W największych polskich kurortach brakuje miejsc, a w ciepłe dni plaże wciąż zapełnione są po brzegi. Na pierwszy rzut oka nikt by nie pomyślał, że właśnie zmagamy się z jednym z najpoważniejszych kryzysów gospodarczych. Ale nie zapominajmy, że większość branż wciąż walczy o przetrwanie, a dla niektórych będzie to ostatnie lato.

Po marcowym szoku, jakim było pojawienie się w Polsce koronawirusa, nasza gospodarka zamarła. W efekcie rząd musiał uruchomić bezprecedensowe wsparcie dla przedsiębiorców. Bez niego czekałaby nas gigantyczna zapaść. Walka ze skutkami pandemii na szczęście zaczęła się szybko i w miarę sprawnie – teraz zatem czas na wsparcie sektorowe.

Kończą się wakacje, trudno więc nie zauważyć, że to właśnie turystyka – jako pierwsza – padła w Polsce ofiarą rozlewającej się po świecie pandemii. Dla części tego sektora obroty zaczęły spadać już w lutym. W większości rynek zupełnie zniknął w połowie marca, a rozwiązania pomocowe zawarte w tarczy antykryzysowej obowiązywały dopiero od 1 kwietnia. W dodatku były one nikłą odpowiedzią na skalę problemu.

Polacy tłumnie ruszyli w Polskę, wielu zrezygnowało z wyjazdu zagranicznego. Popularne i często egzotyczne destynacje zamieniliśmy na mazurskie jeziora, malownicze góry czy nadbałtyckie palże. To dobrze, że odkrywamy na nowo uroki naszego kraju. Niemniej, w ostatnich latach siłą polskiej turystyki byli także goście z innych krajów, w tym roku będzie ich zapewne zdecydowanie mniej. Powinno się również pomyśleć o biurach podróży – wiele z nich miało kłopoty jeszcze przed wybuchem epidemii, a obecna sytuacja to dla nich gwóźdź do trumny. Sprawy nie rozwiąże bon turystyczny – owszem, to dobry pomysł, ale dlaczego nie miałby być dostępny dla wszystkich? Przecież turyści to nie tylko osoby mające dzieci.

Cierpi też branża konferencyjna. W tym roku firmy masowo rezygnowały z wyjazdów integracyjnych i konferencji. A dla licznych hoteli i ośrodków wypoczynkowych to było główne źródło utrzymania. Wiele wskazuje na to, że ten stan rzeczy zmieni się nieprędko – biorąc pod uwagę zapowiedzi o drugiej, jesiennej fali zakażeń.

Bardzo mocno skutki pandemii odczuła także branża transportowa, szczególnie transport osobowy. Chociaż coraz więcej z nas nie boi się już podróżować, to jednak straty z początku pandemii trudno będzie odrobić. Nie mówiąc o tym, że do pełnego odbicia droga ciągle daleka.

To wszystko oznacza, że wsparcie dla gospodarki musi mieć charakter punktowy. Trzeba się skoncentrować na konkretnych branżach – tych, w które kryzys uderzył z największą siłą. To idealny moment, aby posłuchać głosu przedsiębiorców i ustalić, jaka forma pomocy się sprawdziła, co nie wyszło i co jest teraz najbardziej ważne dla powolnego odmrożenia gospodarki.

Strumień wsparcia musi być dobrze przemyślany i kierowany tam, gdzie jest najbardziej potrzebny. To sprawa przetrwania dla wielu podmiotów, które swoją pozycję rynkową budowały przez lata. Gdyby nie lockdown, radziłby sobie znakomicie. Nie można ich zostawić samym sobie. Potrzebujemy ich, bowiem następne lato już za rok!