Z Grzegorzem Szulikiem, prezesem polskiego fintechu Provema, głównego sponsora nagrody „Patronat Rozwojowy” w Konkursie KRYSZTAŁY POLSKIEJ GOSPODARKI 2021, rozmawialiśmy podczas finałowej gali Konkursu o wspieraniu start-upów i o tym, dlaczego wybór Provemy padł na start-up Dine2Door.

Grzegorz Szulik – prezes firmy Provema (z lewej) i Robert Kamiński – prezes start-upu Dine2Door (fot. materiały prasowe Konkursu KRYSZTAŁY POLSKIEJ GOSPODARKI)

Dlaczego warto wspierać strat-upy?

Start-upy są bardzo ważnym ogniwem każdej gospodarki. Za pięć, dziesięć, dwadzieścia lat to będą duże przedsiębiorstwa, ale już dziś musimy zwracać uwagę na to, żeby jak najwięcej tego typu małych innowacyjnych przedsięwzięć biznesowych powstawało w Polsce. Żeby to były start-upy z polskim kapitałem i polską myślą technologiczną. To one za kilka, czy kilkanaście lat będą wypływały na szerokie wody i będą reklamowały Polskę na arenie międzynarodowej.

Proszę zwrócić uwagę, że rozwój naszego kraju oparty jest o projekty, które kiedyś były innowacyjne i zmieniały oblicze rynku. Wielu przedsiębiorców obecnych na gali Kryształy Polskiej Gospodarki reprezentuje dziś solidne, uznane marki, jednak kiedyś wszyscy byli start-upami. W te start-upy ktoś uwierzył, ktoś w nie zainwestował. A one dzięki determinacji i uporowi stały się dużymi, znanymi firmami. I dziś mogą wspierać te mniejsze.

Czego potrzeba, aby taki start-up odniósł sukces?

Mówi się, że dzisiaj każdy produkt, aby odnieść sukces, musi być co najmniej dziesięć razy lepszy od konkurencji. Nie dwa razy, nie trzy, ale co najmniej dziesięć. To da mu dopiero przewagę i fosę nie do pokonania dla konkurencji. Nie tak łatwo w dzisiejszym świecie znaleźć produkt, dzięki któremu taką przewagę da się osiągnąć. Powinien być on światowy, powinien móc się szybko skalować i na siebie zarabiać.

My – jako firma Provema – podczas Konkursu Kryształy Polskiej Gospodarki postanowiliśmy udzielić wsparcia w postaci „Patronatu Rozwojowego” start-upowi Dine2Door. W dużym skrócie można powiedzieć, że Dine2Door integruje ofertę firm cateringowych i ich diet pudełkowych na jednej, łatwej w obsłudze platformie w postaci intuicyjnej i nowoczesnej aplikacji. Dlaczego akurat temu start-upowi? Naszym zdaniem spełnia on wszystkie te założenia, o których wcześniej powiedziałem. Produkt jest innowacyjny, rynek, na którym działa, bardzo szybko rośnie, a wypracowane przez Dine2Door przewagi konkurencyjne są już dziś trudne do pokonania. Teraz trzeba wlać w ten start-up dużą ilość gotówki, dołożyć motywację i determinację, żeby firma stała się za jakiś czas flagowym produktem naszego kraju i była rozpoznawalną marką na rynkach międzynarodowych. Jest na to ogromna szansa.

Pamiętajmy, że dzisiaj, żeby mieć produkt innowacyjny, nie wystarczy funkcjonować tylko na rynku krajowym. Budując produkt, od razu trzeba budować go z myślą o podbiciu rynków międzynarodowych. To nie jest łatwe. Kraj, w którym mieszkamy liczy 37 mln ludzi. Jest rynkiem, który w wielu przypadkach zaspokaja potrzeby biznesu. Jednak już na starcie trzeba patrzeć szerzej i szukać pomysłu, który będzie pomysłem światowym, który będzie w stanie się skalować. Trzeba tego typu pomysły wyławiać i im pomagać. Dzięki temu będziemy wspierać rozwój całej naszej gospodarki.

Mówi Pan o potrzebie wlania dużej ilości gotówki w projekt Dine2Door. Wsparcie start-upu powinno polegać głównie na wsparciu finansowym?

Absolutnie nie. Pierwszą zasadą jest: nie przeszkadzać. Żeby pomóc się rozwijać każdemu start-upowi, trzeba pozwolić mu działać i realizować jego własny pomysł na biznes. Myśl start-upowa to myśl, którą na samym początku przedsięwzięcia niewiele osób rozumie. Czasem rozumie ją tylko autor tego pomysłu i nikt inny. Dlatego mówię o tym, by na starcie nie przeszkadzać, nie zabić inicjatywy i chęci rozwoju. Drugim etapem jest wsparcie finansowe od większych podmiotów, ale też wsparcie od państwa oraz społeczności lokalnej. A później, jeśli pomysł jest bardzo dobry, pojawiają się duże fundusze, które inwestują odpowiednią ilość pieniędzy, pozwalając takiemu start-upowi na rozwinięcie skrzydeł i stanie się uznaną marką na rynkach międzynarodowych. W Polsce jest bardzo dużo przykładów tego typu dobrych start-upów.

Co jest dziś największą barierą, która wielu dobrym pomysłom innowacyjnym nie pozwala się rozwinąć i wypłynąć na szersze wody?

Myślę, że finansowanie. Kiedy ktoś ma dobry pomysł i potrafi zrobić na jego podstawie sensowny biznesplan, nadchodzi taki moment, w którym w ten pomysł trzeba uwierzyć i zainwestować w niego pieniądze. I są to niemałe pieniądze.

Niemałe, czyli?

Dzisiaj budowa start-upu w Polsce związana jest z wydatkami idącymi w miliony złotych. A przecież wiadomo, że na podstawie samego pomysłu decyzja o wydaniu miliona, czy dwóch milionów złotych jest bardzo często barierą nie do przeskoczenia. A bez pieniędzy, tak naprawdę, nie da się nic zrobić.

Na czym będzie polegało wsparcie firmy Provema, jakie udzieli start-upowi Dine2Door?

Przede wszystkim na przekazaniu know-how budowania biznesu od samego początku. Od tego, jak pisze się pierwsze linijki kodu aż do momentu, gdy pozyskuje się dużą liczbę użytkowników, zaczyna na tym projekcie zarabiać i wypływa się z produktem za granicę. To jest też bardzo ważne wsparcie, bo pozwala poukładać wiele ścieżek czy scenariuszy po drodze, które pozwolą w razie niepowodzeń obrać inny kurs i mimo tych niepowodzeń dotrzeć do celu.

 

Rozmawiał Krzysztof Budka

Poprzedni artykułUOKiK przygląda się francuskim sieciom handlowym
Następny artykułWraca kultowa marka z czasów PRL!