszcze nie oznacza, że mam zamiar całe życie czytać tylko te książki, które już znam. Reżyserska wycieczka w kierunku ekonomisty z innego kręgu była ożywcza.

Bo i Roman Rybarski czegoś nas dzisiaj może jeszcze nauczyć, jeśli zrozumiemy samych siebie jako uczniów w relacji do mistrzów. O tym także jest film, o niewykorzystanych receptach na rozwój, które nawet w dzisiejszych realiach wciąż są warte rozważenia, ale też przetworzenia. Wokół jednej z nich, tutaj spoiler, jest to ograniczenie biurokracji, na dobrą sprawę można budować koalicję tak szeroką, jak cały Sejm. Ostatecznie, tania i zarazem sprawna administracja mieści się w katalogu pożądanych przymiotów państwa, o jakie mogą zabiegać zarówno socjaliści, konserwatyści, a nawet tych może trzech czy tam czterech posłów – liberałów, choć oczywiście, w każdym z przypadków argumentacja za taką reformą byłaby inna.

Filmy wywołują jednak we mnie przemyślenia i dotyczy to także tych, które sam zrobiłem. Nie inaczej jest tym razem. Uderza przede wszystkim niesamowita przepaść, jaka dzieli merytoryczne przygotowanie przedwojennego ruchu narodowego do tego, co reprezentuje on sobą dzisiaj. Przeszli liderzy, tacy jak Roman Rybarski, byli ludźmi, z którymi można się było nie zgadzać, ale którzy swoje argumenty spisywali w książkach (i to takich z przypisami), powszechnie zresztą uznawanych za ważne i niekiedy wznawianych nawet w czasach nam współczesnych. Rybarski był nie tylko politykiem, przez dłuższy czas był też posłem, był również reformatorem i uczonym. Edward Taylor, Stanisław Głąbiński, Stanisław Grabski – to kolejne profesorskie nazwiska, a narodowa lista wcale nie jest jeszcze wyczerpana. Co mamy dzisiaj po tamtej stronie ideowej barykady? Pomijając wcale ciekawe i nierzadko rozsądne trzeciosektorowe inicjatywy: to widać w Sejmie, co mamy. I nawet nie mogę napisać, że „na szczęście to nie moje poglądy”, bo słabej jakości kadry, nawet wtedy, kiedy nie są mi tożsame ideowo, to jednak głosują, a ich decyzje dotyczą wszystkich.

Roman Rybarski, gdyby jakimś cudem przenieść go dzisiaj, w nasze czasy i nasze realia, byłby zresztą wielkim wzmocnieniem dla liberałów i libertarian. Nie dlatego, że sam był liberałem lub libertarianinem, bo liberałem był jedynie gospodarczym, ale właśnie dlatego, że częściowo moglibyśmy się z nim zgadzać, a częściowo nie, a już to inicjowałoby impuls dla poprawy merytorycznej w tych środowiskach, które się z Rybarskim nie zgadzają w pełni i mogłyby z nim polemizować. Byłaby to bowiem, w wielu aspektach, nie wszystkich – Rybarski również cierpiał na to, co Maciej Górny opisuje w „Historii głupich idei” – polemika z zawodnikiem z pierwszej ligi.

Co prowadzi mnie do jeszcze innego wniosku, bo niby dlaczego felieton miałby nie być pomysłem także na opowiadanie science-fiction? Narzędzia algorytmicznej inteligencji stają się coraz lepsze. Co by było, gdyby naładować jakieś narzędzie AI wszystkimi zachowanymi wypowiedziami Romana Rybarskiego, jednocześnie jednak dodać do tego te informacje o historii, ekonomii, rozwoju społecznym, które wydarzyły się od śmierci Romana Rybarskiego – cielesnego, do powstania informatycznej symulakry jego umysłu? Czy nie byłoby dobrze, aby taki „Rybarski Generative Pre-trained Transformer”, RybarskiGPT, ale odwzorowujący tylko jeden umysł, stał się ponownie uczestnikiem naszej debaty publicznej? Czy polscy zwolennicy szkoły austriackiej, zamiast wchodzić z nim w dyskusje o rozwoju gospodarczym Polski nie powinni aby wtedy zaproponować, analogicznie, symulakry umysłu Adama Heydla?

Może tak. Ale jak na moje wyczucie, sami Roman Rybarski i Adam Heydel mogliby nie chcieć takiej przyszłości dla swoich rodaków, dla nas. A razem z nimi dużo bardziej politycznie i społecznie liberalny Ferdynand Zweig, albo choćby i wolnorynkowy społeczny konserwatysta Adam Krzyżanowski. Dlaczego? Im wszystkim zależało na tym, abyśmy się doskonalili. Jako jednostki i jako społeczeństwo. Rozmowa przy pomocy tylko nich samych, choćby i technologicznie przetworzonych myśli, odcinałaby nam motywację do tego, aby być po prostu lepszymi. Lepszymi ekonomistami, działaczami społecznymi, publicystami, politykami, uczonymi i tutaj możemy dopisać jeszcze więcej ról, jakie pełnili przedstawiciele szacownego, przedwojennego profesorskiego grona. Nie można się doskonalić, będąc zaślepionym autorytetem, autorytet to drogowskaz, ale drogę trzeba przejść samemu. Jeżeli szacowne życiorysy odczytać faktycznie jako testamenty, które my mamy wykonać, to musimy się tylko inspirować. A nie powtarzać dosłownie to, co powiedzieli lub napisali ludzie uzbrojeni w maszyny do pisania zamiast komputerów i Internetu – którzy mimo skromnego w porównaniu do naszego instrumentarium do dziś potrafią zaskoczyć swoją myślą. I właśnie dlatego „recepty na rozwój” są możliwe tylko w tym znaczeniu, że przeszłość traktujemy jako rozmowę z bardzo starym człowiekiem, którego słowa trzeba dostosować do współczesności. Bo inaczej przegramy przeszłość.

Marcin Chmielowski

Każdy felietonista FPG24.PL prezentuje własne poglądy i opinie

Marcin Chmielowski
Marcin Chmielowski
Politolog, doktor filozofii, autor książek, scenarzysta filmów dokumentalnych.

INNE Z TEJ KATEGORII

Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal

Z pewnością zgodzimy się wszyscy, że najbardziej nieakceptowalną i wywołującą oburzenie formą działania każdej władzy, niezależnie od ustroju, jest działanie w tajemnicy przed własnym obywatelem. Nawet jeżeli nosi cechy legalności. A jednak decydentom i tak udaje się ukryć przed społeczeństwem zdecydowaną większość trudnych i nieakceptowanych działań, dzięki wypracowanemu przez wieki mechanizmowi.
5 MIN CZYTANIA

Legia jest dobra na wszystko!

No to mamy chyba „początek początku”. Dotychczas tylko się mówiło o wysłaniu wojsk NATO na Ukrainę, ale teraz Francja uderzyła – jak mówi poeta – „w czynów stal”, to znaczy wysłała do Doniecka 100 żołnierzy Legii Cudzoziemskiej. Muszę się pochwalić, że najwyraźniej prezydent Macron jakimści sposobem słucha moich życzliwych rad, bo nie dalej, jak kilka miesięcy temu, w nagraniu dla portalu „Niezależny Lublin”, dokładnie to mu doradzałem – żeby mianowicie, skoro nie może już wytrzymać, wysłał na Ukrainę kontyngent Legii Cudzoziemskiej.
5 MIN CZYTANIA

Rozzłościć się na śmierć

Nie spędziłem majówki przed komputerem i w Internecie. Ale po powrocie do codzienności tym bardziej widzę, że Internet stał się miejscem, gdzie po prostu nie można odpocząć.
6 MIN CZYTANIA

INNE TEGO AUTORA

Rozzłościć się na śmierć

Nie spędziłem majówki przed komputerem i w Internecie. Ale po powrocie do codzienności tym bardziej widzę, że Internet stał się miejscem, gdzie po prostu nie można odpocząć.
6 MIN CZYTANIA

Pluszowy krzyż polskich liberałów i libertarian

Rozmowa z innym pozwala docenić to, co mamy. Szczególnie wtedy, kiedy ten inny jest tak naprawdę bardzo do nas podobny. Na przykład jest libertarianinem z Białorusi.
5 MIN CZYTANIA

Można rywalizować z populistami w polityce, ale najlepiej po prostu ograniczyć rolę państwa

Możemy już przeczytać tegoroczny Indeks Autorytarnego Populizmu. Jest to dobrze napisany, pełen informacji raport. Umiejętnie identyfikuje problem, jaki mamy. Ale tu potrzeba więcej. Przede wszystkim takiego działania, które naprawdę rozwiązuje problemy, jakie dostrzegają wyborcy populistycznych partii.
4 MIN CZYTANIA