Polska gospodarka od trzydziestu lat rozwija się w tempie, którego pozazdrościć może nam zdecydowana większość państw na świecie. Rozwój ten zawdzięczamy pracowitości, a także w miarę skutecznie prowadzonej polityce gospodarczej. Niemniej jednak to, co dawało nam przewagę, wkrótce może być kulą u nogi rozwoju gospodarczego.

fot. geralt (pixabay.com)

To, że polska gospodarka tak dobrze sobie radziła, a polskie przedsiębiorstwa tak skutecznie zdobywały kolejne rynki, to w dużej mierze efekt niskich kosztów działalności. To sprawiało, że konkurencyjność firm rosła, przez co mogły prowadzić skuteczną ekspansję na rynkach zagranicznych. Potwierdzają to m.in. dane Banku Światowego. W 1995 r. polski handel wynosił niespełna 44 proc. PKB Polski. W 2019 r. przychody z handlu stanowiły już 106 proc. PKB, a rok wcześniej było to nawet 107 proc. W tym samym czasie dla całego świata w 1995 r. handel odpowiadał za niespełna 44 proc. PKB. To wynik praktycznie identyczny jak dla Polski. Jednakże w 2019 r. globalny handel stanowił nieco ponad 60 proc. PKB.

Powyższe dane pokazują, że polskie firmy świetnie wykorzystały szanse, jakie dała im globalizacja i gospodarka rynkowa. Niemniej to, co dawało nam dotychczas dużą przewagę, za chwilę może być hamulcem rozwojowym. Polskie firmy ciągle opierają swoją konkurencyjność o niskie koszty działalności.
Według najnowszych danych Eurostatu godzinowy koszt pracy w firmach zatrudniających przynajmniej 10 osób wynosił w Polsce 11 euro. Była to jedna z najniższych wartości w całej UE. Niższe koszty pracy od Polski miały Litwa, Łotwa, Węgry, Chorwacja, Rumunia oraz Bułgaria. Dla porównania średni godzinowy koszt pracy w UE wyniósł 28,5 euro, a w strefie euro 32,3 euro. To wyraźnie więcej niż w Polsce.

Niskie koszty pracy – niskie płace

Niskie godzinowe koszty pracy wynikają u nas w dużej mierze z niskich płac. W związku z tym stoimy przed dylematem: albo będziemy dalej konkurować niskimi kosztami, w wyniku czego płace będą niskie, a Polacy nie będą się bogacić tak, jakby chcieli, albo znajdziemy inne rozwiązanie.

Permanentne opieranie swojej konkurencyjności o niskie koszty działalności jest zaprzeczeniem rozwoju. Po to Polska konkuruje na światowych rynkach, by szybciej się rozwijać, a co za tym idzie, mieć coraz bogatsze społeczeństwo. W związku z tym jeśli cały czas będziemy chcieli mieć niskie koszty pracy, to i owszem będziemy konkurencyjni, ale co nam po tej konkurencyjności?

Z tego powodu polskie firmy powinny zacząć robić coś, czego większość z nich dotychczas nie robiła, bo nie widziała takiej potrzeby – powinny zacząć inwestować w robotyzację, która w Polsce jest na żałośnie niskim poziomie. W 2018 r. na 10 tysięcy pracowników w przetwórstwie przemysłowym przypadały zaledwie 42 roboty. Dla porównania w Niemczech, które są europejskim liderem pod tym względem, jest ich 338. Z kolei w Czechach i na Węgrzech, które są na podobnym poziomie rozwoju gospodarczego co Polska, jest to odpowiednio 135 i 84. Oczywiście wszystkie wymienione kraje mają nieco mocniej rozwinięty przemysł automotive, który szczególnie opiera się na robotyzacji. Niemniej jednak współczynnik dla Polski jest wyjątkowo niski. Średnia dla całego świata to 99 robotów na 10 tysięcy pracowników przemysłowych. To ponad dwa razy więcej niż jest w Polsce.

Ratunek w robotyzacji

Polskie firmy muszą w związku z tym inwestować w robotyzację, jeśli chcą zwiększać swoją efektywność. Szybko rosnąca płaca minimalna (która w mojej opinii ma zmusić firmy, by przestały bazować na niskich kosztach) będzie zwiększać koszty pracy. Z tego powodu potrzebne są rozwiązania, które zwiększą efektywność przemysłu. Takim rozwiązaniem jest właśnie robotyzacja, która pozwoli na zwiększenie możliwości produkcyjnych przy podobnych kosztach funkcjonowania.
Dotychczas polskie firmy tego nie robiły, ponieważ tania i łatwo dostępna siła robocza sprawiały, że nie miały one potrzeby inwestowania w drogie urządzenia. Teraz jednak sprawy nieco się zmieniają. Płaca minimalna rośnie dość szybko, a Polacy chcą coraz więcej zarabiać. W związku z tym atuty naszych przedsiębiorstw z czasem będą miały coraz mniejsze znaczenie, gdyż rosnące koszty pracy są nieuniknione. Niemożliwym jest, by stały one w miejscu. Dlatego presja na przedsiębiorstwach na automatyzację i robotyzację będzie coraz większa.

Prawda jest taka, że im szybciej polskie firmy zaczną się robotyzować, tym lepiej dla nich, dla pracowników i całej gospodarki.
Nie da się w długim terminie dochodzić do bogactwa niskimi kosztami działalności. W pewnym momencie do gry wchodzi efektywność produkcji. Im większa robotyzacja, tym większa wartość produktów przypadająca na pracownika, tym większe możliwości, by zapłacić mu większą pensję i jednocześnie uzyskać większe profity z jego pracy.

Finansowe zachęty na innowacje

W robotyzacji przedsiębiorstw ważna jest także rola państwa, które będzie tworzyć zachęty dla firm. Jedną z takich zachęt jest planowana ulga podatkowa na robotyzację. Wstępne propozycje mówiły o możliwości odliczenia nawet 50 procent kosztów poniesionych na inwestycje w robotyzację, w tym na szkolenia pracowników obsługujących roboty. Szacowało się, że w ciągu pięciu lat firmy miały zaoszczędzić z tego tytułu 1,1 mld zł. Pomysł miał wejść w życie z początkiem 2021 r. Pod koniec grudnia poinformowano jednak, że ulga wejdzie w życie w drugiej połowie bieżącego roku. Na tę chwilę nic więcej nie wiadomo.

Coraz więcej mówi się o tym, że polska gospodarka musi zacząć się przezbrajać. Powinniśmy więcej inwestować w edukację, badania i rozwój oraz w robotyzację. W każdej z tych dziedzin bardzo mocno odstajemy od światowej czołówki. To pokazuje, że mamy wyjątkowo dużo do zrobienia. Dotychczas nikt się tym nie przejmował, gdyż polskim firmom do zdobywania rynków wystarczały niskie koszty. To jednak powoli się kończy. Musimy szukać nowych rozwiązań i zacząć mocniej inwestować zarówno w kapitał ludzki, jak i kapitał rzeczowy.

* autor jest redaktorem naczelnym portalu „Obserwator Gospodarczy”