Fot. Pixabay

W celu ratowania biznesu uruchomiona została strona internetowa zachęcająca Czechów do kupowania piwa po obniżonej cenie, co zapewniłoby browarnikom przynajmniej podstawowy dochód. – Sprzedajemy nasze lokalne piwo w pubie i kilku barach, ale z powodu zamknięcia lokali mamy teraz związane ręce – żali się Premysl Lexa z browaru Moritz Inn.

Moritz Inn, z siedzibą we wschodnich Czechach, jest jednym z prawie 170 minibrowarów, które przystąpiły do ZachranPivo lub Save The Beer, niedawno uruchomionych inicjatyw pozwalających małym browarnikom sprzedawać nadwyżki zapasów, zanim te się zepsują. Przyjazna dla użytkownika strona internetowa pomaga klientom zlokalizować najbliższy browar i złożyć zamówienie online.

Według czeskiego stowarzyszenia minibrowarów, jedna czwarta tych małych, często rodzinnych firm, nie przetrwa kryzysu. – Jestem dziś jeszcze większym pesymistą – twierdzi Michał Pomahac, właściciel rodzinnego browaru Kytin pod Pragą i współzałożyciel inicjatywy Save The Beer. Pomahac przyznaje, że jego własny browar stracił aż 80 proc. obrotów, odkąd w połowie marca zaczęły obowiązywać ograniczenia.

W jeszcze gorszej sytuacji są browary, które produkują tylko piwo do beczek – część z nich zanotowała zerowy obrót w ostatnich kilku tygodniach.Wiele browarów, przygotowując się na wzrost popytu podczas Wielkanocy, zaczęło produkować duże ilości piwa na początku roku.
Niemożność sprzedaży piwa z beczki w supermarketach sprawiła, że większość dostawców musiała zamiast tego sprzedawać piwo butelkowe klientom indywidualnym. Tymczasem większe browary mają umowy na utrzymanie swoich marek w supermarketach. Jednak dla wielu minibrowarów produkujących niefiltrowane piwo rzemieślnicze o krótkim terminie przydatności do spożycia zaczął się wyścig z czasem.

Warto dodać, że Czechy przodują w konsumpcji piwa, co przekłada się na siódmy co do wielkości przemysł piwowarski w Europie. Każdy Czech spożywa średnio ok. 150 litrow piwa rocznie (według raportu Global Beer Consumption).

Desperacja właścicieli minibrowarów jest ogromna. Lokalne wiadomości pokazują, że niektóre czeskie bary zostały otwarte pomimo przepisów rządowych, a inne lokale próbowały obejść nowe ograniczenia, sprzedając swoje piwo przez… okna do konsumpcji na zewnątrz. Jest to technicznie zgodne z przepisami, chociaż władze rozprawiły się z takimi praktykami.
Jeden bar w Uherske Hradiste na południowym wschodzie Czech został w ubiegłym tygodniu ukarany grzywną w wysokości trzech milionów koron (około 110 000 EUR) po obsłużeniu klientów w ogródku piwnym.

Większość ekonomistów prognozuje, że Czechy dopadnie w tym roku poważna recesja. Podobnie jak w innych sektorach gospodarki, większe firmy z branży piwowarskiej prawdopodobnie jakoś sobie poradzą i przetrwają. Dużo trudniej mieć będą mniejsze browary.

DL/Euronews