Kiedy Czesi oddadzą Polsce niemal 370 ha ziemi tytułem długu z korekty granicznej z 1958 roku? Przed laty czeski rząd wytypował do przekazania Polsce m.in. 52 ha lasu w okolicach Bogatyni. Na to jednak nie zgodzili się czescy samorządowcy. Może najwyższy czas, byśmy upomnieli się o swoje?

Teren Czech między polskimi miejscowościami Świeradów Zdrój a Bogatynią. Fot. PAP/Maciej Kulczyński

Ostatnie doniesienia medialne zdominowane są żądaniem Czechów, by elektrownia w Turowie została przez Polskę natychmiast zamknięta. Tymczasem szkoda, że nikt nie przypomina, iż od 63 lat Polska spiera się z Czechami o niemal 4 kilometry kwadratowe ziemi na pograniczu – chodzi o umowę międzypaństwową odnośnie korekty granicznej z 1958 r. Polska przekazała wtedy Czechom 1205,9 ha, podczas gdy Czesi zrewanżowali się jedynie 837,46 ha ziemi. Od lat nie możemy się więc doczekać zwrotu 368 ha. Jakiś czas temu czeski rząd wytypował do przekazania Polsce m.in. 52 ha lasu z okolic Bogatyni, na co jednak nie zgodzili się czescy samorządowcy.

W 1958 r. dokonano korekty granicy między Polską a Czechosłowacją. Polska odstąpiła wtedy południowym sąsiadom wieś Tkacze i osadę Zieliniec, a otrzymała w zamian południowy stok szczytu Kocierz koło Przełęczy Szklarskiej. Czechosłowacji przekazano także wieś Krasów, a przejęto wieś Skowronków, którą włączono do gminy Głuchołazy. Pozostałe zmiany miały charakter porządkujący (wymiana dotyczyła głównie pól uprawnych i towarzyszących im terenów dojazdowych). Jednak na dealu z Czechosłowacją Polska straciła niemal 400 ha, którą to ziemię Czesi mieli przekazać Polsce w późniejszym terminie.

Jak wiadomo „późniejszy termin” jest wartością niepoliczalną, tak więc do dnia dzisiejszego „zaległa” ziemia do zwrotu nie została zwrócona. Owszem, Czesi proponowali Polsce pieniądze za niemal 370 ha, ale na szczęście nikt z polskiej strony na taką propozycję nie przystał.

Od 1995 roku zwrotem długu z korekty granicznej z roku 1958 zajmuje się Stała Polsko- Czeska Komisja Graniczna. Jak widać, bezskutecznie. Tyle że Czechom może na tej bezskuteczności w pewien sposób zależeć, a Polakom absolutnie nie powinno. Wręcz przeciwnie, trzeba zrobić wszystko, by sprawę doprowadzić do końca.

Przed kilku laty nieoficjalnie mówiło się, że do Polski miałyby zostać włączone ziemie pomiędzy Bogatynią, a Świeradowem-Zdrój. Głównie są to lasy i pastwiska. Do żadnych konkretów jednak nie doszło. Ten temat zupełnie też nie przeszkadza oczywiście mieszkańcom pogranicza, którzy problemu w ogóle nie odczuwali. Celowo napisałem o „odczuciu” w czasie przeszłym, gdyż Polacy zatrudnieni w Turowie obawiają się teraz o utratę pracy.

Tak, płynnie przeszliśmy teraz ze sporu granicznego, do sporu o elektrownię w Turowie. Nie bez przyczyny. Czesi, za pośrednictwem TSUE, straszą Polskę karą 5 mln euro kary za każdy dzień pracy elektrowni w Turowie. Może Polska powinna wystąpić o odszkodowanie za każdy rok tytułem nie oddania Polsce 368 ha ziemi?

To oczywiście żart, ale żartem już nie jest to, że przez lata Czesi biorą przecież unijne dopłaty za (chociażby) łąki i pastwiska. Gdy w 2008 r. w mediach rozeszły się pogłoski, że Czesi będą oddawać ziemie Polsce, na terenach przygranicznych naszych południowych sąsiadów rozpoczęły się protesty. W czeskiej prasie pojawiały się tytuły: “Nie chtem byt Polakom! A sem Cechom!” I tak czeskie media, chcąc nie chcąc, zaczęły kreować krzywdę Czechów, chociaż prawdę mówiąc (pisząc), podczas korekty granic z 1958 r. to Polska została pokrzywdzona, a Czesi okazali się nie fair.

Kończąc, warto pamiętać, że w stosunkach międzypaństwowych lepiej się kierować zasadą, że co się odwlecze to… uciecze. Może właśnie teraz jest odpowiedni czas, aby tę sprawę zakończyć!