„Wtedy ci, którzy będą w Judei, niech uciekają w góry; ci, którzy są w mieście, niech z niego uchodzą, a ci po wsiach, niech do niego nie wchodzą” (Łk 21).

Baihaki Hine/Pixabay

Przygotowują się na każdą groźną, czy tylko niestabilną, sytuację – począwszy od braku prądu i gazu, przez kryzys żywnościowy i deficyt wody pitnej, aż po ogólnoświatowy konflikt militarny i wybuch nuklearny. Budują schronienia i zaopatrują się w środki odkażające i broń. Nie tylko zbierają zapasy, lecz uczą się też strzelać oraz przetrwać w dziczy. Tylko w Polsce rynek produktów dla tak zwanych preppersów śmiało można szacować już na setki milionów złotych.

Preppersi, często bardziej swojsko zwani prepersami, chcą być gotowi na wszystko, co złego się wydarzy. Potrzebują do tego trzech podstawowych rzeczy: wiedzy, umiejętności przetrwania oraz zapasów produktów niezbędnych do przeżycia. Powódź, huragan, wojna, braki energii elektrycznej, gazu, węgla czy wody, a nawet czasowe tylko odcięcie od świata skutkujące utrudnionymi dostawami żywności – nic nie ma prawa ich zaskoczyć. W czasie prawdziwej epidemii bezpieczniej będzie nie wychodzić z domu. Przetrwać muszą. Jeśli nawet nie oni sami, to ich dzieci – tak myślą.

Ta żywność się nie popsuje

Wiedzą, że warto mieć w domu zapas żywności na co najmniej siedem do dziesięciu dni. Niektórzy uważają jednak, że na czternaście i więcej.

Czy istnieje jakaś „zobiektywizowana” lista produktów, które należałoby kupić na zapas, na wypadek „końca”? Z pewnością jest to żywność długoterminowa – przede wszystkim produkty suszone, odwodnione i liofilizowane, takie jak ryż, makaron, fasola czy wojskowy chleb pytlowy o trwałości do dwóch lat. Na rynku można kupić też gotowe liofilizowane, suszone i odwodnione dania o przedłużonej dacie ważności, w tym specjalistyczne racje ratunkowe. Wyposażające na armagedon sklepy internetowe oferują ziarna, cukier, sól, mieszanki owocowe, grzyby, wołowinę „beef jerky”, zupy, kisiele i budynie, a nawet masła smakowe. Nie brakuje też konserw rybnych i mięsnych o deklarowanej trwałości do trzech lat (a czasem nawet dłuższej), puszkowanych owoców, warzyw, domowych przetworów, sosów i gotowych produktów w słoikach.

Mało tego! Zapobiegliwi mogą nabyć owies w beczkach lub workach czy pszenicę konsumpcyjną w kilkunastokilogramowych wiaderkach, suszone ziemniaki oraz „bank nasion” oferowany tym, którzy mają własne ogródki.

Wyliczać można długo. A i to lista będzie zawsze niepełna, bo mający głowę na karku i trochę wyobraźni przedsiębiorca wymyśli dla prepersa jakąś nową, rynkową „niszę” – produkt bądź produkty, których posiadanie będzie postrzegane jako niezbędne do przeżycia.

Kudlińscy radzą

Przez wiele lat kaganek wiedzy rozpalał przed kandydatami na prepresów Adolf Kudliński, rolnik z zawodu i z zamiłowania – postać tyleż barwa, co kontrowersyjna. Wideoblogi, w których pokazywał, jak przetrwać w czasie zbliżającego się końca cywilizacji, do dziś przyciągają dziesiątki, a niektóre nawet setki tysięcy użytkowników. Sympatyczny pan Adolf czerpał głównie z krynicy tzw. zdrowego rozumu oraz swojej przebogatej wiedzy o polnych roślinach. Dziś już nie żyje, schedę po jego śmierci – tajemniczej i przedwczesnej (jak chce ją postrzegać wielu jego wychowanków) – przejął jego syn.

Takich nauczycieli przetrwania jest znacznie więcej. Niektórzy organizują, np. w Górach Stołowych czy Bieszczadach, specjalne obozy survivalowe. Oczywiście – słono płatne. Jest to biznes coraz lepszy i stale rosnący. Chętnych nie brakuje, nie tylko pośród młodzieży.

Przetrwać, gdy inni szaleją

Jeśli ktoś chciałby taki biznes przetrwania otworzyć opłacać się może założenie księgarni internetowej, oferującej aktualne atlasy grzybów, ziół leczniczych, porady wędkarskie oraz podręczniki kiszenia, wędzenia, marynowania, biwakowania i w ogóle – przetrwania „w dziczy”. Prepers musi mieć je przy sobie, gdy np. wyłączą światło, gazu zabraknie, a węgla nie dowiozą. Zapasy przecież kiedyś się skończą i przyjdzie ruszyć na zbiory, a nawet na polowanie – już nie do supermarketu dawno ogołoconego z żywności. Przyda się też więc profesjonalny łuk czy proca, a do obrony własnej przed zdesperowanymi kryzysem ludźmi i rabusiami – pałka, gaz i kajdanki, a nawet broń czarnoprochowa.

Pies i kot też chcą przeżyć

Prepersi powinni również zadbać o swoje zwierzęta i miejsce na zapasy dla nich. Nawet mieszkając w bloku, nie mówiąc już o szeregowcu czy większym domu, można wygospodarować samemu lub zamówić zbudowanie awaryjnej spiżarni dla siebie i domowych pupili. Zwierzętom trzeba zapewnić zapasy karmy suchej liofilizowanej, uwodnionej w konserwach oraz przekąski – także w konserwach. Do dłuższego przechowywania służą mylarowe torebki i większe torby z absorberami tlenu i wilgoci (wydłużające okres ważności produktu).

Wszystkim zaś będą potrzebne kanistry na wodę – także składane oraz specjalne pojemniki do zakopywania w ziemi żywności, wartościowych monet i banknotów.

Gama produktów

Wyliczajmy dalej. Warto o chwilę cierpliwości, bo te wyliczenia mogą posłużyć za inspirację do założenia własnego biznesu. Prepersom potrzebne więc będą także ubrania ochronne i maskujące, kuchenki gazowe, generator prądu (o ile znajdzie się miejsce do jego ustawienia), lampy oliwne i naftowe, krótkofalówki oraz zbiornik na paliwo płynne (którego przechowywanie, zwłaszcza w dużych ilościach, jest nielegalne, ale co tam!).

Przydadzą się też noże, maczety, łuki, latarki, powerbanki, specjalne plecaki ewakuacyjne, spakowane i gotowe do szybkiego zabrania ze sobą torby. Ponadto: składane kuchenki BCB lub kartusze gazowe, menażki, maski FFP2/3 oraz rękawice taktyczne, gogle ochronne, scyzoryki z kombinerkami i rożnymi otwieraczami. Także: wielofunkcyjne narzędzia multitool, saszetki odkażające nasączone 70-proc. alkoholem izopropylowym, który ma działanie bakteriobójcze i grzybobójcze oraz oczywiście różne filtry do wody itp. itd.

Być gotowym na wszystko

Produkcja żywności ugina się pod ciężarem niekontrolowanej inflacji, gwałtownie rosnących kosztów paliwa i niedoborów nawozów. Artykuły pierwszej potrzeby kosztują coraz więcej, a przyjdzie moment, że może zacząć ich brakować. Według monitorującej „rynek kryzysów” agencji Allied Marketing Research, już w 2017 roku globalny rynek incydentów i sytuacji kryzysowych szacowany był na 75,5 mld dolarów. Do końca 2025 roku ma osiągnąć wartość 423 mld dolarów. Szacunki uwzględniają przy tym nie tylko rynek zakupów dla klientów indywidualnych, ale także zabezpieczenia firm przed „końcem świata”.

Im więcej kryzysów, bezpośrednio i negatywnie odbijających się na gospodarstwach domowych i firmach, im są one częstsze, poważniejsze i dłuższe, tym bardziej prepersi czują większy sens w tym, co robią. Dla tych, którzy się z nich śmieją, mają co najwyżej uśmiech pełny politowania. Oni przetrwają, gdy tamci skazani są na zagładę.

Poprzedni artykułRegulacja na wyścigi
Następny artykułPolska zbyt mało korzysta z geotermii